Book: Karma



Karma

Annie Besant

KARMA


Pracownia „Borgis”

Wrocław MCMXCIX


Karma

Annie Besant(1847-1933), głośna przywódczyni Towarzystwa Teozoficznego, znana była z prowadzenia badań metodami nadzmysłowymi w świecie subtelnej materii. Dzięki umiejętności jasnowidzenia przyczyniła się do rozwoju chemii okultystycznej, podała nadto wiele szczegółów dotyczących „myślokształtów”, tj. form tworzonych przez myśli. Korzystając z możliwości świadomej eksterioryzacji do świata zmarłych badała prawa rządzące reinkarnacją, w jakimś sensie opiekowała się też zmarłymi, pokazując im właściwą drogę.

W książce Karma A. Besant przedstawia działanie kosmicznego prawa przyczyny i skutku w naszym świecie przeciwieństw, w świecie dobra i zła. Wskazuje ona, że prawo to ma charakter korygujący, jest prawem wyrównania, odpłaty, ową Boginią z opaska na oczach, ślepym losem. Ale „ślepym” nie znaczy nierozumnym, lecz bezwzględnym. To, co cała ludzkość stworzyła siłą swych pozytywnych i negatywnych myśli, uczuć, pożądań i czynów (karma zbiorowa), jak też odpowiednio, co stworzyła jednostka (karma indywidualna) powraca do nich. Sami decydujemy o przeznaczeniu swoim i świata, możemy je zmienić. Niniejsza publikacja daje właśnie odpowiedź na pytanie, jak człowiek kształtuje swoja karmę, swój los.



Przedmowa

Przed wypuszczenie tej publikacji w szeroki świat należy dodać kilka słów przedmowy. Jest ona czwartą z serii podręczników, które mają na celu zaspokojenie żądań publiczności, domagającej się prostego i przystępnego przedstawienia nauk teozoficznych. Wiele osób narzekało, że literatura nasza jest obecnie zbyt abstrakcyjna, nazbyt fachowa i nazbyt wytężająca dla zwykłego czytelnika; spodziewam się, że obecna seria zdoła uczynić zadość tej pilnej potrzebie. Teozofia jest nie tylko dla wykształconych; jest dla wszystkich. Być może, iż wśród tych, którzy z tych książek czerpać będą pierwsze wiadomości o niej, znajdą się i tacy, co podchodząc do jej abstrakcyjnych zagadnień z gorliwością studenta i zapałem nowego zwolennika zechcą, aby ich wprowadziły głębiej w jej filozofię, wiedzę i religię. Książki te jednak są przeznaczone nie dla pilnych studentów, których nie odstraszy żadna trudność początkowa. Zostały one napisane dla zapracowanych mężczyzn i kobiet dzisiejszego świata i mają wyjaśnić kilka wielkich prawd, które czynią życie lżejszym do dźwigania, a śmierć mniej straszną. Napisane przez służebników Mistrzów, którzy są Starszym Braćmi naszej rasy, nie mają innego zadania, jak tylko służyć naszym bliźnim.

Karma


Karma

Każda myśl ludzka w chwili swego powstania przechodzi w świat wewnętrzny i staje się w nim istotnością zdolną do działania przez połączenie się – możemy to też nazwać skojarzeniem się z elementalem, to znaczy z jedna z pólinteligentnych sił, znajdujących się w przyrodzie. Żyje ona jako działająca inteligencja – stworzenie zrodzone przez umysł – przez dłuższy lub krótszy przeciąg czasu, stosownie do natężenia wysiłku mózgowego, który jej dał początek. Tak więc dobra myśl znajduje przedłużenie w postaci aktywnej dobroczynnej siły, zła zaś w postaci złośliwego demona. W ten sposób człowiek nieustannie zaludnia otaczające go prądy w przestrzeni całym własnym światem, przepełnionym potomstwem jego fantazji, pożądań, impulsów i namiętności. Prądy te działają na każdy wrażliwy lub nerwowy ustrój, gdy tylko się z nimi zetknie, proporcjonalnie do ich siły dynamicznej. Buddyści nazywają to „Skandhą ", a Hindusi nadają temu miano „Karmy". Adept tworzy te kształty świadomie, inni ludzie rzutują je nieświadomie

Nie dano dotąd nigdy bardziej obrazowego przedstawienia karmy, aniżeli w powyższych słowach, wyjętych z jednego z najwcześniejszych listów Mistrza K. H[3]. Jeśli się je zrozumie należycie, razem z wszystkimi zawartymi w nich wnioskami, to znikną po większej części niejasności, jakie otaczają pojęcie karmy i stanie się zrozumiała główna zasada, na której się opiera działanie karmy. Można zatem przyjąć powyższe słowa za najlepszą linię wytyczaną do studium, i dlatego też zaczniemy od rozważenia zdolności twórczych człowieka. Wszelako na wstępie, konieczne jest jeszcze jasne naświetlenie pojęć o niezmienności praw i o wielkich planach natury.

Niezmienność prawa

Jest spowszedniałym pewnikiem, że żyjemy w królestwie prawa i że dokoła nas rządzą prawa, których nie możemy złamać. A jednak nieraz, gdy ten fakt odkrywamy bezpośrednio w życiu i gdy dostrzegamy, że ten fakt zachodzi tak samo w świecie myśli i moralności jak i w świecie fizycznym, opanowuje nas pewnego rodzaju poczucie bezradności, tak jak gdybyśmy się znajdowali w kleszczach jakiejś ogromnej potęgi, która zawładnąwszy nami, kręci nami jak zechce. Tymczasem w rzeczywistości jest wręcz przeciwnie, gdyż ta ogromna potęga – jeśli ją tylko dostatecznie zrozumiemy – zaniesie nas posłusznie tam, gdzie my zechcemy; wszelkimi bowiem siłami Natury możemy się posługiwać w tym stopniu, w jakim je rozumiemy. „Naturę zwycięża się posłuszeństwem'', a jej bez spoczynku działające energie czekają na nasze rozkazy, jeśli tylko z pomocą wiedzy potrafimy działać razem z nimi, a nie przeciw nim. Możemy wybierać w jej bezgranicznym bogactwie sił, które będą wspierać nasze wysiłki co do kierunku, napięcia i tak dalej, a ich bezwzględna niezmienność daje nam rękojmię powodzenia.

Na niezmienności prawa opiera się pewność doświadczenia naukowego, wszelka możliwość planowania i przewidywania przyszłości. Na niej polega z zaufaniem chemik pewny, że Natura odpowie mu zawsze tak samo, ilekroć dokładnie w ten sam sposób postawi jej pytanie. Jeśli mu się przytrafi jakaś zmiana w wynikach doświadczenia, to jest przekonany, że zaszła także jakaś zmiana w jego postępowaniu, nie zaś w Naturze. Podobnie też jest z wszelkim ludzkim działaniem; im bardziej opiera się ono na wiedzy, tym pewniejsze jest w przewidywaniach, gdyż wszelki „przypadek” jest skutkiem nieznajomości sprawy i należy go przypisać działaniu praw, których wpływ albo był nieznany albo został przeoczony. W mentalnym i moralnym świecie można tak samo jak i w fizycznym przewidywać skutki, planować i obliczać wszystko z góry. Natura nigdy nas nie zawodzi; przynosi nam zawód tylko nasza własna ślepota. We wszystkich światach przyrost wiedzy jest zarazem przyrostem siły, a wszechwiedza i wszechpotęga są jednym i tym samym.

Prawo jest niezmienne w światach myśli i moralności, tak samo jak i w fizycznym, wszechświat bowiem jest przejawieniem JEDYNEGO, a to, co nazywamy prawem, jest tylko wyrazem Natury Boskiej. Jak jedno jest Życie, które wyłoniło z Siebie wszystko, tak jedno jest Prawo, które podtrzymuje wszystko; światy wspierają się na tej opoce Natury Boskiej jako na pewnym i niewzruszonym fundamencie.

Plany Natury

Chcąc studiować działanie karmy zgodnie z kierunkiem wskazanym przez Mistrza, należy posiąść jasne pojęcie o trzech niższych planach, lub dziedzinach, wszechświata i o odpowiadających im pierwiastkach człowieka[4]. Nadawane im nazwy oznaczają stany świadomości, pracujące w tych dziedzinach. Pomoże nam zorientować się w tym diagram, który wskazuje nam plany i odpowiadające im pierwiastki człowieka i narzędzia (ciała), z pomocą których świadoma istota może je odwiedzać i poznawać. W praktycznym okultyzmie uczeń uczy się zwiedzać te plany i z pomocą własnych badań przemieniać teorię w wiedzę. Najniższe narzędzie, ciało z grubej materii, służy świadomości do działania na fizycznym planie, przy czym świadomość jest ograniczona uzdolnieniami mózgu. Nazwa „ciało subtelne” obejmuje różnorodność ciał astralnych, które dostosowują się odpowiednio do zmieniających się warunków bardzo złożonej dziedziny, określanej mianem planu psychicznego.

Karma

Na planie mentalnym występują dwa wyraźnie odmienne plany: świat form (kształtów) i świat bez form. Na niższym z nich świadomość posługuje się ciałem złudy (mâyâvirúpa); nazwa „ciało umysłu” wydaje się bardzo dla niego odpowiednia, gdyż wskazuje, że materia z której się ono składa należy do planu Manasu. Na planie bez kształtu używa człowiek ciała przyczynowego. O planie Buddhi nie zachodzi potrzeba aby mówić.

Materia poszczególnych planów nie jest jednakowa i – mówiąc najogólniej – materia każdego z nich jest cięższa od materii planu bezpośrednio wyższego. Jest to zgodne z ogólnym charakterem Natury, gdyż ewolucja na linii zastępującej dokonuje się od rzadkiego ku gęstemu, od subtelnego ku ciężkiemu. Co więcej, na planach tych mieszkają ogromne hierarchie istot, od wzniosłych inteligencji dziedziny duchowej poczynając, a kończąc na najniższych, podświadomych elementalach fizycznego świata. Na wszystkich planach Duch i Materia są zespolone z sobą w każdej drobinie – gdyż każda drobina ma Materię jako swe ciało i Ducha jako swe życie, a wszelkie swobodne skupienia drobin, wszelkie wyodrębnione kształty jakiegokolwiek rodzaju, mają za duszę owe żyjące istoty, które różnią się między sobą co do poziomu zależnie od poziomu tych kształtów. Nie ma kształtu, który by nie miał takiej duszy, choć tą rozświetlającą kształt istnością może być najwyższa inteligencja lub najniższy elemental lub jakaś istność pochodząca z jednego z niezliczonych zastępów pośredniego stopnia.

Istnościami, którymi wypada nam się obecnie zająć, są głównie istności psychicznego planu, gdyż one użyczają człowiekowi ciała pragnień (Kâma-Rúpa) – ciała wrażeń i wzruszeń, jak się to nieraz określa – są istotnie wbudowane w jego astralną matrix i ożywiają jego zmysły astralne. Są one, użyjmy technicznej nazwy, elementalami kształtu(Rúpa Devatâs) zwierzęcego świata; one są czynnikami przemian, które przekształcają drgania dochodzące do zmysłów człowieka we wrażenia.

Najbardziej widoczną cechą elementali działających na niższym planie astralnym (kama) jest zdolność nie tylko odpowiadania na wibracje, lecz także odczuwania ich; plan psychiczny (astralny) jest zapełniony tymi istnościami o różnym stopniu świadomości, które odbierają różnego rodzaju podniety i przetwarzają je we wrażenia. Wskutek tego istota, w której ciele znajdują się wplecione te elementale, jest zdolna do odczuwania; człowiek czuje poprzez takie właśnie ciało. Człowiek nie ma świadomości w drobinach swego ciała, ani nawet w komórkach; mają one swoją własną świadomość i dzięki niej prowadzą różne procesy swego wegetatywnego życia; jednakże człowiek, którego ciało one tworzą, nie ma udziału w ich świadomości, nie pomaga ani nie przeszkadza im świadomie, gdy dokonują one doboru materiałów, przyswajają, wydzielają lub budują, i nie może ani na chwilę zetknąć swej świadomości ze świadomością komórki swego serca w takim stopniu, aby mógł powiedzieć, co się w niej dzieje. Świadomość jego działa normalnie na planie psychicznym, lecz nawet wtedy, gdy umysł pracuje w wyższych dziedzinach psychicznego świata, umysł jest zmieszany z niższym planem astralnym (kama), gdyż czysty umysł nie działa na astralnym planie.

Plan astralny jest zatłoczony elementalami, podobnymi do tych, które wchodzą w skład ludzkiego ciała pożądań i tworzą również prostsze ciała pożądań niższych zwierząt. Przez ten dział swej natury człowiek wchodzi w bezpośredni związek z tymi elementalami i za ich pośrednictwem stwarza sobie kontakt z wszystkimi przedmiotami dokoła siebie, czy to w postaci przyciągania, czy też odpychania. Przez swą wolę, przez swe wzruszenia i przez swe pożądania wywiera on wpływ na te niezliczone istoty, które reagują, wrażliwe na każde drgnienie uczucia, rozchodzące się zawsze we wszystkich kierunkach. Ciało pożądań człowieka działa jak aparat nadawczy, i podobnie jak składa i przetwarza wibracje, które przychodzą z zewnątrz, na uczucia, tak samo powstające w nim samym uczucia przetwarza na wibracje.

Rodzenie myślokształtów

Możemy teraz jaśniej zrozumieć słowa Mistrza. Umysł, pracując w swej własnej dziedzinie, w subtelnej materii wyższej części psychicznego planu, rodzi obrazy, myślokształty. Słusznie też zalicza się wyobraźnię twórczą do władz umysłu; a jest nią ona w o wiele bardziej dosłownym znaczeniu, aniżeli to przypuszcza wielu z tych, którzy używają tego określenia. Ta zdolność tworzenia obrazów jest charakterystyczną władzą umysłu, a słowo jest tylko niezgrabną próbą częściowego bodaj przedstawienia obrazu myślowego. Pojęcie, wyobrażenie myślowe, jest rzeczą złożoną i właściwie wymaga całego zdania aby je należycie oddać, a gdy zawiera ono jakiś rzucający się w oczy moment, to słowo nazywające ten moment określa całość w sposób niedoskonały. Mówimy np. „trójkąt" i słowo to wywołuje w umyśle słuchacza obraz, który aby go w pełni wyrazić słowami, wymagałby długiego opisu. Czynimy wysiłki na jakie nas tylko stać, ażeby myśleć o symbolach, a następnie pracowicie i niedoskonale sumować te symbole w słowa. W dziedzinach, gdzie umysł mówi bezpośrednio do umysłu, myśl znajduje doskonały wyraz, przekraczający wszystko co mogłyby wyrazić słowa; nawet wtedy gdy w najbardziej ograniczonym zakresie, przekazuje się myśli na odległość, przesyła się nie słowa lecz pojęcia.

Mówca wkłada w swe słowa tyle obrazów myślowych, na ile go stać, a słowa jego wywołują w umysłach słuchaczy obrazy odpowiadające obrazom w umyśle mówcy. Umysł ma do czynienia z obrazami i wyobrażeniami, a nie ze słowami i dlatego połowa sporów i nieporozumień pochodzi stąd, że ludzie łączą z tymi samymi słowami różne obrazy lub używają różnych słów na oznaczenie tych samych obrazów myślowych.

Myślokształt jest zatem obrazem mentalnym, czyli myślowym, stworzonym – lub ukształtowanym przez umysł – z subtelnej materii wyższej części planu psychicznego, na którym on pracuje. Kształt ten, złożony z szybko drgających atomów materii tej dziedziny rozsyła drgania we wszystkich kierunkach; drgania te wywołują wrażenia dźwięku i barwy w pewnych istnościach, uzdolnionych do przenoszenia ich, a gdy myślokształt schodzi – lub zniża się, obojętne jakie słowo wybierzemy na wyrażenie przechodzenia – w gęstszą materię niższego planu psychicznego, drgania te dźwięczą we wszystkich kierunkach jako śpiew – barwa i przywołują do myślokształtu, od którego pochodzą elementale związane z tą właśnie barwą.

Wszystkie elementale, jak w ogóle wszystko we wszechświecie, należą do jednego z siedmiu zasadniczych Promieni, siedmiu prawiecznych Synów Światła. Białe Światło, wytryskające z Trzeciego Logosu, który jest przejawionym Boskim Umysłem, rozpryskuje się w siedem Promieni, w „Siedem Duchów, które stoją przed Tronem”, a każdy z tych Promieni składa się z siedmiu „podpromieni” i tak dalej w dół w kolejnych podziałach. Dlatego też, wśród nieskończoności zróżnicowań, które tworzą wszechświat, istnieją elementale należące do rozmaitych podziałów; porozumiewają się one z sobą w języku barw, opartym na właściwej im barwie zasadniczej. Oto przyczyna, dla której prawdziwa wiedza o dźwiękach, barwach i liczbach – liczba jest u podstaw zarówno dźwięku jak i barwy – była zawsze tak troskliwie strzeżona; wola bowiem przemawia do elementali za ich pośrednictwem, a wiedza daje moc panowania nad nimi.

Mistrz K. H. mówi bardzo jasno o tym języku barw; powiada On:

Jakże moglibyście zrozumieć, a zatem w istocie rzeczy rozkazywać tym półinteligentnym siłom, których środkiem porozumiewania się z nami nie są mówione słowa, lecz dźwięki i barwy, związane z nimi tym samym drganiem? Albowiem dźwięk, światło i barwa są głównymi czynnikami, kształtującymi te rodzaje inteligencji, istoty, o których prawdziwym istnieniu nie macie żadnego wyobrażenia, w które nie wolno wam nawet wierzyć – ateiści i chrześcijanie, materialiści i spirytualiści, wszyscy wysuwają swe odrębne argumenty przeciw tego rodzaju wierze, – skoro Nauka przeciwstawia się jeszcze mocniej od tamtych tego rodzaju poniżającemu przesądowi.

Badacze przeszłości mogą sobie przypomnieć zagadkowe, tu i ówdzie czynione wzmianki o języku barw; mogą także zwrócić uwagę na fakt, że w starożytnym Egipcie święte rękopisy pisano różnymi barwami, a pomyłki w przepisywaniu karano śmiercią. Ale muszę zaniechać tej pociągającej dygresji. Obchodzi nas tylko fakt, że do elementali przemawia się w barwach i że barwy-słowa są dla nich tak zrozumiałe jak dla człowieka słowa wypowiadane.

Odcień dźwięczącej barwy zależy od natury pobudki, kierującej twórcą myślokształtu. Jeśli pobudka jest czysta, jeśli wynika z miłości i życzy dobra, wytworzona barwa przyciągnie do myślokształtu elementala, którego zasadnicze cechy będą zgodne z charakterem wyciśniętym przez motywy na myślokształcie i który będzie działał wzdłuż linii przez nie wyznaczonej; elemental ten wchodzi w myślokształt, odgrywając rolę jego duszy i w ten sposób powstaje w świecie astralnym niezależna istność, istność o dobroczynnym charakterze. Jeśli zaś pobudka jest nieczysta, mściwa i złośliwa, wytworzona barwa przyciągnie do myślokształtu elementala, który również posiada zasadnicze cechy myślokształtu, wyciśnięte przez pobudkę i będzie działał wzdłuż tak określonej linii; w tym wypadku elemental również wchodzi w myślokształt i odgrywa rolę jego duszy, a stawszy się niezależną istnością w świecie astralnym, jest istnością o charakterze złym i szkodliwym. Na przykład myśl gniewu wzbudzi błysk czerwieni, myślokształt bowiem gniewu drga w ten sposób, że wytwarza czerwień; ten błysk czerwieni jest zewem ku elementalom, które w odpowiedzi nań płyną w jego kierunku i jeden z nich wchodzi w myślokształt, który daje mu możność swobodnej działalności o destrukcyjnym, niszczącym charakterze. Ludzie nieustannie przemawiają całkiem nieświadomie w tym języku barw i przywołują ze wszystkich stron dokoła hordy elementali, które zamieszkują w tworzonych przez nich myślokształtach. W ten to sposób człowiek nieustannie zaludnia otaczające go prądy w przestrzeni całym własnym światem, przepełnionym potomstwem jego fantazji, pożądań, impulsów i namiętności. Aniołowie i demony, przez nas samych stworzone, tłoczą się ze wszystkich stron dokoła – sprawcy pomyślności lub nieszczęścia dla drugich, posłańcy dobra lub biedy dla nas samych – zaprawdę zastępy karmy.

Jasnowidzący mogą widzieć barwne, wciąż zmieniające się błyski w aurze, jaka otacza każdą osobę: każda myśl, każde uczucie po takiem ujawnieniu się w świecie astralnym jest widzialne dla astralnego wzroku. Osoby nieco więcej rozwinięte od przeciętnych jasnowidzów mogą też widzieć myślokształty oraz skutki wywołane przez błyski barw wśród hord elementali.

Karma

Działanie myślokształtów

Okres życia tych wyposażonych w duszę myślokształtów zależy przede wszystkim od początkowej ich żywotności, od energii w jaką je wyposażył ich ludzki rodziciel; następnie po urodzeniu, od zasilania ich, jakim jest powtarzanie myśli przez tę samą lub inną osobę. Życie myślokształtu może być nieustannie wzmacniane przez takie ponawianie myśli, a myśl, która jest długo piastowana, która jest przedmiotem powtarzanej stale medytacji, uzyskuje wielką stałość kształtu na psychicznym planie. Nadto myślokształty o pokrewnym charakterze przyciągają się wzajemnie i wzmacniają, stwarzając kształt o wielkiej energii i napięciu, zdolny do działania w świecie astralnym.

Myślokształty są związane ze swym stwórcą przez to, co – z braku lepszego określenia – musimy nazwać węzłem magnetycznym; oddziałują one z kolei same na niego, aby wywołać w nim wrażenie, które pobudzi go do ponownego ich odtworzenia, a w tym wypadku, gdy myśl jest wciąż zasilana przez jej powtarzanie, może powstać stały nawyk myśli, może się wytworzyć forma, w którą myśl łatwo wpływa – forma pomocna, jeśli ma prawdziwie szlachetny charakter, jak np. wzniosły ideał, lecz w większości sytuacji krępująca i przeszkadzająca we wzroście umysłu.

Zatrzymajmy się na chwilę przy tworzeniu się nawyku, gdyż pomoże nam ono wyjaśnić działanie karmy. Wyobraźmy sobie świeżo stworzony umysł, który nie ma jeszcze za sobą żadnej działalności – rzecz niemożliwa oczywiście, lecz wyobrażenie to da nam pożądany punkt wyjścia. Wyobraźmy sobie dalej, że umysł ten działa z doskonałą swobodą, spontanicznie, i stwarza myślokształt; niechaj powtarza on ten akt wiele razy, aż wytworzy się nawyk myśli, zupełnie wyraźny nawyk, tak aby umysł wymykał się całkiem nieświadomie ku tej myśli, aby jego energia spływała w nią bez jakiegokolwiek świadomego, segregującego działania woli. Przyjmijmy wreszcie, że umysł dochodzi do przekonania, że ten nawyk myślowy jest naganny i uznaje go za przeszkodę dla swego postępu; kanał, który do tej chwili nadawał się do bezpośredniego działania umysłu i ułatwiał wylew energii mentalnej i który był stworzony właśnie do tego celu, staje się obecnie ograniczeniem; jeśli umysł ma się go teraz pozbyć, to może się to stać tylko przez nowe spontaniczne działanie umysłu, skierowane ku wyczerpaniu i ostatecznemu zniszczeniu tych żywych okowów.

Mamy na tym przykładzie krótko przedstawiony doskonały mały cykl karmiczny; wolny umysł stwarza nawyk i następnie musi pracować w ograniczeniu jego ram; umysł zatrzymuje jednak swą wolność w tym ograniczeniu i może działać przeciw niemu tak długo, aż je całkowicie zniszczy. Oczywiście nigdy nie jesteśmy na początku wolni, gdyż przychodzimy na świat obciążeni kajdanami naszych przeszłych czynów; ale proces zrywania każdych bez wyjątku kajdan przebiega opisaną powyżej koleją – umysł kuje je i dźwiga, a jednak dźwigając może je przepiłowywać.

Myślokształt może też być skierowany przez swego stwórcę ku takim lub innym osobom, które zależnie od natury ożywiającego myślokształt elementala, mogą doznać pomocy lub szkody. To nie tylko fantazja poetycka, że dobre życzenia, modlitwy i myśli miłości mają swą wartość dla osób, ku którym się je śle; tworzą one ochronny zastęp, który otacza osobę ukochaną i odpiera wiele złych wpływów i niebezpieczeństw.

Człowiek nie tylko tworzy i wysyła od siebie własne myślokształty, lecz także jak magnes przyciąga ku sobie myślokształty innych osób z otaczającej go przestrzeni astralnego planu; myślokształty te należą do tej samej grupy co i elementale, które ożywiają jego własne myślokształty. Może on w ten sposób przyciągać z zewnątrz ku sobie duże ilości energii, a od niego samego zależy, czy te siły, które ściąga do swej istoty z zewnętrznego świata, są dobre czy też szkodliwe. Jeśli myśli człowieka są czyste i szlachetne, to skupi dokoła siebie zastępy dobroczynnych istności i może się nieraz dziwić, skąd bierze siłę do podejmowania prac, które zdają się – i słusznie się takimi zdają – o wiele przekraczać jego własne siły. Podobnie człowiek, który żywi złe i nikczemne myśli, przyciąga do siebie zastępy złośliwych istności i wskutek tego zasilenia swych skłonności do złego popełnia zbrodnie, które zdumiewają jego samego, gdy na nie spogląda. „Chyba diabeł mnie skusił" pragnie krzyczeć, a w istocie rzeczy te siły demoniczne, przywołane ku niemu przez jego własny grzech, wzmocniły od zewnątrz siłę jego grzechu.

Elementale, które stają się duszą myślokształtów, zarówno dobre jak i złe, przyłączają się do elementali znajdujących się w ciele pożądań człowieka oraz do innych, ożywiających jego myślokształty, i dzięki temu działają w nim, choć przychodzą z zewnątrz. W tym celu jednak muszą w nim znaleźć istności pokrewne sobie, inaczej bowiem nie mogłyby wywrzeć żadnego wpływu. Co więcej, elementale myślokształtów należące do przeciwnych sobie rodzajów odpychają się; dzięki temu człowiek dobry odpędza precz od siebie samą swą atmosferą, samą aurą, wszystko co jest złe i okrutne. Otacza go ona jak wał ochronny i powstrzymuje zło z dala od niego.

Istnieje jeszcze inny rodzaj działalności elementali, który daje niezmierne skutki i który dlatego nie może być pominięty przy tym wstępnym przeglądzie sił uczestniczących w tworzeniu się karmy. Podobnie jak poprzedni rodzaj ich działalności zawiera się on w twierdzeniu, że myślokształty zaludniają prądy, które działają na każdy wrażliwy lub nerwowy ustrój, gdy tylko się z nimi zetknie, proporcjonalnie do ich siły dynamicznej. Z nielicznymi wyjątkami wywierają one wpływ na każdego, przy czym jest on tym większy, im wrażliwszy jest ustrój człowieka. Elementale przyciągają się wzajemnie według swego podobieństwa, skupiają się w gromady i żyją w stadach na własny sposób. Myślokształt wyłoniony przez człowieka nie tylko że ma magnetyczny związek z nimi, lecz także jest przyciągany przez inne myślokształty tego samego typu i wskutek tego przyłącza się do nich na planie astralnym, tworząc zależnie od okoliczności dobrą lub złą siłę, która przybiera postać zbiorowej istności. Te skupienia podobnych myślokształtów posiadają cechy charakterystyczne, czasem silnie zarysowane, opinii rodzinnej, lokalnej lub narodowej; tworzą one rodzaj astralnej atmosfery, a wszelką rzecz widzi się poprzez nią i w jej zabarwieniu; oddziałują one odwrotnie na ciała astralne osób, należących do wspomnianych ugrupowań i wzbudzają w nich drgania sobie właściwe. To karmiczne środowisko rodzinne, lokalne lub narodowe poważnie zmienia działalność jednostki i ogromnie ogranicza możliwość przejawiania przez nią zdolności, jakie ona posiada. Jeśli się komuś ukaże jakąś ideę, to może on ją zobaczyć tylko poprzez ową otaczającą atmosferę, która ją zabarwia i może silnie zniekształcić. Tkwią w tym daleko sięgające karmiczne ograniczenia, którymi wypadnie jeszcze zająć się szerzej.

Wpływ tych hord elementali nie ogranicza się tylko do wpływu wywieranego na ludzi poprzez ich ciała pożądań. Jeśli ta zbiorowa istność, jak ją nazwałam, składa się z myślokształtów destrukcyjnych, elementale które je ożywiają działają jako niszcząca energia i powodują często wiele zniszczeń na fizycznym planie. Wiry niszczących energii są obfitym źródłem „wypadków”', wstrząsów w naturze, burz, cyklonów, huraganów, trzęsień ziemi i powodzi. Omówimy w dalszym ciągu szerzej i te skutki karmiczne.



Tworzenie się karmy w ogóle

Po ustaleniu w ten sposób stosunku pomiędzy człowiekiem, królestwem elementalnym i kształtującymi się energiami umysłu – zaprawdę, twórczymi energiami, gdyż one powołują do bytu wszystkie opisane powyżej żyjące kształty – jesteśmy w stanie bodaj częściowo zrozumieć jak powstaje i działa karma podczas jednego okresu życia. Mówię ,,okres życia”, a nie „życie”, ponieważ życie oznacza za mało, jeśli użyjemy go w zwyczajnym znaczeniu jednej inkarnacji, a równocześnie oznacza zbyt wiele, jeśli go użyjemy na określenie całości życia, złożonego z wielu okresów istnienia w fizycznym ciele i z wielu okresów istnienia bez niego. Przez okres życia rozumiem mały cykl ludzkiego istnienia, obejmujący jego doświadczenia na planach fizycznym, astralnym i mentalnym aż do powrotu ku progowi fizycznego bytu – cztery wyraźne stadia, przez które przechodzi Dusza, aby wypełnić swój cykl. Stadia te ponawiają się stale w ciągu wędrówki Pielgrzyma Niebieskiego poprzez naszą obecną ludzkość i choć doświadczenia człowieka w każdym okresie są odmienne zarówno co do jakości jak i ilości, każdy okres życia przeciętnej ludzkiej istoty zawiera te cztery stadia i poza tym nic więcej.

Ważną jest rzeczą uświadomić sobie, że pobyt poza ciałem fizycznym trwa znacznie dłużej od pobytu w ciele; dlatego też nasza znajomość działania prawa karmy byłaby bardzo niedostateczna, gdybyśmy nie zbadali działalności Duszy w warunkach pozafizycznych. Przypomnijmy słowa Mistrza, które wskazują, że życie poza ciałem jest jedynym rzeczywistym życiem:

Wedantyści, choć uznają dwa rodzaje świadomych istnień, ziemskie i duchowe, mówią tylko o drugich jako o stanowiących aktualnie niewątpliwą rzeczywistość. Życie ziemskie z powodu swej zmienności i krótkości nie jest niczym więcej jak tylko złudzeniem naszych zmysłów. Za rzeczywistość należy uważać nasze życie w sferach duchowych, tam bowiem żyje nasze wieczyste, niezmienne, nieśmiertelne Ja, Sútrâtmâ ... Oto przyczyna, dla której życie pośmiertne nazywamy jedyną rzeczywistością, natomiast życie ziemskie, razem z osobowością, złudą.[6]

Podczas życia ziemskiego działalność Duszy przejawia się jak najbardziej bezpośrednio w tworzeniu opisanych już myślokształtów. Chcąc jednak śledzić działanie karmy z większą dokładnością, winniśmy zanalizować głębiej termin „myślokształt” i dodać pewne rozważania, które pominęliśmy w przedstawionym na początku ogólnym szkicu. Dusza pracując jako umysł stwarza obraz mentalny, pierwotny myślokształt; przyjmijmy termin „obraz mentalny” na oznaczenie wyłącznie tylko tego pierwszego bezpośredniego tworu umysłu i zachowajmy go odtąd na oznaczenie pierwotnego stadium tego, co powszechnie nazywa się myślokształtem. Ten obraz mentalny pozostaje związany ze swym twórcą jako część jego świadomości; jest on żyjącym drgającym kształtem z subtelnej materii, słowem pomyślanym, lecz jeszcze nie wyrzeczonym, poczętym, lecz jeszcze nie zamienionym w ciało. Niechaj czytelnik skupi na chwilę uwagę na tym obrazie mentalnym i wyrobi sobie o nim ścisłe pojęcie, różne od wszystkiego innego, odrębne od wszystkich skutków, jakie on wytworzy na innych planach poza własnym. Tworzy on, jak już powiedziano, część zawartości świadomości swego twórcy, część jego niedostępnej własności; nie można ich oddzielić od siebie; twórca nosi go z sobą w ciągu całego ziemskiego życia, niesie go z sobą poprzez bramy śmierci i wnosi w dziedziny pośmiertnego życia. A jeśli w czasie wznoszenia się coraz wyżej w te dziedziny wejdzie w zbyt rzadką dla tego obrazu atmosferę, to odrzuci z niego najcięższą materię, zatrzymując nadal matrycę mentalną, esencję formy. Przy powrocie człowieka w niższą dziedzinę materia jej wplata się z powrotem w mentalną matrycę i przez to odtwarza właściwy gęstszy kształt. Obraz mentalny może pozostawać przez długie okresy w stanie jak gdyby uśpienia, lecz może też być zbudzony i ożywiony na nowo; każdy nowy impuls od strony jego twórcy i od strony jego potomstwa (o czym będzie mowa poniżej) lub istności tego samego rodzaju co potomstwo – zwiększa jego energię życiową i zmienia jego kształt.

Jak zobaczymy, obraz mentalny rozwija się według określonych praw, a zespól takich obrazów mentalnych stwarza charakter; to co zewnętrzne w człowieku jest tylko odzwierciedleniem wewnętrznego i podobnie jak komórki składają się na tkanki ciała i ulegają często w czasie pracy poważnym zmianom, tak obrazy mentalne składają się na cechy charakterystyczne umysłu i również się zmieniają. Badanie działania karmy rzuca wiele światła na te zmiany. Twórcze siły Duszy mogą użyć wielu rozmaitych materiałów przy tworzeniu obrazów mentalnych; może na przykład pobudzić Duszę do działania pożądanie (kâma), a wtedy kształtuje ona obraz według tego co poddaje namiętność lub ochota; może też Dusza sama z siebie skierować się ku wzniosłemu ideałowi i według niego formować obraz; tak samo może ona kształtować ten obraz czysto intelektualnie, jeśli taka jest tendencja dominująca. Jednak niezależnie od tego, czy jest on wzniosły czy niski, intelektualny czy namiętny, pożyteczny lub szkodliwy, boski lub zwierzęcy, zawsze istnieje w człowieku obraz mentalny, wytwór Duszy tworzącej i od jego istnienia zależy karma jednostkowa. Bez takiego obrazu mentalnego nie mogłoby być w ogóle karmy jednostkowej, która łączy jeden okres życia z następnym: do stworzenia elementu permanentnego (trwałego), w którym utrwala się karma jednostkowa, konieczny jest udział tej jakości, jaką jest Manas. Brak Manasu w królestwie mineralnym, roślinnym i zwierzęcym powoduje, że nie powstaje w nich indywidualna karma, rozciągająca się poprzez śmierć ku następnemu urodzeniu.

Zastanówmy się teraz nad stosunkiem pierwotnego myślokształtu do następnej jego postaci, a więc nad stosunkiem myślokształtu czystego i prostego, do myślokształtu ożywionego własną duszą, czyli obrazu mentalnego do obrazu astromentalnego, który jest myślokształtem na niższym planie astralnym. Jak on powstaje i czym on jest? Posługując się symbolem użytym powyżej możemy odpowiedzieć, iż powstaje on przez to, że słowo pomyślane staje się słowem wypowiedzianym; Dusza wydaje z siebie myśl, a jej dźwięk stwarza kształt w materii astralnej. Podobnie jak Idea Umysłu Powszechnego staje się przez wydech wszechświatem przejawionym, tak obrazy mentalne umysłu ludzkiego stają się przejawionym światem swego stwórcy. Zaludnia on otaczające go prądy w przestrzeni własnym światem. Drgania obrazu mentalnego wzbudzają podobne drgania w gęstszej materii astralnej, a te tworzą wtórny myślokształt, który nazwaliśmy obrazem astromentalnym. Obraz mentalny, jak to już powiedziano, pozostaje w świadomości swego twórcy, natomiast drgania obrazu wychodzące poza tę świadomość odtwarzają jego kształt gęstszej materii w niższej części planu astralnego. Kształt ten dostarcza pomieszczenia dla cząstki życia elementalnego, wyodrębniając ją na czas istnienia kształtu, gdyż element Manasu wyrażony przez kształt daje życiu elementalnemu, które stwarza jego duszę, piętno indywidualności. (Jakże są cudowne i ile rzeczy w Naturze rozświetlają !) Tym oto jest owa istność zdolna do działania, wspomniana w opisie Mistrza i ten to astromentalny obraz buja w świecie astralnym, a zachowując zaznaczony poprzednio węzeł etyczny ze swym twórcą, oddziałuje z powrotem na swe źródło (mianowicie na obraz mentalny), jak również na inne obrazy astromentalne. Okres istnienia obrazu astromentalnego może trwać dłużej lub krócej zależnie od okoliczności, a jego rozwiązanie się w niczym nie wpływa na trwałość obrazu mentalnego, z którego się zrodził; każdy nowy impuls w kierunku obrazu mentalnego pobudza go do zrodzenia na nowo swego odpowiednika astralnego, tak każde powtórzenie słowa stwarza nowy kształt.

Drgania obrazu mentalnego nie tylko że przenikają w dół do niższej części świata astralnego, lecz także przenikają w górę do planu duchowego[7]. I tak samo jak drgania wywołują kształt na niższym planie, tak dają one również początek daleko subtelniejszej formie – lecz czy można to nazwać formą? To nie jest dla nas formą – na wyższym planie (akasza), planie materii kosmicznej wypromieniowanej przez sam LOGOS. Akasza jest składem wszelkich kształtów, skarbcem, do którego spływają – z nieskończonego bogactwa Umysłu Powszechnego – bogate zapasy wszelakich Idei, które mają się ucieleśnić w danym Kosmosie; tamże docierają drgania z Kosmosu – drgania wszystkich myśli od wszelkich Inteligencji, drgania wszystkich pragnień od wszelkich istot świata kamy, drgania wszystkich poczynań dokonywanych w jakiejkolwiek postaci na którymkolwiek planie. Wszystko to budzi w nas względne wrażenie bezkształtności, jednak dla wzniosłych Inteligencji Duchowych jest to zbiorem wyraźnie uformowanych obrazów wszystkiego co się dzieje; te obrazy (akasza) – jak je odtąd będziemy nazywać - pozostają na zawsze i są prawdziwą Kroniką Karmy, Księgą Lipika[8], która może być czytana przez tych, którzy mają „otwarte oko Dangmy”[9]. Z pomocą działania wyćwiczonej uwagi można rzucić odbicie obrazów akaszy na ekran materii astralnej – tak jak lampą magiczną można rzucić obraz przeźrocza na ekran – tak iż sceny przeszłości można odtworzyć w całej ich żywości i z dokładnością każdego szczegółu, choćby chodziło o jak najdawniejsze zdarzenie; istnieje ono bowiem w kronikach akaszy utrwalone raz na zawsze dla wszystkich. Wyrobiony jasnowidz może wybrać z jakiejś stronicy tej kroniki dowolnie żywy obraz, rozwinąć i przetworzyć go w dramat oraz przeżyć go na astralnym planie.

Idąc za tym niedoskonałym opisem może sobie czytelnik wytworzyć choć słabe pojęcie o Karmie jako Przyczynie. W akaszy odzwierciedla się obraz mentalny, stworzony przez Duszę i to nieodłącznie od niej; tak samo odzwierciedla się wytworzony przezeń obraz astromentalny, żywe i czynne stworzenie, które przebiega plan astralny i stwarza najrozmaitsze skutki; skutki te odzwierciedlają się również z całą dokładnością razem z obrazem astromentalnym i dlatego dają się z nim połączyć, a przezeń z jego twórcą; przy tym każdy wątek – tkany przez obraz astromentalny z własnej materii, podobnie jak pająk snuje z siebie przędzę – daje się odróżnić przez własny odcień barwy, i ile by nie było takich wątków splecionych w jeden fakt, każdy z nich daje się odróżnić i połączyć ze swym twórcą, Duszą, która zrodziła obraz mentalny. Tak to w naszej ubogiej i niedokładnej mowie możemy przedstawić dla naszych ciasnych, przyziemnych inteligencji obraz jednostkowej odpowiedzialności, tak jak się on przedstawia dla wzroku wielkich Władców Karmy, wykonawców karmicznego Prawa: pełnej odpowiedzialności Duszy za każdy obraz mentalny, jaki stworzy i częściowej odpowiedzialności za ich daleko sięgające skutki, mniejszej lub większej, zależnie od innych wątków karmicznych, które splatają się w przyczynę. Dzięki temu możemy zrozumieć, dlaczego to pobudki odgrywają tak wielką rolę w tworzeniu się karmy i dlaczego to działanie jest tak ściśle podporządkowane dającej mu początek energii; dlaczego karma działa na każdym planie zgodnie z jego podstawowymi cechami i nadto łączy poszczególne plany ciągłością wątków karmicznych.

Jeśli więc wiele rozjaśniające pojęcia Odwiecznej Mądrości rzucają snop światła na świat, rozpraszają jego ciemności i odkrywają absolutną Sprawiedliwość, jaka działa pozorami niedorzeczności, nierówności i przypadkowości życia, to czy jest coś dziwnego w tym, że serca nasze wypełnia niewypowiedziana wdzięczność dla Wielkich Istot – niech będą błogosławione! – które niosą Pochodnię Prawdy w mroczne ciemności i wyzwalają nas od łamiącego naporu, od bezradnej agonii na widok zła, pozornie niepowetowanego, od zwątpienia w Sprawiedliwość i od rozczarowania na punkcie Miłości:


Jesteście wolni! Słodka jest Dusza Rzeczy,

Sercem Bytu jest niebiański pokój,

Wola króluje nad złem; co było Dobrym,

Będzie Lepszym – aż stanie się Najlepszym.

* * *

Takie jest prawo, które rządzi sprawiedliwie,

Że nikt przy końcu nie zostanie w tyle;

Sednem jego jest Miłość, a jego końcem

Pokój i słodkie Wypełnienie! Słuchajcie Go!


Zyskamy może na jasności, jeżeli ułożymy w tabelę trojakie skutki działania Duszy, które traktując rzecz ogólnie z pominięciem szczegółów, stwarzają Karmę jako Przyczynę. Mamy wtedy w ciągu jednego okresu życia:


Człowiek tworzy

Na planie

Z materii

Skutki

duchowym

akasza

obrazy akasza, tworzące

Kronikę Karmy


wyższego

astralu

obrazy mentalne,

pozostające w świado-

mości twórcy

psychicznym

niższego

astralu

obrazy astro-mentalne

istności działające na

planie psychicznym



Dalsze skutki wyrażają się jako skłonności, uzdolnienia, czyny, korzystne sposobności, warunki otoczenia i tak dalej, głównie w przyszłych okresach życia, a zawsze ściśle według określonych praw.


Karma


Szczegóły tworzenia karmy

Każdy kto studiuje prawo karmy powinien pamiętać, że Dusza Człowieka, Ego, Twórca Karmy, jest istotą rosnącą, żywą indywidualnością, która wzrasta w mądrości i w postawie mentalnej w miarę jak kroczy po swej drodze wieczystej ewolucji; nie należy też tracić ani na chwilę z oczu zasadniczej tożsamości wyższego i niższego Manasu. Dla wygody odróżniamy je, jednakże jest to tylko różnica ich funkcji, a nie natury; Manas wyższy jest Manasem pracującym na planie duchowym w pełni świadomości swej przyszłości; manas niższy jest manasem, który pracuje na psychicznym czyli astralnym planie, spowity w materię astralną, ponoszony przez karmę, we wszystkich czynnościach splątany z naturą pożądań i przez nie zabarwiony; w wielkiej mierze jest on zaślepiony materią astralną, która go spowija, i posiada tylko cząstkę całkowitej świadomości Manasu, cząstkę, która dla ogromnej większości ludzi składa się z ograniczonej ilości wybranych, najbardziej rzucających się w oczy doświadczeń jednej, bieżącej inkarnacji. Z punktu widzenia praktycznego życia manas niższy według tego jak się przedstawia większość ludzi, jest „ja” i jest tym co nazywamy ego osobowym; głos świadomości, uważany nieokreślenie i bałamutnie za nadnaturalny, za głos Boga, jest dla człowieka jedynym przejawieniem się Manasu wyższego na psychicznym planie; pomimo mylnych poglądów na jego istotę, jest on przyjmowany zupełnie słusznie jako autorytet. Ale ten, kto studiuje teozofię, powinien sobie żywo uprzytomnić, że manas niższy jest jednym z wyższym, tak jak promienie są jednym ze słońcem: Słońce – Manas świeci zawsze na niebie duchowego planu, a promienie manasu przenikają do psychicznego planu; gdyby się je rozróżniało jako zasadniczo odmienne, zapominając, że to rozróżnienie ma na celu tylko dogodność rozdzielenia ich funkcji, mogłoby powstać beznadziejne pomieszanie.

Ego jest zatem istotą i jakością, która wzrasta. Promień wysłany przez Ego w dół jest jako dłoń zanurzona w wodzie, aby schwytać jakiś przedmiot i wyciągnąć go w zamkniętej dłoni. Wzrost Ego zależy od wartości przedmiotów, które zbierze wyciągnięta dłoń, a wartość wszelkiej pracy po wycofaniu się promienia jest ograniczona i uwarunkowana przez doświadczenia, jakie zostały zebrane podczas działania promienia na psychicznym planie. Podobnie rolnik wychodzi w pole, aby pracować w deszczu i blasku słońca, w chłodzie i upale, i wraca na noc do domu; ponieważ rolnik jest też właścicielem pola, więc owoce pracy wypełniają mu spichlerze i zwiększają jego bogactwo. Każde ego osobowe jest bezpośrednią, działającą częścią trwałego Ego – Indywidualności, reprezentuje je w niższym świecie i jest zawsze mniej lub więcej rozwinięte zależnie od poziomu jaki osiągnęło Ego, jako całość, jako indywidualność. Jeśli się to jasno zrozumie, to zniknie poczucie rzekomej niesprawiedliwości, jaka się dzieje ego osobowemu z powodu dziedzictwa karmicznego, poczucie, które stanowi nieraz trudność dla początkujących studentów teozofii. Trzeba bowiem zrozumieć, że karmę tworzy Ego i zbiera jej owoce. Ono jest rolnikiem, który posiawszy zboże zbiera je w żniwa, choć ubranie, w którym je zasiewał mogło zniszczeć w czasie od siewu do zbiorów. Astralny strój Ego również rozpada się w kawałki pomiędzy czasem siewu i porą żniw; zbiera ono w nowym stroju. Ważne jest, że to ,,ono” właśnie posiało i ono zbiera. A jeśli posiało za mało, lub źle wybrało ziarno, to ono, nie kto inny, zbierze ubogie żniwo, gdy wyjdzie je zbierać.

W pierwszych okresach ewolucji rozwój Ego jest niezmiernie powolny[10], gdyż ulegając podnietom fizycznego planu daje się ono prowadzić pożądaniom tu i tam; obrazy mentalne, które tworzy, noszą najczęściej piętno namiętności i dlatego obrazy astromentalne są gwałtowne i raczej krótkotrwałe, aniżeli silne i długo działające. W miarę tego jednak, jak w obrazie mentalnym przybywa elementu Manasu, wzrasta trwałość obrazu astromentalnego. Zwarta i stała myśli stwarza wyraźnie zarysowane obrazy mentalne i co za tym idzie odpowiednio silne i trwałe obrazy astromentalne. Życie ma wtedy określony cel przed sobą, wyraźny ideał, ku któremu umysł nieustannie się zwraca i przy którym się zatrzymuje. Ten obraz mentalny zdobywa sobie dominujący wpływ na życie umysłu i on też kieruje większością energii Duszy.

Zbadajmy teraz jak się tworzy karma na podstawie obrazu mentalnego. Podczas życia człowiek tworzy nieprzeliczony zbiór obrazów mentalnych. Niektóre z nich są mocne, wyraziste i nieustannie zasilane dzięki ponawianiu impulsu przez umysł, inne znów są słabe i mgliste, zaledwie zostały stworzone, a już uległy zapomnieniu przez umysł. W chwili śmierci Dusza jest bogata w tysiące obrazów mentalnych, które różnią się zarówno swym charakterem, jak i wyrazistością. Jedne z nich przedstawiają dążenia duchowe gorące pragnienia służenia, szukanie po omacku wiedzy, przyrzeczenia poświęcenia się Wyższemu Życiu; inne mają charakter czysto intelektualny: są to jasne kiełki myśli, wyniki i owoce głębokich studiów; inne należą do emocjonalnych i namiętnych, tchnąc miłością, współczuciem, tkliwością, poświęceniem, przywiązaniem, gniewem, ambicją, dumą lub chciwością; są też i takie, które zrodziły się wskutek apetytów samego ciała, zasilonych niepohamowanym pożądaniem i przedstawiają myśli obżarstwa, pijaństwa i zmysłowości. Każda Dusza posiada własną świadomość, zapełnioną takimi obrazami mentalnymi, owocami jej życia mentalnego; nie brakuje tam ani jednej, choćby najbardziej przelotnej myśli. Choć wiele obrazów mentalnych może się już dawno rozpadło, choć niektóre z nich mogły istnieć zaledwie kilka godzin, to obrazy mentalne pozostają trwałą własnością Duszy; ani jednego nie zabraknie. Wszystkie obrazy mentalne Dusza zbiera ze sobą, gdy poprzez bramę śmierci przechodzi w świat astralny.

Kamaloka, czyli „miejsce pożądań”, dzieli się na wiele, nazwijmy to tak, sfer, a Dusza przechodząc do kamaloki bezpośrednio po śmierci jest obciążona całym swym ciałem pożądań czyli kama-rupa; wszystkie obrazy mentalne, utworzone przez Kama-Manas, a mające charakter zwierzęcy i prostacki, posiadają siłę działania tylko na najniższych poziomach świata astralnego. Dusza mało rozwinięta zatrzyma się nad tymi obrazami i ożywi je, przygotowując się w ten sposób do powtórzenia ich i odtworzenia w świecie fizycznym podczas swego najbliższego życia. Człowiek, który za życia zatrzymuje się przy myślach zmysłowych i tworzy odpowiednie obrazy mentalne, nie tylko że zostanie przyciągnięty ku tym scenom życia ziemskiego, które są związane z zadowalaniem zmysłów, lecz będzie je również nieustannie odtwarzał w swym umyśle, zasilając w swej naturze coraz to bardziej skłonności do popełnienia odpowiednich przekroczeń. Podobnie się dzieje z innymi obrazami mentalnymi, stworzonymi z materiałów dostarczonych przez ciało pożądań, a należącymi do innych poziomów kamaloki. W miarę tego jak Dusza wznosi się z niższego na wyższy poziom, obrazy mentalne zbudowane z materiałów, należących do niższych poziomów, tracą te składniki i przechodzą w stan uśpienia w świadomości; jest to ten sam stan, który H. P. Bławatska zwykła była nazywać „pozbawieniem materii”, kiedy to obraz może istnieć, choć nie jest przejawiony w materii. Szata kama-rupa oczyszcza się z grubszej materii stopniowo w miarę tego, jak niższe ego cofa się w górę, czy raczej ku wewnątrz, ku dziedzinie niebiańskiego życia. Poszczególne „warstwy” tej szaty odpadają po kolei i rozpadają się we właściwym sobie czasie, aż w końcu odpadnie ostatnia i promień Duszy wycofa się całkowicie, wolny od wszelkiej powłoki astralnej. Przy powrocie Ego do życia ziemskiego te uśpione obrazy mentalne ulęgają jakby wyrzuceniu na zewnątrz i przyciągają ku sobie właściwy im rodzaj materii astralnej, dzięki czemu odzyskują możność przejawienia się na planie astralnym, stając się pragnieniami, namiętnościami i innymi niższymi uczuciami ciała wzruszeń na nową inkarnację.

Możemy zauważyć mimochodem, że niektóre obrazy mentalne otaczające Duszę przybyłą w nowy świat, bywają źródłem wielu jej trudności podczas pierwszych stadiów jej życia po śmierci. Tak na przykład wierzenia przesądne przesuwają się przed Duszą w postaci obrazów mentalnych i męczą ją widokami okropności, których w ogóle nie ma w jej rzeczywistym otoczeniu[11]. Wszystkie obrazy mentalne, zbudowane pod wpływem namiętności i pragnień, podlegają opisanemu powyżej procesowi, aby następnie przejawić się przy powrocie Ego do życia ziemskiego. Jak powiada autor The Astral Plane:

Gdy w kamaloce odbywa się ostateczny rozpad pierwiastków człowieka, LIPIKA, wielkie bóstwo kosmiczne Karmy, ważą jego czyny i jak gdyby stwarzają formę jego sobowtóra eterycznego, ściśle dostosowaną do Karmy, jaka mu przypadnie w udziale w najbliższym życiu.

Wyzwolona z tych niższych składników Dusza przechodzi w dziedzinę życia niebiańskiego na planie mentalnym, gdzie spędza okres czasu proporcjonalny do mniejszego lub większego bogactwa obrazów mentalnych, dostatecznie na to czystych, aby się dostać w tę dziedzinę. Tutaj Dusza odnajduje każdy swój wznioślejszy wysiłek, chociażby najsłabszy i jak najbardziej przelotny, i tutaj przepracowuje go, budując z materiału, jaki on przedstawia, uzdolnienia na przyszłe życie.

Życie niebiańskie jest ciągłym przyswajaniem; doświadczenia zebrane podczas życia na Ziemi przetwarza się tu na tkankę Duszy i dzięki temu właśnie Ego wzrasta; rozwój Ego zależy od liczby i różnorodności obrazów mentalnych stworzonych podczas życia ziemskiego oraz od ich przyswojenia i przetworzenia na trwałe cechy. Zbierając razem obrazy mentalne poszczególnych rodzajów, Ego wydobywa z nich najistotniejszą treść; medytacja w czasie życia ziemskiego stwarza dla Ego jakby organ mentalny, w który wlewa ono tę właśnie treść w postaci uzdolnień. Na przykład: człowiek stworzył wiele obrazów mentalnych dzięki pragnieniu wiedzy i wysiłkom zrozumienia subtelnych rozważań o wzniosłych, oderwanych sprawach; przyjmijmy, że umierając opuszcza on swe ciało, posiadając przeciętne zdolności umysłowe; podczas życia niebiańskiego przerabia on wszystkie te obrazy i rozwija je w uzdolnienia, tak że Dusza jego wróci na ziemię z lepszym, aniżeli w poprzednim życiu, aparatem umysłowym, z bardziej rozwiniętymi zdolnościami intelektualnymi, z możliwością rozwiązywania zagadnień, które przedtem były dla niej całkiem niedostępne. Po tego rodzaju przekształceniu obrazy mentalne przestają istnieć dla Ego; jeżeli w późniejszych wcieleniach Dusza zechce je zobaczyć ponownie takimi, jakimi były kiedyś, musi ich poszukać w kronikach karmy, gdzie pozostają na zawsze jako obrazy akaszy. Wskutek tego przetworzenia przestają one istnieć jako obrazy mentalne, które stwarza i przepracowuje Dusza, a stają się jej siłami i zdolnościami, nierozłączną częścią jej prawdziwej natury. Jeżeli więc człowiek pragnie posiąść wyższe, aniżeli dzisiaj posiada, zdolności mentalne, to może sobie zapewnić ich rozwój przez świadomą wolę ich osiągnięcia i przez stałą dbałość o ich rozwój, albowiem pragnienie i pożądanie w jednym życiu zamienia się na zdolności w następnym, a to, co jest wolą zdziałania czegoś staje się zdolnością wykonania. Należy jednak zaznaczyć, że zakres tak wytworzonej zdolności jest ściśle zależny od materiałów, jakich dostarczy do budowy budowniczy; z niczego nic nie powstaje i dlatego Dusza, która zaniedba na ziemi rozwijania swoich władz przez posiew właściwych pragnień i aspiracji, ubogie będzie mieć żniwo w niebie.

Stale odtwarzane obrazy mentalne, które jednak nie zawierają w sobie dążeń, tęsknot i wysiłku ku dokonaniu czegoś większego, aniżeli pozwalają słabe siły duszy, przekształcają się w skłonności umysłu, w łatwe i wygodne dla energii mentalnej koryta. Dlatego to tak ważne jest, aby nie pozwalać umysłowi na bezcelowe uganianie się wśród błahych, nic nie znaczących przedmiotów, na próżniacze tworzenie trywialnych obrazów mentalnych i na zatrzymywanie ich w umyśle. Utrwalają się bowiem przez to i tworzą kanały, którymi w przyszłości wylewać się będzie siła spływając krętymi liniami ku niższym poziomom w nawykowe łożyska – po drodze najmniejszego oporu.

Jeżeli wola i pragnienie dokonania jakichś czynów spełznie na niczym nie z braku zdolności, lecz z braku sposobu lub z powodu niekorzystnego układu warunków, to wola ta i pragnienie dadzą początek obrazom mentalnym, które – jeśli czyny miały być wielkie i czyste w swych pobudkach – urzeczywistnią się w sferze myśli na planie mentalnym w okresie życia niebiańskiego i następnie po powrocie człowieka na ziemię odbiją się tam jako działania. Jeśli obraz mentalny powstał pod wpływem pragnienia spełnienia czynów dobroczynnych, to czyny te zostaną dokonane na planie mentalnym; dokonanie to pozostawi trwały ślad w Ego w postaci wzmocnionego obrazu mentalnego działania, które urzeczywistni się na planie fizycznym jako akt fizyczny w momencie, gdy korzystna sposobność będzie mogła wywołać krystalizację myśli w czynie. Czyn fizyczny staje się nieunikniony, jeśli jego obraz mentalny urzeczywistni się w postaci działania na planie mentalnym podczas życia niebiańskiego. To samo prawo odnosi się również do obrazów mentalnych, ukształtowanych pod wpływem niższych pożądań; chociaż pożądania te nie dochodzą do sfery życia niebiańskiego, to podlegają one także opisanemu powyżej procesowi, aby móc urzeczywistnić się w czasie powrotu człowieka na ziemię. Tak na przykład ponawiające się zazdrosne pragnienia, tworzą właściwe sobie obrazy mentalne, które w sprzyjających okolicznościach skrystalizują się jako akty kradzieży. Karma, jako przyczyna, staje się pełna, a czyn fizyczny staje się nieuniknioną koniecznością wtedy, gdy osiągnie się ten stopień, że każde ponowne odtworzenie obrazu mentalnego wystarcza do przekształcenia go w czyn. Nie należy zapominać, że powtarzanie jakiejś czynności czyni ją stopniowo automatyczną i że to prawo działa nie tylko na planie fizycznym, lecz i na innych; jeżeli zatem jakaś czynność powtarza się stale na planie psychicznym, to staje się ona automatyczna, a gdy nadarzy się po temu sposobność zostanie ona automatycznie odtworzona na planie fizycznym. Jakże często słyszy się po zbrodni: „Stało się zanim pomyślałem." lub: „Gdybym się zastanowił, nigdy bym tego nie uczynił.” Prawdę mówi mówca, gdy używa wymówki, że nie kierował się w mowie jakąś świadomą pobudką; oczywiście, jest on nieświadomy myśli, które poprzedziły fakt, jest nieświadomy tego łańcucha przyczyn, które doprowadziły do nieuniknionego skutku. W ten sam sposób zestala się roztwór nasycony, jeśli się wrzuci do niego choćby najmniejszy kryształ; przez samo zetknięcie się, masa roztworu przechodzi w stał stały. Jeśli skupienie obrazów mentalnych dojdzie do punktu nasycenia, to dodanie jeszcze jednego, zestala je w czyn. Czyn zaś staje się wtedy koniecznością, gdyż wolność wyboru została wyczerpana w ciągłym tworzeniu danego obrazu mentalnego, a dziedzina działania fizycznego jest podporządkowana impulsom mentalnym. Pragnienie zdziałania czegoś w jednym życiu działa w następnym życiu jako wewnętrzny przymus czynu; wygląda to tak, jak gdyby pragnienie było rozkazem w stosunku do Natury, która w odpowiedzi na rozkaz dostarcza sposobności do czynu.



Obrazy mentalne, nagromadzone przez pamięć jako wyraz doświadczeń, przez które dusza przeszła podczas swego życia na ziemi – dokładna i wierna kronika oddziaływań na nią ze strony zewnętrznego świata – są materiałem, nad którym Dusza musi też pracować. Przez badanie ich, przez medytację nad nimi, Dusza uczy się dostrzegać łączące je związki i ich wartość dla zrozumienia działania Umysłu Powszechnego w Naturze przejawionej; jednym słowem przez cierpliwe przemyśliwanie nad nimi wydobywa z nich wszystkie nauki, jakich może się z nich nauczyć: nauki przyjemności i bólu, przyjemności płodzących ból i bólu rodzącego przyjemność; nauki mówiące o istnieniu prawd niezłomnych, do których trzeba się nauczyć dostosowywać; nauki powodzeń i zawodów, spełnionych oczekiwań i rozczarowań, nieuzasadnionych lęków i niespełnionych marzeń; nauki o sile nie wytrzymującej próby, o rzekomej wiedzy okazującej się ignorancją, o cierpliwej wytrwałości wydzierającej zwycięstwo z widocznej porażki, o zuchwalstwie zamieniającym pewne zwycięstwo w klęskę. Nad tym wszystkim przemyśliwa Dusza i z pomocą właściwej jej alchemii przemienia całą tę miksturę doświadczeń w szczere złoto mądrości, dzięki czemu może wrócić na ziemię jako Dusza mądrzejsza i uzbrojona w doświadczenia przeszłych wcieleń, aby stawić czoło wydarzeniom nowego życia. Gdy obrazy mentalne przejdą przez to przekształcenie, przestają jako takie istnieć. W dawnej ich postaci można je odnaleźć tylko w kronikach karmy.

Dzięki mentalnym obrazom doświadczeń, a zwłaszcza dzięki tym, które uczą jak nieznajomość Prawa powoduje cierpienie, rodzi się i rozwija świadomość. Podczas kolejnych wcieleń ziemskich Duszy pożądanie sprawia, że rzuca się ona na oślep za różnymi kuszącymi przedmiotami; w pogoni tej zderza się ona z Prawem i pada rozbita i skrwawiona. Wiele takich doświadczeń uczy ją, że spełnienie pragnień wbrew Prawu jest źródłem bólu, a gdy w jakimś nowym życiu ziemskim, ciało pożądań ma ochotę ponieść Duszę ku grzesznym uciechom, pamięć przeszłych doświadczeń odzywa się jako świadomość, z krzykiem stawia swój zakaz i ściąga cugle rozpędzonym koniom namiętności, które chciałyby się rzucić niebacznie na łeb i szyję w pościg za przedmiotem pożądania. W obecnym stadium ewolucji wszyscy, z wyjątkiem Dusz najbardziej opóźnionych w rozwoju, przeszli już przez dostateczną ilość doświadczeń, aby rozpoznać w liniach zasadniczych „dobro" i „zło", tzn. harmonię z Boską Naturą lub dysonans; przy tym obszerne i długie doświadczenie uzdolniło Duszę do jasnego i ścisłego wypowiadania się w zasadniczych sprawach etyki. Jednak w wielu bardziej subtelnych i trudnych sprawach, odnoszących się do obecnego stadium ewolucji, nie zaś do stadiów, które są poza nami, doświadczenie to jest jeszcze tak ograniczone i niewystarczające, że nie mogło się jeszcze przekształcić w Świadomość, i dlatego Dusza może się mylić w swych rozstrzygnięciach, chociażby czyniła jak największe wysiłki jasnego widzenia sprawy i słusznego działania. Wola poddania się Prawu harmonizuje Duszę z Naturą Boską na planach wyższych, natomiast jej niezdolność zobaczenia jak to zrobić na planach niższych znajdzie w przyszłości rozwiązanie przez ból, którego Dusza dozna, gdy zbłądzi wobec Prawa; cierpienie nauczy ją tego, czego przedtem nie znała, a bolesne doświadczenia zostaną przetworzone przez Duszę w świadomość, która uchroni ją przed takim samym bólem w przyszłości i która da jej radość pełniejszej wiedzy o Bogu w Naturze, o swobodnej i świadomej harmonii z Prawem Życia, o swobodnej i świadomej współpracy w dziele ewolucji.

Widzimy zatem, że jeśli chodzi o przetwarzanie obrazów mentalnych w przyczyny, to zasadnicze linie działania prawa karmy są następujące:

Pragnienia i dążenia ku wyższemu przemieniają się w Uzdolnienia,

Myśli ciągle ponawiane przemieniają się w Skłonności,

Akty woli dokonania czegoś przemieniają się w Działania,

Doświadczenia przemieniają się w Mądrość,

Doświadczenia bolesne przemieniają się w Świadomość.

Wpływ prawa karmy na obrazy astromentalne rozpatrzymy bliżej w rozdziale o spełnianiu się karmy, do którego obecnie przechodzimy.

Spełnianie się karmy

Gdy Dusza zakończy okres swego niebiańskiego życia i przyswoi sobie wszystko, co tylko można z materiałów zebranych w czasie ostatniego życia na ziemi, zaczyna ulegać wpływowi pragnień, które przyciągają ją ponownie ku ziemi i wiążą ją z materialnym istnieniem. Otwiera się przed nią nowy, ostatni etap tego okresu jej życia, etap w czasie którego ponownie przyobleka się w ciała do nowych doświadczeń ziemskiego życia, etap, który zamyka się Bramą Narodzin.

Dusza przekracza próg nieba i wkracza w to, co zostało nazwana planem reinkarnacji, niosąc z sobą mniejsze lub większe owoce swej pracy w niebie. Jeśli jest to Dusza młoda, to niewiele sobie przyswoiła; postęp bowiem we wczesnych okresach ewolucji duszy jest bardzo powolny, dużo powolniejszy, aniżeli wyobrażają to sobie studiujący; w czasie dzieciństwa Duszy dni jej życia następują po sobie monotonnie, a że siew w każdym z tych wcieleń jest skąpy, przeto niewiele owoców dojrzewa w czasie życia w niebie. W miarę jednak jak się rozwijają zdolności Duszy, wzrost jej przyspiesza się coraz bardziej, Dusza wchodzi do nieba z wielkim zapasem materiałów i dzięki temu wychodzi zeń z dużym przyrostem zdolności wypracowanych według opisanych powyżej praw ogólnych. Dusza opuszcza niebo, okryta jedynie tą powłoką, która trwa, rozrasta się i doskonali poprzez całą manwantarę, otoczoną aurą, która należy do niej jako jej indywidualność; aura ta jest mniej lub więcej wspaniała, bogata w odcienie, świetlista, wyrazista i rozciągła, zależnie od osiągniętego przez Duszę stopnia ewolucji. Została ona wykuta w ogniu niebieskim i objawia się jako Król Soma[13].

Wchodząc podczas swej wędrówki ku ziemi na plan astralny, Dusza przywdziewa nowe ciało pożądań; w ciele tym spotykamy pierwszy przejaw spełniania się karmy jej przeszłości. Obrazy mentalne zbudowane w przeszłości „z materiałów dostarczonych przez ciało pożądań”, które przeszły w stan uśpienia w świadomości lub stan, który H. P. Bławatska zwykła była nazywać „pozbawieniem materii”, kiedy to obraz może istnieć, choć nie jest „przejawiony w materii”, otóż te obrazy Dusza wyrzuca teraz na zewnątrz, a one przyciągają natychmiast ku sobie z materii astralnego planu elementy karmy, spowinowacone z ich naturą, i stają się „pragnieniami, namiętnościami i innymi niższymi uczuciami ciała wzruszeń na nową inkarnację”. Gdy ta praca zastanie dokonana – czasem bardzo prędko, a niekiedy po dłuższym czasie – Ego staje w szacie karmicznej, jaką sobie przygotowało, gotowe do „ubrania", tj. do otrzymania z rąk przedstawicieli Wielkich Władców Karmy sobowtóra eterycznego[14], zbudowanego odpowiednio do elementów przygotowanych przez Ego; na wzór sobowtóra będzie się kształtować ciało fizyczne, dom, w którym Ego będzie musiało zamieszkać podczas swego nadchodzącego życia ziemskiego. Tak więc zostaną zbudowane, jak gdyby same przez siebie, Ego indywidualne i ego osobowe; o czym Ego myślało, tym teraz się stanie; własności jego, posiadane przez niego „dary natury”. Wszystko to przychodzi doń jako bezpośredni skutek jego własnego myślenia; człowiek zaprawdę sam stwarza siebie i jest odpowiedzialny w najpełniejszym tego słowa znaczeniu za wszystko czym jest.

Jednakże człowiek ma wejść w posiadanie ciała fizycznego i eterycznego, które ograniczą w wielkiej mierze możność rozwinięcia i wykorzystania posiadanych zdolności; wypadnie mu także żyć w pewnym oznaczonym środowisku, a zewnętrzne warunki jego życia muszą się dopasować do tego środowiska; pójdzie po drodze, którą wytyczyły wprawione dawniej w ruch przyczyny, a przy tym różne od tych, na jakie stać jego nowe uzdolnienia; idzie na spotkanie radosnych i smutnych zdarzeń, które są owocem jego własnych wysiłków. Wydaje się, że dla wyjaśnienia tych okoliczności potrzeba czegoś więcej aniżeli indywidualna i osobowa natura człowieka; w jaki bowiem sposób zostaje przygotowany teren potrzebny do rozwinięcia energii tej natury? Jak znaleźć potrzebne narzędzia i przystosować przeciwstawiające się okoliczności?

Dochodzimy do dziedziny, o której niewiele się da powiedzieć, do dziedziny potężnych Inteligencji Duchowych, których natura przekracza całkowicie zakres naszych ograniczonych zdolności rozumienia, których istnienie i rodzaj działania mogą nam być znane, lecz wobec których stajemy w tej pozycji, jaką wobec nas zajmują najmniej inteligentne z niższych zwierząt, którym wiadomo, że istniejemy, lecz które nie mają najmniejszego pojęcia o horyzontach i pracy naszej świadomości. Daje się tym Wielkim Istotom miano Lipika i czterech Maharadżów. Jak niewiele możemy wiedzieć o Lipika, wynika z następującego ustępu:

Lipika, których opis podano w komentarzu szóstej strofy czwartej stancy, są Duchami Wszechświata (...). Należą do najbardziej tajemnej części kosmogenezy, której nie można podać w tym miejscu. Czy Adepci – nawet najwyżsi – znają w całości ten anielski zastęp z jego trzema stopniami, czy też tylko stopień najniższy związany z kronikami naszego świata, autorka nie jest w stanie dać odpowiedzi, choć skłania się raczej do drugiej możliwości. Odnośnie do najwyższego ich stopnia, nauczą się tylko jednego: a mianowicie, że Lipika pozostają w ścisłym związku z Karmą, gdyż są jej bezpośrednimi Kronikarzami.

Są Oni „Drugimi Siedmioma” i Oni prowadzą archiwa astralne zawierające obrazy akaszy, o których była już poprzednio mowa. Są oni związani z przeznaczeniem każdego człowieka i z narodzeniem każdego dziecięcia.

Oni stwarzają formę sobowtóra eterycznego, który ma służyć za pierwowzór ciała fizycznego i który jest tworzony pod kątem widzenia potrzeby wyrażenia mentalnych i uczuciowych zdolności, rozwiniętych przez Ego mające w nim zamieszkać: Oni też oddają go „Czterem” – Maharadżom, którzy są opiekunami rodu ludzkiego i zarazem wykonawcami Karmy na Ziemi.

O nich to pisze jeszcze raz H.P. Bławatska, cytując piątą stancę Księgi Dzyan:


Cztery „Koła Skrzydlate w każdym rogu... dla Czterech Świętych Istot i Ich zastępów ". Są to „Czterej Maharadżowie” lub Wielcy Królowie z Dhyan Czohanów, Dewy, które rządzą nad każdą z czterech stron świata... Istoty te są również związane z działaniem Karmy w momencie, gdy zachodzi potrzeba fizycznych i materialnych pośredników do wykonania jej wyroków".

Otrzymawszy od Lipika formę – ową „pozbawioną materii" – Maharadżowie dobierają składniki sobowtóra eterycznego zgodnie z cechami, jakie ma on wyrazić. Sobowtór eteryczny staje się przez to dla Ego podatnym narzędziem karmicznym, dając mu jak gdyby podstawę do wyrażenia zdobytych już zdolności, a zarazem i ograniczające ramy, wyznaczone dlań przez jego przeszłe upadki i stracone sposobności. Tę formę skierowują Maharadżowie do kraju, rasy, rodziny i środowiska społecznego, które przedstawiają najkorzystniejsze pole do spełnienia się karmy wyznaczonej na dany okres życia, a nazywanej przez Hindusów prarabhdą, to znaczy karmą stającą się, czyli tą, która się ma dokonać w ciągu rozpoczynającego się okresu życia. Jedno życie nie wystarcza do wyczerpania całej nagromadzonej w przeszłości karmy – nie można stworzyć takiego narzędzia-formy ani też znaleźć takiego środowiska, ażeby mogły się wyrazić naraz wszystkie rozwijające się powoli zdolności Ego, ani też nie można dostarczyć warunków koniecznych do zebrania całego zasianego w przeszłości żniwa, ani też dać możliwości do wywiązania się z wszystkich zobowiązań, zaciągniętych wobec innych Ego, z jakimi zetknęła się Dusza w ciągu swej długiej ewolucji. Forma eteryczna jest zatem dostosowana do tej tylko części całkowitej karmy, która może się spełnić w jednym okresie życia. Następnie forma ta zostaje skierowana ku właściwemu środowisku i zatrzymuje się w miejscu, gdzie Ego może wejść w związki z innymi takimi Ego, z którymi się stykało w przeszłości, a które albo żyją w tej chwili w ciele fizycznym albo też narodzą się podczas rozpoczynającego się życia danego Ego. Wybór kraju zapada w taki sposób, aby warunki religijne, polityczne i społeczne w nim panujące odpowiadały pewnym uzdolnieniom Ego, i aby przedstawiały pole dogodne dla dokonania się zdarzeń, które tkwią w karmie Ego. Wybiera się taką rasę – fakt podlegający oczywiście ogólniejszym prawom reinkarnacji, którymi nie możemy się tu zajmować – której cechy charakterystyce są podobne do zdolności Ego, dojrzałych już do działania i potrzebnych Duszy w danej inkarnacji. Następnie dobiera się rodzinę, w której na podstawie dziedziczności rozwinęło się takie podłoże materialno-fizyczne, aby złączone z sobowtórem eterycznym dopasowało się do jego budowy; rodzinę, której ogólne lub szczególne cechy fizyczne dadzą swobodne pole dla gry natury mentalnej i wzruszeniowej Ego. Spośród różnorodnych właściwości Duszy i spośród różnorodnych typów fizycznych, jakie istnieją na świecie, można dobrać takie, któreby najlepiej do siebie wzajemnie pasowały, i można dzięki temu stworzyć powłokę, najbardziej odpowiednią dla oczekującego narodzin Ego; powłokę będącą narzędziem i zarazem polem działania, które pozwoli na wyczerpanie się pewnej części karmy. Choć głębie wiedzy i potęgi, potrzebnej do takiego dostosowania zewnętrznych warunków do wewnętrznych możliwości Duszy, nie dadzą się wymierzyć krótką sondą naszego umysłu, możemy przecież bodaj mgliście zobaczyć, że jest to możliwe i że się może urzeczywistnić doskonała Sprawiedliwość; tkanina ludzkiego przeznaczenia może się istotnie składać z niezliczonych dla nas wątków, które tworzą wzór niepojęcie dla nas złożony; jakiś wątek może zniknąć – lecz w rzeczywistości poszedł on tylko na drugą stronę, aby niebawem pojawić się znów na wierzchu; inny wątek może się nagle pojawić – w rzeczywistości on się tylko wyłonił ponownie na górnej stronie po długim pozostawieniu pod spodem; ponieważ widzimy tylko cząstkę tkaniny, nasz słaby wzrok może nie rozpoznać wzoru. Napisał kiedyś pełen mądrości Jamblichus:

„To, co nam się wydaje ścisłym określeniem sprawiedliwości, nie jest takim samym dla Bogów. My bowiem, patrząc na to, co jest najbliżej nas, kierujemy naszą uwagę na rzeczy teraźniejszości, na życie chwili i na sposób, w jaki ono istnieje. Natomiast potęgi, które są wyższe od nas, znają całe życie Duszy i wszystkie jej poprzednie istnienia.

Twierdzenie, że „światem rządzi Sprawiedliwość doskonała” znajduje coraz to nowe potwierdzenie w miarę jak rozwijającą się Dusza wzrasta w wiedzę; albowiem w miarę jak Dusza postępuje naprzód oraz zaczyna widzieć na wyższych planach i przekazywać swą wiedzę do zwykłej świadomości, zaczynamy rozumieć z coraz większą pewnością, a przez to i ze wzrastającą radością, że Dobre Prawo działa z niezawodną dokładnością, że jego wykonawcy stosują je wszędzie z bezwzględną bystrością i z niezłomną mocą, i że zatem na tym świecie, będącym polem walki Dusz, wszystko dzieje się słusznie i dobrze. Wśród ciemności rozbrzmiewa okrzyk: „Wszystko się dzieje dobrze” powtarzany przez Dusze, które czuwają i niosą pochodnię światła Boskiej Mądrości po mrocznych drogach naszych ludzkich społeczeństw.

Możemy poznać niektóre z zasad, według których działa Prawo, a znajomość ich pozwoli nam odkryć przyczyny i zrozumieć skutki.

Zobaczyliśmy już, że myśli budują charakter; spróbujmy teraz zrozumieć, jak czyny stwarzają środowisko człowieka.

Spotykamy się tu z pewną ogólną zasadą o daleko sięgających skutkach; dobrze więc będzie przestudiować ją nieco w szczegółach. Czynami swymi człowiek oddziaływuje na swych bliźnich na fizycznym planie, rozprzestrzenia dokoła siebie szczęście lub też powoduje rozpacz, zwiększając przez to lub zmniejszając stan ogólnej pomyślności ludzkości. To zwiększanie lub zmniejszanie szczęścia ludzkości może pochodzić z różnych pobudek: dobrych, złych lub mieszanych. Człowiek może spełniać czyny budzące dokoła zadowolenie i przyjemność z prostej uczynności i z pragnienia uszczęśliwienia swego otoczenia; przepuśćmy, że z takich właśnie pobudek ofiaruje on miastu park na swobodny użytek jego mieszkańców; ktoś inny uczyni to samo jedynie w celu pokazania się, pragnąc zwrócić na siebie uwagę tych, co rozdają zaszczyty (rzec można, iż płaci cenę kupna zaszczytu); ktoś trzeci może podarować ów park z mieszanych pobudek, częściowo egoistycznych, a częściowo bezinteresownych. Pobudki te oddziałają w różny sposób na charaktery tych trzech ludzi podczas ich przyszłych inkarnacji: pierwsze z nich będą działać w kierunku udoskonalenia charakteru, drugie w kierunku poniżenia człowieka, pozostałe wydadzą w ogóle małe rezultaty. Jednakże sam skutek czynu, jakim jest zadowolenie wielkiej liczby ludzi, nie zależy od pobudki dawcy; wszyscy na równi cieszą się parkiem bez względu na to, co spowodowało dar, a radość ich, mająca źródło w darze, stwarza dla ofiarodawcy dług karmiczny u Natury, dług, który zostanie mu jak najskrupulatniej spłacony. Toteż otrzyma on w przyszłości wygodne lub nawet zbytkowne otoczenie fizyczne, albowiem szerokim gestem dawał innym przyjemność fizyczną; ofiara fizycznego bogactwa przyniesie mu należną odpłatę – owoc karmiczny jego czynu. Takie jest jego prawo; jednakże użytek, jaki uczyni on ze swego stanowiska, szczęście, jakie zbuduje dzięki temu bogactwu i otoczeniu, będzie zależeć głównie od jego charakteru, a tu narasta mu także słuszna odplata, gdyż każde ziarno przynosi właściwy mu owoc.

Całkowite wyzyskanie sposobności do oddania komuś usługi stworzy jako rezultat w późniejszym życiu szersze możliwości służenia; tak więc człowiek, który w ramach swych ograniczonych możliwości pomaga każdemu, kto znajdzie się na jego drodze, narodzi się w późniejszym życiu w warunkach, w których będzie miał liczne i poważne możliwości służenia.

Podobnie, pominięcie możliwości, powróci przekształcone jako ograniczenie możności działania i jako niepowodzenie wśród otoczenia. Tak na przykład mózg sobowtóra eterycznego może być zbudowany wadliwie, co spowoduje również niedoskonałość fizycznego mózgu; gdy Ego będzie coś planować, samo odkryje, że brak mu zdolności wykonania; gdy pojmie jakąś ideę, samo ujrzy, że jest niezdolne wyrazić ją należycie w mózgu. Pominięcie sposobności wyrazi się w postaci daremnych tęsknot, w postaci pożądań, które nie zdołają się urzeczywistnić, w postaci pragnień służenia pomocą nie mogących znaleźć realizacji, już to przez brak uzdolnień, już to przez brak sposobności.

Z tej zasady wynika często strata ukochanego dziecka lub ubóstwianego młodzieńca czy dziewczyny. Jeśli Ego źle się odnosi lub zaniedbuje kogoś, komu jest winne miłość i opiekę lub pomoc jakiegokolwiek rodzaju, to prawdopodobnie narodzi się w środowisku, które połączy go ściśle z zaniedbaną osobą; być może, że się przywiąże do niej serdecznie, ale tylko po to, aby przedwczesna śmierć wydarła mu ją z obejmujących ją ramion; ubogi, pogardzany krewniak może się pojawić kiedyś jako uwielbiany jedynak, dziedzic nazwiska, a gdy niepocieszeni rodzice ujrzą swój dom pusty, będą się dziwić „niezbadanym drogom Opatrzności”, która zabiera im jedynaka, przedmiot ich wszystkich nadziei, choć pozostawia nietknięte liczne grono dzieci sąsiadów. Tak to sprawiedliwe są drogi karmy, choć niełatwe do odkrycia dla ludzi, którzy nie mają otwartych oczu.

Wrodzone braki ciała pochodzą z usterek sobowtóra eterycznego i są karą na całe życie za poważne wyłamanie się spod prawa lub za krzywdy wyrządzone drugim. Powstają one zawsze pod wpływem działania Władców Karmy i są fizycznym wyrazem zniekształceń w tworzonej przez nich formie sobowtóra eterycznego, wywołanych przez błędy Ego, przez jego nadużycia i występki. Tak samo ich sprawiedliwemu wykonywaniu Prawa przypisać należy głęboko wyryte skłonności do zapadania na rodzinne choroby, odpowiednią do tego strukturę sobowtóra eterycznego oraz skierowanie go do rodziny, w której skłonność do choroby jest dziedziczna i która może dostarczyć „plazmy ciągłej” korzystnej dla rozwoju właściwych zarodków.

Rozwój zdolności artystycznych – weźmy inny rodzaj zdolności – zapewniają Władcy Karmy w ten sposób, że stwarzają taką formę sobowtóra eterycznego, aby według niego mógł powstać w ciele delikatny system nerwowy, a często też w ten sposób, że kierują tę formę ku rodzinie, której członkowie rozwijają i to nieraz od wielu pokoleń te szczególne zdolności Ego. Do wyrażenia bowiem takich i zdolności, jak na przykład muzyczne, potrzeba specjalnego ciała fizycznego, potrzeba wrażliwości fizycznego ucha i fizycznego dotyku, a do rozwoju takiej wrażliwości przyczyni się wybitnie dobrze dobrana dziedziczność fizyczna.

Oddawanie ludzkości usług zbiorowo jak na przykład książką lub przemówieniami zawierającymi wzniosie idee, rozprzestrzenianiem za pomocą słowa i pisma idei podnoszących ludzi na duchu, stwarza dla Natury inny rodzaj zobowiązania starannie wyrównywany przez potężnych Wykonawców Prawa. Pomoc dawana w ten sposób wraca do człowieka również jako pomoc, jako należne mu z prawa wzmożenie zdolności, sił mentalnych i duchowych.

Rozumiemy teraz główne zasady działania prawa karmy oraz rolę zarówno Władców Karmy, jak i Ego w przeznaczeniu jednostki. Ego dostarcza wszelkiego rodzaju materiałów, jednak materiałów tych używają Władcy i Ego, zgodnie ze swą naturą; Ego buduje charakter i stopniowo rozwija się; Władcy Karmy budują formę, która ogranicza, wybierają otoczenie i w ogóle dostosowują i dostrajają wszystko tak, aby Dobre Prawo mogło znaleźć bezbłędny wyraz, pomimo przeciwnych dążeń ludzkich.

Karma

Jak odnosić się do skutków karmy

Wydaje się nieraz ludziom, którzy zdobyli zaledwie ogólne zrozumienie istnienia karmy, że skoro wszystko jest skutkiem działania Prawa, to oni sami są niewolnikami przeznaczenia. Zanim więc zastanowimy się, w jaki sposób można wyzyskać Prawo do kierowania przeznaczeniem, przestudiujmy krótko jedną typową sytuację, która pozwoli nam zobaczyć jak konieczność i wolna wola – użyjmy utartych terminów – działają równocześnie i to działają w harmonii ze sobą.

Oto przychodzi na świat człowiek z pewnymi wrodzonymi, powiedzmy przeciętnymi, zdolnościami umysłowymi, z naturą uczuciową, która wykazuje wyraźne cechy charakterystyczne, niektóre dobre, niektóre złe; przychodzi z sobowtórem eterycznym i ciałem fizycznym zdrowym i nieźle zbudowanym, choć nie wyróżnia się ono niczym szczególnym. Takie są granice, wyraźnie zaznaczone, w których musi się poruszać; gdy dochodzi on do dojrzałego wieku, staje wobec konieczności jak najlepszego wyzyskania swego umysłowego, wzruszeniowego, astralnego i fizycznego „kapitału”. Oto spotyka on liczne szczyty intelektu, na które nie jest w stanie wedrzeć się, pojęcia, których nie jest zdolny ogarnąć; spotyka pokusy, ku którym ciągną go własne namiętności, pomimo że walczy z nimi; istnieją triumfy siły i sprawności fizycznej, których nie może zdobyć; jednym słowem stwierdza, że nie jest zdolny myśleć jak geniusz, ani też nie może rywalizować pięknością z Apollinem. Znajduje się w zamkniętym kręgu, którego nie może przekroczyć, choćby jak najbardziej pragnął wyzwolenia z niego. Co więcej, nie może uniknąć rozmaitych kłopotów; uderzają w niego, a on może tylko nieść swój ból; nie może uciec przed nimi. Takie jest jego położenie.

Jest on ograniczony własnymi przeszłymi myślami, zaprzepaszczaniem przez siebie wielu sposobności, błędami w wyborze, nierozsądną ustępliwością; wiążą go zapomniane pragnienia, krępują łańcuchy błędów przeszłości. A przecież to nie on, rzeczywisty Człowiek, jest związany. On, który stwarzał przeszłość krępującą obecnie jego teraźniejszość, może pracować w swym więzieniu i stworzyć przyszłość pełną wolności. Ba, wystarczy, aby poznał, że w istocie swej jest wolny, a skruszą się i spadną z jego członków kajdany; im głębsze będzie to jego poznanie, tym żywsze będzie poczucie pozorności tych więzów. Jednak u przeciętnego człowieka, u którego poznanie to zjawia się jako iskra, a nie jako płomień, pierwszym krokiem ku wolności będzie uznanie swych ograniczeń za własny twór i próba ich rozluźnienia. Prawdę mówiąc, nie jest on jeszcze w stanie myśleć na miarę geniusza, ale może on myśleć na miarę największych swych możliwości, a powoli stanie się geniuszem; może on stworzyć sobie na przyszłość wielkie uzdolnienia i istotnie posiądzie je. Prawda, że na razie nie może on uniknąć szaleństw swych namiętności, mimo to może przeciw nim walczyć, a upadłszy, może powstać do dalszej walki z głębokim przekonaniem, że niebawem zwycięży. Prawda, że istotnie posiada on różne słabości i przywary astralne i fizyczne; ale w miarę jak myśli jego będą się stawać coraz silniejsze, czystsze i piękniejsze, a czyny jego pożyteczniejsze, zapewni sobie coraz to doskonalsze formy w przyszłości. Wewnątrz swego więzienia jest zawsze sobą, wolną Duszą i może rozwalić ściany przez siebie zbudowane. W więzieniu tym, poza nim samym, nie ma innego dozorcy; może on zechcieć wolności, a jeśli zechce, na pewno ją zdobędzie.

Przypuśćmy, że spotyka tego człowieka cierpienie, że wskutek straty przyjaciela popełni poważny błąd. Mniejsza z tym, zgrzeszył w przeszłości w sferze myśli, musi więc teraz cierpieć w sferze działania. Strata przyjaciela nie jest jednak całkowita; można go zatrzymać dla siebie na stałe przez miłość, a w przyszłości odnaleźć z powrotem; tymczasem zaś pełno jest ludzi dokoła i można im oddawać usługi, które by można oddać przyjacielowi. Niechże nie zaniedba on tych sposobności i nie posieje nasienia, które by mu przyniosło podobną stratę w przyszłości.

Dany człowiek popełnił niewątpliwy błąd i cierpi teraz karę; lecz gdyby nie popełnił tego błędu kiedyś w myśli, nie byłby go też zrobił teraz; karę, na którą zasłużył swą myślą, niech znosi cierpliwie i niechaj tak myśli dzisiaj, żeby jego jutro było wolne od wstydu. W dotychczasową bowiem ciemność wpadł promień światła, a światło to śpiewa do niego:

Ty, który cierpisz, wiedz,

Że cierpisz tylko przez siebie.

Nikt cię do tego nie zmusza.

Prawo, które zdawało się być kajdanami, staje się skrzydłami, a z ich pomocą może się człowiek wznieść do dziedzin, o których inaczej mógłby tylko marzyć.

Budowanie przyszłości

Tłumy dusz płyną przed siebie z powolnym prądem czasu. Ziemia tocząc się po orbicie niesie je ze sobą; a gdy nowy glob następuje po starym, one przechodzą na nowy. Jednakże Odwieczna Mądrość głosi na nowo światu, że wszyscy, którzy zechcą, mogą przestać płynąć, i że mogą nauczyć się, jak wyprzedzić powolną ewolucję światów.

Skoro ten, kto studiuje, pojmie choć nieco z istoty Prawa, z jego absolutnej pewności, z jego bezwzględnej dokładności zaczyna ujmować siebie we własne dłonie i kierować swą ewolucją. Bada swój charakter i zaczyna go zmieniać, starając się ćwiczyć rozważnie zalety mentalne i moralne, rozszerzając swe zdolności, wzmacniając to co słabe, uzupełniając braki, usuwając przerosty; wiedząc, że stanie się tym, nad czym medytuje, medytuje umyślnie i stale nad wzniosłym ideałem, rozumie bowiem dlaczego to wielki chrześcijański wtajemniczony Paweł Apostoł kazał swym uczniom „rozmyślać” o rzeczach, które są prawdziwe, szlachetne, sprawiedliwe, czyste, które zasługują na miłość i mają dobrą sławę. Będzie on codziennie medytował nad swoim ideałem; co dzień będzie usiłował żyć według niego, a będzie to czynił wytrwale i spokojnie, „bez pośpiechu i bez wypoczynku”, wie bowiem, że buduje na pewnej podstawie, na opoce Wieczystego Prawa. Odwołuje się do Prawa i oddaje się pod jego opiekę. Dla takiego człowieka nie ma w życiu zawodu; nie ma takiej potęgi na ziemi, ani na niebie, która by mu mogła zagrodzić drogę. Podczas życia na ziemi zbiera on doświadczenia, wykorzystując wszystko, co stanie na jego drodze; podczas życia niebiańskiego przyswaja je sobie i planuje swe przyszłe dzieła.

W tym właśnie leży wartość prawdziwej teorii życia, nawet wtedy, gdy opiera się ona nie na własnej wiedzy, lecz na świadectwie innych. Gdy człowiek przyjmie i choć w części zrozumie działanie prawa karmy, może od razu rozpocząć budowę swego charakteru, kładąc każdy kamień rozważnie i troskliwie, jak przystoi temu, który wie, że buduje na całą Wieczność. Znika pośpiech i zamieszanie w budowaniu i burzeniu, kiedy to jednego dnia pracuje się według jednego planu, drugiego dnia według innego, a trzeciego dnia nie posiada się w ogóle planu; natomiast teraz posiada człowiek szkic dobrze przemyślanego – powiedzmy – planu charakteru, według którego buduje. Dusza bowiem staje się zarówno architektem jak i murarzem i nie traci już czasu na poronione poczynania. Stąd pochodzi prędkość, z jaką dokonują się ostatnie stadia ewolucji człowieka, zdumiewające, prawie niewiarygodne postępy, które czyni silna Dusza osiągnąwszy dojrzałość.

Jak wpływać na kształtowanie się karmy

Człowiek, który podjął rozważnie budowanie swej przyszłości, zrozumie dzięki zwiększaniu się swej wiedzy, że może uczynić coś więcej, aniżeli tylko kształtować swój charakter i tworzyć przez to swój przyszły los. Zaczyna rozumieć, że znajduje się w centrum wszystkiego, w bardzo rzeczywistym znaczeniu tego słowa, że jest Istotą żyjącą, aktywną i samodzielnie rozstrzygającą i że może także oddziaływać na okoliczności i to równie dobrze, jak na siebie samego. Przyzwyczaił się już od dawna do postępowania według wielkich praw moralnych, podanych ludzkości przez Boskich Nauczycieli, którzy rodzą się z wieku na wiek. Obecnie jednak rozumie także, że prawa te opierają się na podstawowych zasadach Natury i że moralność jest wiedzą zastosowaną do postępowania. Spostrzega, że w codziennym swym życiu może neutralizować złe skutki, jakie mogą wynikać ze złych czynów, a to przez przyłożenie w tym samym punkcie odpowiedniej siły skierowanej ku dobru. Oto przypuśćmy na przykład, że ktoś posyła ku niemu złą myśl; może on ją przyjąć, odpowiadając na nią inną myślą tego samego rodzaju, a wtedy oba myślokształty, lecąc razem jak dwie krople wody, zasilą się i wzmocnią wzajemnie; jeśli jednak ten, ku któremu leci zła myśl, zna prawo karmy, to temu złośliwemu myślokształtowi przeciwstawi siłę współczucia i rozbije go; rozbitego kształtu nie może już ożywiać dalej życie elementalne, wraca więc ono do swego źródła, a kształt się rozpada. W ten sposób siła wyrządzania zła przez myślokształt zostanie unicestwiona, a „nienawiść ustąpi miejsca miłości”.

Mamiące kształty kłamstwa przepełniają świat astralny; człowiek wiedzy śle naprzeciw nim myślokształt prawdy; czystość wypiera brud, a miłość – egoistyczną chciwość. W miarę jak wzrasta wiedza człowieka, jego działanie staje się coraz bardziej bezpośrednie i celowe: myślą jego kieruje wyraźny cel, a uskrzydla ją potężna wola. Tak zła karma ulega sparaliżowaniu w najgłębszej swej istocie i w rezultacie nie może się stać nic innego oprócz powstania węzła karmicznego pomiędzy tym, który wypuścił strzałę krzywdy, a tym, który ją zniszczył swym przebaczeniem. Boscy Nauczyciele, którzy z całą powagą mówili o obowiązku człowieka zwalczania zła dobrem, opierali swe zalecenia na znajomości prawa; uczniowie ich, którzy kierują się nimi, nie znając nawet w całości głębszej, naukowej podstawy wskazania, unikają ciężkiej karmy, jaka by mogła powstać, gdyby na nienawiść odpowiadali nienawiścią. Ludzie, którzy posiadają wiedzę, niszczą umyślnie złe kształty, rozumieją bowiem sens faktów, na których opierało się zawsze nauczanie Mistrzów; wyjaławiając nasiona zła, unikają przyszłego żniwa bólu.

Doszedłszy do pewnego stadium rozwoju, dalej posuniętego aniżeli stadium płynącej powoli z prądem przeciętnej ludzkości, człowiek nie tylko że świadomie buduje własny charakter i działa z określonym zamiarem na myślokształty, które spotyka po drodze, lecz także zaczyna widzieć przyszłość i dzięki temu rzetelniej oceniać teraźniejszość, gdyż odnajduje karmiczne przyczyny skutków. Osiąga możność kształtowania przyszłości przez uruchomienie sił, które zmieniają kierunek innych sił już działających. Wiedza pozwala mu stosować prawo z taką samą niezawodnością, z jaką uczony stosuje je w każdej dziedzinie Natury.

Zatrzymajmy się na chwilę i przypatrzmy się prawom ruchu. Ciało wprawione w ruch porusza się wzdłuż pewnej określonej prostej; jeśli poddamy je działaniu innej siły, mającej kierunek odmienny od siły, która dała ciału impuls początkowy, ciało będzie się poruszać wzdłuż innej prostej; kierunek tej nowej prostej będzie wypadkową kierunków obu impulsów; żadna ilość energii nie może być stracona, jednakże część siły, która dała ciału impuls początkowy, zostanie zużyta, na częściowe przeciwdziałanie nowej sile, a kierunek, wzdłuż którego ciało będzie się poruszać, nie będzie kierunkiem ani pierwszej, ani drugiej siły, lecz kierunkiem ich wypadkowej. Fizyk może obliczyć dokładnie pod jakim kątem należy uderzyć ciało będące w ruchu, aby mu nadać ruch w kierunku pożądanym, i chociaż nawet ciało to będzie poza sferą jego bezpośredniego zasięgu, może skierować ku niemu siłę o wyliczonym natężeniu i uderzyć w nie pod oznaczonym kątem, wytrącając je z dotychczasowego toru i nadając mu nowy kierunek. W danym wypadku nie będzie wcale pogwałcenia prawa, ani też zahamowania jego działania; to tylko prawo zostanie wyzyskane przez wiedzę, a siły natury ujarzmione w celu wypełnienia ludzkiej woli. Jeśli zastosujemy tę samą zasadę do kształtowania karmy, wnet zobaczymy – niezależnie od faktu nienaruszalności prawa – że nie jest to wcale „wstrzymanie działania prawa karmy” jeśli dzięki wiedzy zmieniamy jego działanie. Posiłkujemy się wtedy tylko siłami tej samej karmy, aby zmienić skutki karmiczne, i jeszcze raz zwyciężamy Naturę przez posłuszeństwo jej samej .

Przypuśćmy teraz, że daleko posunięty w rozwoju uczeń patrząc w przeszłość widzi, jak linie działania karmy przeszłości zbierają się w pewnym punkcie, aby dać niepożądany skutek; może on wprowadzić pomiędzy te zbiegające się energie nową siłę i przez to zmienić wydarzenie, które musi być rezultatem wszystkich sił dających mu początek i możliwość zaistnienia. Do takiego działania potrzebuje on nie tylko zdolności widzenia przeszłości i umiejętności przeprowadzenia linii, które łączą ją z teraźniejszością, ale także wiedzy i umiejętności dokładnego obliczenia wielkości zmiany, jaką wywrze siła, którą wprowadzi w ruch, a także skutków, jakie wynikną z tego zdarzenia, jeśli się je będzie uważać za nową przyczynę. W ten sposób, wprowadzając dobre siły w strumień sił karmy, może uczeń zmniejszać lub w ogóle zapobiegać skutkom zła, które sam popełnił w przeszłości; nie może on cofnąć przeszłości, nie może jej zniweczyć, jednakże – o ile jej skutki należą jeszcze do przyszłości – może je zmienić lub zapobiec im z pomocą nowych sił, które wprowadzi w ruch jako nowe współdziałające przyczyny. W tym wszystkim korzysta jedynie ze znajomości prawa i działa z niezawodnością uczonego, który jedną siłę równoważy drugą i chociaż nie może zniszczyć ani cząstki energii, może przecież wprawić ciało w ruch, kiedy zechce, przy pomocy obrachunku kątów i ruchów składowych. Podobnie można przyspieszać lub zwalniać działanie karmy, oraz poddawać ją zmianom przez działanie na środowisko, w którym ma się ona dopełnić.

Rozważmy jeszcze raz tę sprawę z nieco innego punktu widzenia, gdyż należyte jej zrozumienie jest ważne i pożyteczne. W miarę wzrostu wiedzy coraz łatwiej jest uwalniać się od karmy przeszłości. Wszystkie przyczyny, w miarę jak dojrzewają do wydania swych skutków, pojawiają się w polu widzenia Duszy zbliżającej się ku wyzwoleniu; przegląda ona bowiem swe przeszłe wcielenia i patrzy z góry na łańcuch wieków, w ciągu których wdrapywała się coraz wyżej; może więc zobaczyć, w jaki to sposób tworzyły się jej więzy, przyczyny, które wprawiła w ruch; może zobaczyć, jak wiele z tych przyczyn dopełniło się i wyczerpało, a ile ich jeszcze ma się wyładować. Może ona patrzeć nie tylko wstecz, w przeszłość, lecz i przed siebie, oraz może widzieć skutki, jakie wytworzą te przyczyny; tak więc, gdy patrzy w przód, dostrzega w polu widzenia przyszłe skutki, jakie wytworzą przyczyny, a gdy patrzy wstecz widzi także przyczyny tych skutków. Nie ma żadnej przeszkody, ażeby – kierując się analogią do fizyki, gdzie znajomość pewnych praw pozwala nam przepowiadać skutki i określać prawo, które zapewnia te skutki – przenieść tę ideę na wyższy plan i wyobrazić sobie taki stan duszy rozwiniętej, w którym może ona widzieć zarówno karmiczne przyczyny, które kiedyś stworzyła, jak i skutki karmiczne, które pojawią się w przyszłości.

Przy takiej znajomości przyczyn i przy takiej zdolności przewidywania ich działania można stwarzać nowe przyczyny, które zneutralizują poprzednie, oraz przygotowywać zawczasu przyszłe fakty, które uważamy za pożądane, a wszystko to możemy uczynić przez zastosowanie prawa, polegając całkowicie na jego niezmienności i stałości oraz przez staranne obliczenie sił, wchodzących w grę. Jest to tylko rzeczą dobrego obrachunku.

Przypuśćmy, że w przeszłości zostały puszczone w ruch wibracje nienawiści; możemy starać się unicestwić je i zapobiec ich działaniu w teraźniejszości i w przyszłości, przeciwstawiając im wibracje miłości. Dokładnie w ten sam sposób, jak stwarzając w tym samym ośrodku najpierw jedną falę dźwiękową, a następnie drugą następującą po pierwszej w tak krótkim odstępie czasu, aby zagęszczeniom pierwszej fali odpowiadały rozrzedzenia drugiej, możemy zamiast dźwięku – przez interferencję – wywołać milczenie, możemy także w wyższych dziedzinach z pomocą wibracji nienawiści i miłości użytych z dostateczną wiedzą i kontrolowanych przez wolę, wyrównać i zakończyć działanie przyczyn karmicznych, a przez to osiągnąć stan równowagi, który jest innym mianem wyzwolenia.

Wiedza ta – jeśli chodzi o jej zdobycie – przekracza znacznie zdolność przeważającej większości ludzi. To co może uczynić ta większość, jeśli chce korzystać z wiedzy duszy – to przyjąć świadectwo ludzi, którzy sprawdzili tę wiedzę; to przyjąć przepisy moralne Wielkich Nauczycieli religii świata i przez posłuszeństwo tym przepisom – które potwierdza im własna intuicja, choć nie rozumieją metod jej działania – osiągnąć w działaniu ten sam wynik, który można osiągnąć na drodze ścisłej i mądrze użytej wiedzy. Tak to oddanie się i posłuszeństwo Nauczycielowi może prowadzić ku wyzwoleniu, podobnie jak w sposób odmienny czyni to wiedza.

Stosując te zasady na każdym kroku i w każdym kierunku, widzi się coraz lepiej, jak bardzo człowiek jest upośledzony przez swą niewiedzę i jak wielką rolę gra wiedza w ewolucji ludzkości. Ludzie idą z prądem ku łatwiźnie, bo nie wiedzą; są bezradni, ponieważ są ślepi; człowiek, który pragnie pozostawić leniwy tłum poza sobą, ,,tak jak koń wyścigowy zostawia w tyle konia dorożkarskiego”, potrzebuje zarówno mądrości jak i miłości, wiedzy jak i samooddania. Nie ma on potrzeby ścierania powoli ogniw łańcucha, ukutych w dalekiej przeszłości; może je przepiłować szybko i wyzwolić się z nich całkowicie tak, jak gdyby były przeżarte zupełnie przez rdzę.

Wygasanie karmy

Karma każe nam się rodzić wciąż na nowo, ona przywiązuje nas do koła narodzin i śmierci. Dobra karma zatrzymuje nas równie nieustępliwie, jak i zła, a łańcuch ukuty z naszych cnót trzyma równie mocno i twardo jak ukuty z naszych błędów. Jakże więc położyć kres przedłużaniu się tego łańcucha, jeśli człowiek dopóki żyje musi myśleć i czuć, a myśli i uczucia wciąż rodzą nową karmę? Odpowiedzią na to pytanie jest wielka nauka Bhagawadgity dana księciu wojownikowi. Nie jest to nauka dana pustelnikowi lub uczniowi, lecz wojownikowi walczącemu o zwycięstwo, księciu pogrążonemu w obowiązkach swego stanu.

Nie w działaniu lecz w pożądaniu, nie w działaniu lecz w przywiązaniu do jego owoców tkwi tworząca więzy siła działania. Działa się pod wpływem pragnienia radości z powodu jego owoców, postępuje się według pewnego trybu życia pragnąc jego skutków; gdy dusza oczekuje, Natura musi jej dać odpowiedź; gdy dusza daje rozkaz, Natura musi go spełnić. Każda przyczyna ma swój skutek, każde działanie ma swój owoc, a pragnienie jest sznurem, który wiąże ze sobą przyczynę i skutek, nicią, która biegnie pomiędzy nimi. Gdyby można było przepalić tę nić, związek zostałby zerwany; gdy pękną wszystkie więzy serca, Dusza będzie wolna. Wtedy karma nie będzie mogła zatrzymać jej dłużej, nie będzie mogła więzić jej dalej; koło przyczyny i skutku będzie się toczyć dalej. Dusza jednak osiągnęła już życie wyzwolone.

Wolny od przywiązań, czyń zawsze co jest powinnością, kto bowiem działa bez przywiązania osiąga zaprawdę to, co jest najwyższe.

Aby pełnić tę karmajogę – jogę czynu, tak się ją zwie – winien człowiek spełniać każdy czyn tylko jako powinność, działając zawsze w harmonii z Prawem. Starając się dostosować do Prawa na każdym planie bytu, na którym jest zajęty – winien dążyć ku temu, aby się stać siłą współdziałającą z Boską Wolą ewolucji i starać się o doskonałe posłuszeństwo w każdym okresie swego działania. Wtedy każdy jego czyn zyska cechę ofiary, będzie bowiem ofiarowany dziełu toczenia się Koła Prawa, a nie osiąganiu owoców, które czyn może przynieść; czyn będzie spełniony jako powinność, a jego owoc będzie oddany radośnie dla wspomagania drugich. Człowiek nie będzie zajmował owocami czynu, gdyż należą one do Prawa i Prawu pozostawi ich podział.

Toteż czytamy:

Czyje działania są wolne od piętna pożądań, czyje czyny są przepalone ogniem mądrości, tego Rozumni Duchem zwą Mędrcem.

Kto pozbył się wszelkiego przywiązania do owoców czynu i zawsze zadowolony w nikim nie szuka oparcia, choćby też działał, właściwie nie działa.

Kto wolny od pragnień nadzoruje Jaźnią swe myśli, a wyzbyty z wszelkiego przywiązania działa samym tylko ciałem, ten nie popełnia grzechu.

Zadowolony z wszystkiego co otrzymuje, niezależny od par przeciwieństw, wolny od zazdrości i pełen równowagi w powodzeniu i niepowodzeniu, chociażby działał, nie wiąże się wcale.

Gdy bowiem przywiązanie zamarło, gdy się przebywa w harmonii, gdy myśli skierowane są ciągle ku mądrości, a każdy czyn jest ofiarą, wszelkie działanie rozpływa się zupełnie.

Ciało i umysł uczestniczą w działaniu w całej swej pełni; ciało dokonuje wszelkiego cielesnego czynu, a umysł mentalnego; Jaźń natomiast pozostaje pogodna, niezmącona, nie użyczając nic ze swej wieczystej esencji na wykuwanie łańcuchów czasu. Dobrego czynu nie należy nigdy zaniedbać; należy go spełnić dokładnie, aż do ostatnich granic posiadanych sił, wyrzekając się owoców i nie pozwalając sobie ani na odrobinę lenistwa lub opieszałości w działaniu:

Jak niewiedzący działa z przywiązania do czynu, Bharato, tak mądry winien czynić wolny od przywiązania, pragnąc jedynie utrzymania ludzkości.

Niechaj nikt z mędrców nie wywołuje niepokoju w umysłach ludzi niewiedzących, przywiązanych do swego działania, niechaj działający w harmonii (ze Mną) pozwolą im czynić, co ich pociąga.

Człowiek, który osiągnął ten stan „niedziałania w działaniu”, nauczył się już tajemnicy wyczerpywania karmy; z pomocą wiedzy niszczy działanie, któremu dał początek w przeszłości i przez samooddanie spala swe teraźniejsze czyny. Osiąga wtedy stan, o którym mówi Jan Apostoł w swym Objawieniu, że będąc w nim nie wychodzi się już więcej ze Świątyni. Dusza bowiem po wiele, wiele razy wychodzi ze Świątyni na płaszczyzny życia, ale nadchodzi dla niej czas, kiedy staje się słupem, „słupem w Świątyni mego Boga”; Świątynią tą jest wszechświat wyzwolonych Dusz i tylko ci, którzy ze względu na siebie nie są przywiązani do niczego, mogą być przywiązani do wszystkiego w imię Jedynego Życia.

Te zatem więzy pożądania osobistego, ba, nawet pożądania dla indywidualności, muszą zostać zerwane. Jesteśmy w stanie zobaczyć, jak należy zacząć to zrywanie. Tu jednak zdarza się nieporozumienie, na które jest narażonych wielu młodych studiujących, nieporozumienie tak naturalne i łatwe, że stale się przydarza. Nie zerwiemy „więzów serca” próbując zabić serce. Nie zerwiemy więzów pragnienia usiłując stać się kamieniami lub bryłami metalu, niezdolnymi do czucia. W miarę zbliżania się ku wyzwoleniu uczeń staje się nie mniej, lecz coraz to bardziej wrażliwy; staje się bardziej delikatny, a nie coraz bardziej twardy; albowiem „uczniem doskonałym jako Mistrz” jest ten, w kim powstaje oddźwięk na każde drgnienie w otaczającym go wszechświecie; kto wzrusza się wszystkim i kto odpowiada na wszystko; kto odczuwa i daje odzew na wszystko i kto jest zdolny – właśnie dlatego, że nic nie pragnie dla siebie – dać każdemu wszystko. Takiego człowieka nie zdoła karma powstrzymać, albowiem nie wykuwa on już kajdan, które by krępowały duszę. A gdy uczeń staje się coraz to w większej mierze kanałem życia Bożego dla świata, nie pragnie niczego innego jak tylko stawać się coraz to szerszym kanałem, ażeby wielkie życie mogło nim płynąć swobodnie; jedyne jego życzenie, to stać się szerszym i pojemniejszym przewodnikiem, przewodnikiem zawierającym w sobie jak najmniej przeszkód, które by mogły tamować wylew życia; pracować tylko dla służenia i dla niczego więcej, oto istota życia na drodze uczniostwa, zrywającego pęta, które wiążą.

Jeden jest tylko węzeł, który nie może być nigdy zerwany. Węzeł tej rzeczywistej jedności, która nie więzi, gdyż tego węzła nie można w ogóle odróżnić jako czegoś oddzielnego; on to jednoczy Jedyne z Wszystkością, ucznia z Mistrzem i Mistrza z jego uczniem; Życie Boskie, które zawsze unosi nas naprzód i w górę, a które nie przywiązuje nas do koła narodzin i śmierci. Ku ziemi bowiem przyciąga nas z powrotem najpierw pragnienie przyjemności, których możemy na niej zaznać, a później coraz to wznioślejsze i subtelniejsze pragnienia, których dziedziną spełnienia jest jednak zawsze ziemia: pragnienia duchowego poznania, duchowego wzrostu, duchowego przywiązania.

A cóż wiąże jeszcze Mistrzów ze światem ludzi, skoro dla Nich wszystko się już dokonało? Nic z tego wszystkiego, co by mógł im świat ofiarować. Nie ma na ziemi wiedzy, której by Oni nie mieli; nie ma na ziemi mocy, którą by Oni nie władali; nie ma już na niej doświadczenia, które by mogło wzbogacić ich życie; nie może im Świat dać niczego, co mogłoby ich przywieść do nowych narodzin. A jednak przychodzą, ponieważ wysyła ich ku Ziemi, którą by mogli opuścić na zawsze, Boski nakaz, ten który płynie z wnętrza ich istoty – nie z zewnątrz – po to, aby pomagać swym braciom, aby pracować wiek za wiekiem, tysiąclecie za tysiącleciem dla radości i służenia, które czynią ich miłość i pokój tak niewypowiedzianie wielkim. Przychodzą, choć ziemia nie może Im dać niczego oprócz radości widoku innych dusz, które rosną na ich podobieństwo i zaczynają dzielić z Nimi świadome życie Boga.

Karma zbiorowa

Skupienie się dusz w grupy, tworzenie rodzin, klas i kast, narodów i ras, wprowadza w skutki karmiczne nowy element powikłania, który jest źródłem tego, co nazywamy zwykle „wypadkami”, jak i powodem ciągłych przystosowań, przeprowadzanych przez Władców Karmy. Okazuje się, że choć nie może spotkać człowieka nic, czego nie było w jego karmie jako jednostki, to przecież na przykład katastrofa narodu lub trzęsienie ziemi może być wykorzystane do spełnienia się takiej cząstki jego złej karmy, która normalnie nie mogłaby przypaść na dany okres obecnego jego życia; wydaje się – a o tym mogę mówić jedynie na podstawie swych rozmyślań, a nie dokładnej wiedzy w tej sprawie – jak gdyby nagła śmierć nie mogła dotknąć ciała człowieka, jeśli na nią nie zasłużył według Prawa; bez względu na to, w jaki wir katastroficznych nieszczęść zostałby wciągnięty, zostanie on „cudownie ocalony” wśród śmierci i ruin, które ogarną wszystko dokoła, i wyjdzie bez szkody z huraganu lub płomienistej eksplozji. Ale jeśli jest dłużny karmie swe życie i jeśli zostanie wciągnięty w obręb tego rodzaju katastrofy przez swą narodową lub rodzinną karmę, to nawet wtedy, gdy możliwość nagłej śmierci nie została zaznaczona w jego sobowtórze eterycznym na dane życie, nie można dokonać żadnej skutecznej interwencji dla uratowania go; można go najwyżej otoczyć szczególną opieką, aby nie cierpiał niewinnie z powodu nagłego wyrwania z życia na ziemi, natomiast sposobność spłacenia przezeń długu, sposobność, jaką wytwarza szeroki zasięg działania karmy zbiorowej, zostanie wykorzystana całkowicie.

Podobnie może to pośrednie działanie Prawa przynieść człowiekowi także korzyści, jeśli należy do narodu, który cieszy się z owoców dobrej karmy narodowej; może dzięki temu uzyskać wcześniejszą spłatę niektórych długów Natury wobec niego, długów, które nie byłyby uregulowane w obecnym jego życiu, gdyby to zależało tylko od jego osobistej karmy.

O urodzeniu się człowieka w pewnym określonym narodzie rozstrzygają pewne ogólne zasady ewolucji oraz jego bezpośrednie właściwości. Podczas swego powolnego rozwoju dusza musi przejść nie tylko przez siedem ras głównych globu (mam na myśli normalną ewolucję ludzkości), lecz także przez ich podrasy. Konieczność ta stwarza pewne ograniczenia, do których musi się dostosować karma jednostkowa, a naród należący do podrasy, przez którą dusza ma przejść, powinien dostarczyć pola do znalezienia tych szczególnych warunków, jakie są duszy potrzebne. Tam gdzie obserwowano dłuższe serie inkarnacji, stwierdzono, że pewne dusze przechodzą bardzo regularnie od podrasy do podrasy, podczas gdy inne, które bardziej błądzą, rodzą się w pewnych podrasach kilkakrotnie. W ramach danej podrasy właściwości osobiste człowieka pociągają go ku temu lub innemu narodowi i dlatego możemy zauważyć, że pewne dominujące właściwości narodowe pojawiają się na arenie historii en bloc po przeciętnym okresie pięciuset lat; w ten sposób wielu Rzymian narodziło się ponownie jako Anglicy, a ich zdolności do przedsiębiorczości, kolonizowania, zdobywania i panowania pojawiają się jako właściwości charakteru narodowego. Człowieka, w którym te narodowe cechy mocno się zaznaczają i dla którego nadszedł czas narodzin, skieruje własna jego karma ku narodowi angielskiemu i będzie on dzielił przeznaczenie narodu zarówno w dobrym, jak i złym w tej mierze, w jakiej to przeznaczenie pokrywa się z jego osobistym losem.

Węzeł pokrewieństwa rodzinnego ma oczywiście o wiele bardziej osobisty charakter aniżeli przynależność narodowa, a ci, co zawiążą związek bliskiego silnego uczucia, mają skłonność do powrotu do tej samej rodziny. Często te więzy powtarzają się bardzo regularnie życie za życiem, a losy dwóch osobników bywają bardzo ściśle ze sobą splecione w kolejnych inkarnacjach. Czasem jednak, wskutek różnic w długości okresów życia niebiańskiego wywołanych różnicami w aktywności intelektualnej i duchowej podczas wspólnego życia na ziemi, członkowie jednej rodziny mogą być rozproszeni i nie spotykać się ze sobą aż dopiero po kilku inkarnacjach. Ogólnie biorąc im ściślejszy jest związek w wyższych dziedzinach życia, tym większe prawdopodobieństwo ponownego narodzenia się w tej samej grupie rodzinnej. Tu znów karma jednostki splata się ze zbiorową karmą rodziny, wskutek czego jednostka może doznawać radości i cierpień nie zakreślonych na dane życie przez własną karmę jednostkową i w ten sposób odbierać lub płacić swe długi karmiczne – jakbyśmy mogli powiedzieć – przed terminem. Jeśli chodzi o osobowość, to zdaje się to pociągać za sobą pewne wyrównanie lub kompensację dla niej w kamaloce i w niebie, tak aby doskonała sprawiedliwość mogła być udziałem nawet przemijającej osobowości.

Szczegóły sprawy wypełniania się karmy zbiorowej zaprowadziłyby nas daleko poza granice tej, bądź co bądź, elementarnej pracy, a nawet poza granice wiedzy autorki. Na razie można dać studiującym tylko te fragmentaryczne wskazania. Dla dokładnego poznania sprawy konieczne byłyby długie badania indywidualnych sytuacji, które trzeba by przeprowadzić na przestrzeni wielu tysięcy lat. Próżne byłoby spekulowanie na ten temat, konieczna jest tu cierpliwa obserwacja.

Istnieje natomiast inna strona karmy zbiorowej, o której można powiedzieć kilka słów; jest nią związek, jaki zachodzi pomiędzy ludzkimi myślami i uczynkami a aspektami zewnętrznej natury. Oto co pisze o tej trudnej sprawie H. P. Bławatska:

Idąc za Platonem Arystoteles wyjaśnia, że wyraz „pierwiastki" był rozumiany tylko w znaczeniu bezcielesnych zasad związanych po jednej z każdym z czterech wielkich działów naszego kosmicznego świata, aby nim kierować. Tak więc poganie, tak samo jak i chrześcijanie, nie uwielbiają ani nie czczą żywiołów-Pierwiastków, ani też (imaginowanych) stron świata, lecz „Bogów”, którzy nimi rządzą. Dla Kościoła istnieją dwa rodzaje niebieskich istot, anioły i diabły. Dla kabalisty i okultysty istnieje tylko jeden rodzaj, i ani okultysta ani kabalista nie robi różnicy pomiędzy „Rządcami Światła” i „Rectores Tenebrarum” czyli „Rządcami Kosmosu” (Cosmocratores), których Kościół Rzymski wyobraża sobie i widzi w „Rządcach Światła” od czasu, jak jeden z nich nosi inne miano aniżeli się należy. To nie Rządca lub Maharadża karze lub nagradza człowieka za lub bez pozwolenia czy rozkazu „Boga”, lecz sam człowiek – jego własne czyny, lub karma, przyciągają jednostkowo lub zbiorowo (jak to czasem miewa miejsce w przypadku całych narodów) wszelkiego rodzaju zło i nieszczęścia. To my sami stwarzamy Przyczyny, a one budzą odpowiednie moce w Gwieździstym Świecie i przyciągają je magnetycznie w sposób nieodparty ku tym, co stworzyli takie właśnie przyczyny i działają na nich – obojętne, czy to w praktyce będą złoczyńcy, czy też tylko „myśliciele”, którzy knują niegodziwość. Myśl bowiem jest materią, tak uczy współczesna nauka, a każda cząsteczka istniejącej materii jest kroniką wszystkiego, co się zdarzyło, jak to opowiadają profanom Panowie Jevons i Babage w swych Principles of Science. Współczesna nauka jest wciągana z każdym dniem coraz bardziej w maëlstrom okultyzmu; niewątpliwie nieświadomie, a jednak bardzo wyraźnie.

Myśl jest materią, jednak oczywiście nie w sensie niemieckiego materialisty Moleschotta, który zapewnia nas, że myśl jest ruchem materii – twierdzenie niezrównanie absurdalne. Stany mentalne i stany ciała jako takie, stanowią całkowity kontrast. Nie dotyczy to jednak twierdzenia, że każda myśl, której towarzyszy akompaniament fizyczny (przemiany w mózgu), przedstawia obiektywny – choć dla nas obiektywny ponadzmysłowo – aspekt na planie astralnym.

Gdy człowiek rodzi wielką ilość złośliwych myślokształtów o charakterze destrukcyjnym i gdy gromadzą się one na planie astralnym w ogromnych masach, to zdaje się, że energia ich może być, i często jest, rzutowana na plan fizyczny wywołując wojny, rewolucje, zaburzenia socjalne i wszelkiego rodzaju przewroty, które spadają jako karma zbiorowa na głowy twórców i szerzą szeroko spustoszenia. Tak więc człowiek, i zbiorowo także, jest panem swego przeznaczenia, a jego świat jest wykuty jego własnym twórczym działaniem.

Epidemie zbrodni i chorób, łańcuchy wypadków mają podobne pochodzenie. Myślokształty gniewu podniecają mordercę do czynu; elementale tej kategorii żywią się zbrodnią, a skutki zbrodni – nienawiść i myśli pełne zemsty tych, którzy kochali ofiarę zbrodni, gwałtowne oburzenie i zawziętość zbrodniarza oraz jego bezsilna wściekłość, gdy zostanie usunięty gwałtownie z tego świata – zasilają tylko w dalszym ciągu ich zastępy wieloma złymi kształtami; te zastępy elementali pobudzają znów złego człowieka od strony astralnego planu do nowej zbrodni, i znów tworzy się łańcuch nowych impulsów, a w rezultacie konstatujemy epidemię zbrodni. Gdy szerzą się choroby, to myśli strachu, które im wszędzie towarzyszą, działają bezpośrednio w ten sposób, że wzmacniają siłę zarazy; powstają wtedy i rozszerzają się magnetyczne zaburzenia, które działają na sfery magnetyczne ludzi znajdujących się w obrębie ich wpływu. W każdej stronie i to na wszelki możliwy sposób czynią spustoszenia złe myśli człowieka; człowieka, który zamiast stać się boskim współbudowniczym wszechświata używa swych twórczych sił do niszczenia.

Zakończenie

Taki jest zarys wielkiego Prawa Karmy i jego działania; dzięki jego znajomości człowiek może przyspieszyć swoją ewolucję, przez posługiwanie się nim może się wyzwolić z niewoli i stać się dużo wcześniej, zanim jego rasa przebiegnie swą drogę, jednym z Pomocników i Zbawicieli Świata. Głębokie i niezłomne przekonanie o prawdziwości tego Prawa nadaje życiu niewzruszoną pogodę i doskonałą nieustraszoność: nie może nas nic dotknąć, czegośmy sami nie uczynili, nie może nas nic skrzywdzić bez naszej własnej winy. A jeśli wszystko, cośmy posiali, musi dojrzeć do żniwa we właściwym czasie i musi być zżęte, próżne jest narzekanie na żniwo, jeśli jest bolesne; może ono być zebrane równie dobrze dziś, jak i kiedyś w przyszłości, albowiem jest nieuniknione; ale gdy zostanie raz zebrane, nie wróci, aby nas niepokoić ponownie. Należy zatem radosnym sercem przyjmować bolesną karmę, jako rzecz, którą się chętnie widzi poza sobą; lepiej jest mieć ją za sobą, niż przed sobą; a każdy dług spłacony zmniejsza ilość długów, które pozostają nam do spłacenia. Gdybyż to świat wiedział o tym i mógł odczuć moc, jaka się rodzi z takiego polegania na Prawie. Niestety, na Zachodzie Prawo to jest wyłącznie chimerą i nawet wśród członków Towarzystwa Teozoficznego wiara w Karmę jest raczej intelektualnym jej przyjęciem, aniżeli żywym i owocnym przekonaniem, według którego stale się żyje. Potęga wiary, powiada profesor Bain, mierzy się wielkością jej wpływu na postępowanie, a wiara w karmę winna uczynić nasze życie czystym, mocnym, pogodnym i radosnym. Tylko nasze własne czyny mogą nam stanąć w życiu na przeszkodzie; tylko nasza własna wola może nas spętać. Oby ludzie poznali tę prawdę, a wybije godzina ich wyzwolenia. Natura nie może niewolić duszy, która przez Mądrość zdobyła Moc i używa ich obu z Miłością.

Prawo przyczyny i skutku

Przypisy do Karmy Annie Besant

Za każdym razem, gdy dusza anielska przyobleka ludzki kształt zostają jej przydzielone dwie tablice, na których wyryte są główne linie losu człowieka, od narodzin do śmierci. Jedna z nich jest tablicą niezmienną, albo Tablicą Strzeżoną. Nic nie jest w mocy wpłynąć na zapis w niej zawarty; Bóg tylko zna jego treść i treści tej nie zmienia. Tablica Strzeżona jest ustalona w sposób nieodwołalny.

Druga tablica jest tablicą zmienną. Święci i prorocy mogą poznać jej treść.(...)

Niekiedy Bóg ujawnia fragmenty Tablicy Strzeżonej istotom o bardo wysokiej randze duchowej, ale jej zawartość nie może być zmieniona(...).

Bahrâm Elâhi


1. Jej postać i misja

Annie Besant (1.10.1847 – 20.09.1933) znana jest nie tylko teozofom, gdyż odegrała ona pewną rolę w historii współczesnej. Zaprezentowano ją już zresztą w serii „Archiwum ezoteryczne”, stąd też w tym miejscu podaję tylko pewne dane biograficzne (19 oraz 23 i 24). Urodziła się w Londynie, z domu Wood, z matki Irlandki. W 1867 r. poślubiła anglikańskiego pastora Franka Besant, brata powieściopisarza i filantropa Sir Waltera Besant. Związek ten nie był udany, wobec czego po sześciu latach pożycia odeszła ona od męża, zabierając ze sobą syna i córkę, a finałem było uzyskanie rozwodu w 1873 r. Musiała samodzielnie zacząć zarabiać na siebie i dzieci. Bliski osobisty stosunek z Charlesem Bradlaughem zaowocował w życiu Annie Besant zwrotem w kierunku socjalizmu fabiańskiego oraz neomaltuzjanizmu. Podjęła ona szeroko zakrojoną działalność w ruchu robotniczym, a także wolnościowym. W 1888 r. wybrano ją w skład władz „Fabian Society" (Towarzystwa Fabiańskiego), organizacji współtworzonej przez Georga Bernarda Shawa, z którym – nawiasem mówiąc – połączyła ją trwała, zażyła przyjaźń. Los w tym okresie życia nie szczędził Annie Besant doświadczeń. Frank Besant wytoczył jej proces sądowy i odebrał córkę Mabel. Później doszło do zerwania związku z Ch. Bradlaugh'em.

Istotna zmiana w dotychczasowej postawie A. Besant nastąpiła dopiero w 1889 r., pod wpływem zetknięcia się z lekturą Doktryny Tajemnej, sygnowanej przez H. P. Bławatską. O recenzję tej książki, dla jednego z londyńskich czasopism, poprosił panią Besant znany publicysta William Stead. Dopiero teraz nabrały właściwego kształtu jej poszukiwania w kierunku spirytyzmu, hipnozy, okultyzmu, które zaczęła przejawiać po rozejściu się z Bradlaughem. Wkrótce socjalista Herbert Burrows przedstawił ją H. P. Bławatskiej. Pod wpływem wygłoszonej przez Bławatską przemowy i promieniowania osobowości, A. Besant entuzjastycznie przystąpiła do Towarzystwa Teozoficznego jako uczennica i uzyskała od madame Bławatskiej błogosławieństwo w imieniu Mistrza Koot Hoomi. Od początku powierzono jej ważne funkcje organizacyjne w Towarzystwie: była jego sekretarzem, a po śmierci Bławatskiej (1891), zgodnie z jej ostatnią wolą, współprzewodniczącą Sekcji Ezoterycznej; z kolei prezes H. Steel Olcott wysunął ją przed swą śmiercią na swoją następczynię. W istocie decyzję w tej sprawie podjęli sami Mistrzowie. Przez wiele lat pełniła ona więc funkcję prezesa Wszechświatowego Towarzystwa Teozoficznego (1907–1933). Cieszyła się w Towarzystwie ogromnym uznaniem i poważaniem, choć niektóre poczynania nadszarpnęły mocno jej opinię. Przede wszystkim uznanie Jiddu Krishnamurtiego (Alcyone) za nowego mesjasza, wcielenie Chrystusa (Maitreji). Pan Maitreja miał wstąpić w strukturę mikrokosmiczną ucznia Alcyone. Zstąpienie to teozofowie obchodzili uroczyście w Benares w Indiach 11 grudnia 1911 r. Sam Krishnamurti zdystansował się później od przypisanej mu roli „Nauczyciela Świata” rozwiązując, przygotowujący ludzkość do nadejścia Nauczyciela, Zakon Gwiazdy Wschodu, a powody swej decyzji wyłożył on na kongresie teozoficznym na zamku Ommen w Holandii 3 sierpnia 1929 roku (4; s. 3 – 13). I tu pewna refleksja: oczekiwany przez teozofów i łączony z Krishnamurtim, Pan Maitreja, którego kroki z Himalajskich wąwozów Annie Besant posłyszała już w 1908 r. w Adyarze, objawia się obecnie w wielu miejscach na świecie, począwszy od lipca 1977 roku (5). Warto przy tym pamiętać, iż jest to ezoteryczna emanacja siły Chrystusowej. W istocie powrót Chrystusa dokonuje się w sferze eterycznej, jest promieniowaniem nowych eterów, świętych potraw dla całej ludzkości; jednak od niej zależy, jak to promieniowanie przyjmie. Nie chodzi tu o żadną fizyczną postać. Każdy poważny uczeń ma za zadanie umożliwienie połączenia swej odnowionej postaci cielesnej z powszechnym, zewnątrzkosmicznym polem promieniowania Chrystusa, z nowym polem Życia. Chrystus musi powrócić i przeniknąć, ukazać się w obłokach aury ucznia. ( 6, s. 51, 99 – 100, 243 – 244; 7, s. 70, 89, passim). Ów incydent z Krishnamurtim przedstawiany jest niekiedy w środowiskach ezoterycznych wywodzących się z ruchu teozoficznego w bardzo ostrym świetle. Mianowicie, Annie Besant miała w tym względzie ulec machinacjom ze strony ciemnych sił. Jako służebnica Światła, była ona poddawana kuszeniu, przy czym tej ostatniej próby nie wytrzymała i popełniła błąd. A. Klizowski pisze: Za błąd ten Besant ucierpiała więcej niż inni. Pozbawiła się wzniosłej funkcji duchowej, którą pełniła, po czym powierzono ją innej osobie (18, s. 262). Ale pokusą jest też łatwość ferowania wyroków. Wyraźnie świadczy o tym przedstawiona przez Klizowskiego jednostronna, niesprawiedliwa, pozbawiona głębszego duchowego wglądu ocena Steinera i antropozofii (18, s. 263 – 269). Wracając do głównego wątku: innym przykrym momentem był konflikt pani Besant z adwokatem Williamem Q. Judge'm, który jako współprzewodniczący kierował amerykańskim odłamem Sekcji Ezoterycznej, wywołany zresztą przez Judge'a i zakończony secesją jego zwolenników z Towarzystwa. Wzięła też ona na siebie wydanie formalnej decyzji o wykluczeniu z Towarzystwa Teozoficznego Rudolfa Steinera (14.01.1913), czemu skądinąd zawdzięcza swe powstanie Towarzystwo Antropozoficzne (19, s. 98 – 100).

Annie Besant pozostawała pod bezpośrednią opieką Mistrzów. Już na początku jej działalności teozoficznej, podczas podróży z H. P. Bławatską do Fontainebleau, ujrzała po raz pierwszy przed sobą postać Mistrza El Morji. Od Mistrzów otrzymywała inspirację do wewnętrznej pracy w Towarzystwie, opieki nad ruchem wolnomularskim, badań ezoterycznych nad praprzeszłością ludzkości, badań metodą nadzmysłowej percepcji nad myślokształtami, nad strukturą materii, opieki w przestrzeni pozafizycznej nad zmarłymi, a także działalności na innych jeszcze płaszczyznach. Wraz z Jamesem Wedgwoodem i Marie Russak założyła na początku XX stulecia w ramach Towarzystwa Teozoficznego tajny, wewnętrzny Zakon Świątyni Różokrzyża (Ordre du Temple de la Rose Croix). W 1902 r. wstąpiła do wolnomularskiej organizacji Międzynarodowy Zakon Mieszany „Prawo Ludzkie” z siedzibą w Paryżu, znany w krajach anglosaskich jako Universal Co-Masonry „Human Duty”, w którym z czasem objęła funkcję wiceprezydenta „Najwyższej Rady Powszechnej”, później zaś jeszcze stanęła na czele „Wielkiej Rady” Federacji Brytyjskiej Zakonu: Universal Co-Masonry in Great Britain and the British Dependencies, jako Wielka Mistrzyni. Wraz ze znanym teozofem W. Scott-Elliottem prowadziła badania nad zaginionym lądem – Lemurią, poprzedzającym jeszcze Atlantydę. Wspólnie z Ch.W. Leadbeaterem obserwowała i opisywała formy stworzone przez myśli na planie mentalnym, astralnym i eterycznym (Thought Forms, 1901). Oboje ci teozofowie przyczynili się w znacznej mierze do rozwoju „chemii okultystycznej”, dali ponadto dokładną ilustrację tak zwanej dziś teorii kwarków, z którą uczeni wystąpili po raz pierwszy w 1984 roku, opisując atom wodoru „mikro-psi” i jego budowę (Occult Chemistry, 1919). Oboje też, eksterioryzując do sfery astralnej, pomagali zmarłym odnaleźć właściwą drogę, a podczas pobytu tam oraz w sferze mentalnej, czynili cenne obserwacje dotyczące prawa reinkarnacji (Reincarnation, 1898).

Annie Besant od 1893 r. zamieszkiwała już na stałe w Indiach, w ubogim wiejskim domu niedaleko Benares, albo w kwaterze głównej teozofów w Adyar, na przedmieściach Madrasu, a to w związku z pełnionymi przez siebie funkcjami. Znany francuski podróżnik P. Loti, będący w Indiach między innymi gościem teozofów, tak opisał ów dom, w którym przebywała z gronem przyjaciół A. Besant: W głębi starego ogrodu – dom ubogi indyjski, całkiem niski, przez czas już nieco naznaczony. Cały biały od wapna, z zielonymi okiennicami, jak domy staroświeckie w moim kraju rodzinnym. Dach jedynie, wysunięty znacznie naprzód, by utworzyć dokoła werandę na białych kolumnach, uprzytomnia gdzie jestem, zwiastuje krainę wiecznego słońca. Ogród natomiast, dosyć zapuszczony, nie ma w sobie nic obcego, ni egzotycznego; chodniki podobne do naszych i wiele klombów z różami bengalskimi, wynurzającymi się na małe uliczki modą staroświecką. Samą zaś Annie Besant następująco scharakteryzował: Piękna jeszcze królewsko pod swą białą fryzurą, żyje tu w oderwaniu od świata, bosa, skrzętna, jako żona jednego z braminów i surowa, jako ascetka (21, s. 118 i 120). Całą swoją działalność na płaszczyźnie humanitarnej, edukacyjnej i politycznej związała ona teraz z Indiami. Oprócz prowadzenia akcji humanitarnych, założyła w Benares w 1898 r. Central Hindu School, specjalne kolegium hinduskie mające na celu zbliżenie do siebie kultur Wschodu i Zachodu, w którym nauczali sami teozofowie, przekształcone w 1915 r. przy udziale Mariana Mohana Malaviji w Uniwersytet Hinduski, obecnie słynną już uczelnię. Uniwersytet ten, w uznaniu zasług, nadał jej w grudniu 1921 r. tytuł doktora honoris causa w zakresie nauk humanistycznych. Utworzyła również pierwszą indyjską szkołę dla kobiet, przyczyniła się do powstania innych szkół. Znane jest historykom jej zaangażowanie w walkę o autonomię Indii. To ona zorganizowała w 1916 r., przy współudziale G. B. Tilaka, Indian Home Rule League, mającą na celu przebudzenie indyjskiej świadomości narodowej, przekonanie Hindusów o przynależnych im prawach, niezależnie od dobrej woli Anglików. W związku z tym, wraz z teozofem Georgiem S. Arundale, została w 1917 r. internowana przez władze brytyjskie. Na skutek gwałtownych protestów opinii publicznej władze te wypuściły ją jednak na wolność. W 1919 roku powierzono jej przewodniczenie Indyjskiemu Kongresowi Narodowemu. Przez całe swe życie Annie Besant niezmordowanie rozprzestrzeniała teozofię w różnych krajach świata, a należała – obok wiceprezesa C. Jinarajadasy – do najlepszych mówców Towarzystwa. Warto wspomnieć, że w 1927 r. gościła ona w Polskim Towarzystwie Teozoficznym w Warszawie. To w dużej mierze dzięki jej talentowi organizacyjnemu ruch teozoficzny na świecie stał się liczącą siłą i skupiał dziesiątki tysięcy członków. Niemało wysiłku włożyła też w kształcenie teozofów, w tym młodzieży. W październiku 1922 roku odbył się w Adyarze pierwszy międzynarodowy roczny kurs dla starszej młodzieży, która miała po powrocie do swoich krajów pełnić różne funkcje w Towarzystwie Teozoficznym. Wielką pomoc dla wszystkich stanowią po dziś dzień jej niektóre publikacje. Pełny ich wykaz obejmuje trzysta dwadzieścia sześć książek i broszur z zakresu teozofii oraz zagadnień społecznych i politycznych.

Annie Besant była wybitną, charyzmatyczną postacią naszych czasów. Jej odejście ze świata nie pozostało niezauważone. Przed zewnętrzną szatą tak aktywnej niegdyś osobowości – zanim dokonano uroczystości kremacji i rozsiania prochów po wodach Gangesu – pochyliły się sztandary 54 narodów. Depesze kondolencyjne przesłali politycy i ludzie kultury. Odeszła w przekonaniu, że wkrótce powróci, aby żyć dla Indii (22, s. 32).

2. Kosmiczne prawo przyczyny i skutku

Pojęcie „karma", w sanskrycie „karman" – działanie, uczynek – odnosi się do jednego z trzech wielkich praw ewolucji, o których naucza teozofia. Pierwsze z nich to prawo jedności, wyjaśniające początek i cel wspólny wszystkim istotom żyjącym. Wszystkim nam dane są te same właściwości ciała i duszy i przenika nas iskra Boska. Dzięki niej posiadamy w sobie potencjalnie możliwości Stwórcy, które objawiają się stopniowo, na drodze od stanu zwierzęcego, nieświadomego, do stanu Boskiej Mądrości. Drugie z tych praw to właśnie prawo karmy, czyli samo działanie i jego skutek, prawo przyczynowości, prawo wyrównania. Trzecie zaś, to prawo reinkarnacji, prawo ponownych wcieleń, zarówno samej Ziemi, jak i jej mieszkańców. Karma to podstawowe, niezmienne i ostateczne prawo wszechświata, praźródło oraz prapoczątek wszelkich innych praw przyrody.

Tak więc mówiąc o karmie mamy na myśli kosmiczną wibrację, energię w ruchu, jak też prawo przyczyny i skutku, prawo odpłaty. H. P. Bławatska zwięźle ujęła prawo karmy w następujących słowach: Karma jest nieomylnym prawem, które dostosowuje skutek odpowiadający każdej przyczynie, w fizycznej, myślowej i duchowej sferze myślenia. Żadna przyczyna nie pozostaje bez właściwego jej skutku, od najmniejszej do największej; od olbrzymich ruchów kosmicznych do drobnego gestu ręki; a że podobne rodzi podobne, więc karma jest tym niewidocznym i nieznanym prawem, które dostosowuje rozumnie, sprawiedliwie i z niezawodną mądrością każdy skutek do jego przyczyny i nawiązuje do jej sprawcy. Choć samo prawo jest niepochwytne i niepoznawalne, działanie jego jest widoczne i oczywiste (25, s. 64).

Prawo karmy pozostaje w ścisłym związku z prawem reinkarnacji, gdyż cały ciąg przyczynowo-skutkowy tworzony przez duszę podczas jej oddziaływań wzajemnych z innymi duszami, zapisany jest zarówno w kronice akasza, w odwiecznej pamięci wszechświata, jak i w ciele przyczynowym człowieka, w jego lipice, w istocie aurycznej.

Towarzyszy on kolejnym wcieleniom mikrokosmosu, a przy tym rodzimy się tam, gdzie może nas dosięgnąć przeznaczenie. Tradycja ezoteryczna przekazuje głęboką wiedzę o Aniele przydzielonym duszy, by zapisywać wszystkie jej myśli, uczucia, słowa i uczynki. Zapis ten przekazywany jest Strażnikowi Zwojów stojącemu na czele wszystkich Aniołów zapisujących, które zostały przydzielone poszczególnym falom życiowym ewoluującym w czasie i przestrzeni. Tylko Anioł opiekujący się danym mikrokosmosem ma świadomość tego, co przechodzi z inkarnacji na inkarnację, przechowuje on pamięć tak długo, póki sam człowiek nie jest w stanie tego uczynić. Już na pewnym niższym stopniu wtajemniczenia człowiek może jednak zapytać swego Anioła o poprzednie inkarnacje (26, s. 78; 27, s. 76).

Jak widzimy, kosmiczne prawo karmy występuje w swym aspekcie subiektywnym jako pewna Istota. Istoty te noszą w sanskrycie zbiorową nazwę Lipika (Pisarze), rejestratorzy tego, co było, jest i będzie w zjawiskowym wszechświecie, Piszący Karmiczną Księgę. Prowadzą oni rachunki wszechświata i rozpatrują ów zapis. Są oni Duchami Wszechświata, uszeregowanymi w trzy główne grupy, dzielące się z kolei na siedem podgrup – są Siedmioma Planetarnymi Duchami, Duchami Gwiazd. Obok Lipików, Boskich Istot, opiekunów czterech części niebios, połączonych z karmą, tradycja wedyjska mówi o Czterech Maharadżach, Dhyani Czohanach, władcach czterech stron świata, będących opiekunami ludzkości i pośrednikami karmy na Ziemi. Ta hierarchia Cherubinów i Serafinów wykonuje zadania prawa karmy na Ziemi (32, s. 155 157, 179 – 188; 33, s. 107 – 108; 34, s. 111 – 112).

Istnieje więc hierarchia Istot wymierzających sprawiedliwość w tym systemie światów, nazywana Radą Karmiczną, Władcami Karmy. Są to wielkie Anioły, określane mianem Budowniczych, Bogów naszej planety. Również one tworzą trzy grupy, podzielone na siedem podgrup. W świetle przekazu Wniebowstąpionego Wysłannika, Marka L. Propheta (Lanello), hierarchia ta przedstawia się następująco:

Bogini Wolności,

Wielki Boski Przewodnik,

Porcja, Bogini Sprawiedliwości,

Wniebowstąpiona Mistrzyni Nada,

Pallas Atena, Bogini Prawdy,

Kwan-Yin, Bogini Miłosierdzia, zwana też Boskim Głosem, boskim patronem Tybetu oraz wyspy Puto w Chinach

Potężny Cyklopea

Rada ta decyduje, kiedy dusza zostanie dopuszczona do uwolnienia od karmy oraz od koła narodzin i śmierci (26, s. 94 – 95). Władcy karmy układają karmę danego człowieka na następne wcielenie, nie mogą jednak tu nic dodać, ani ująć, nie jest to więc wymierzanie kar czy też udzielanie nagród. Chodzi o takie uporządkowanie energii wytworzonych przez duszę w przeciągu wszystkich inkarnacji, by w jak najkrótszym czasie osiągnęła ona swój ostateczny cel, ku któremu się zwraca. Stosunek dobrej do złej karmy przewidziany na daną inkarnację nie powinien przewyższać sił i możliwości człowieka, toteż zawsze zostaje przydzielona z karmicznego zapasu energii danej jednostki pewna nadwyżka czynów dobrych. Podczas rozwoju embrionu w łonie matki, z dostarczonych przez rodziców fizycznych elementów Władcy Karmy wybierają i zasilają te, które będą najbardziej użyteczne dla stworzenia postaci odpowiadającej potrzebom duszy. W ten sposób zbyt słabo rozwiniętej jeszcze duszy, aby podjąć samodzielną decyzję, udzielają oni pomocy, stosownie do zadań i prac, jakie zgodnie z przebiegiem swej karmy, ma do wypełnienia dany człowiek (35, s. 88, 96 – 99).

Skoro karma jest kosmicznym prawem przyczyny i skutku dotyczy ona nie tylko nas jako jednostek. W istocie splatają się ze sobą różne prądy karmy: a) karma Wszechświata, to znaczy przyczyny karmiczne wykraczające poza byt ziemski, a oddziaływujące w procesie ewolucyjnym na Ziemię i jej mieszkańców, b) karma Ziemi, tj. naszej siedmiokrotnej planety w jej objawieniu oraz w procesie rozwojowym, c) karma zbiorowa (ogólnoludzka), będąca wytworem naszych myśli, wyobrażeń, uczuć, pragnień, słów, uczynków, w biegu dziejów i d) karma osobista (indywidualna), którą – mówiąc obrazowo – dźwigamy na sobie. Brak ciała mentalnego, Manasu, w królestwach mineralnym, roślinnym oraz zwierzęcym powoduje, że nie powstaje w nich indywidualna karma. Choć więc zwierzęta wcielają się wielokrotnie, to nie mogą one przeżywać tego, co określamy jako losy ludzkiej indywidualności po śmierci. Nie mogą tym samym przenosić osobistej karmy na kolejne wcielenie. Wyżej rozwinięte gatunki zwierząt przechodzą tym niemniej w określonym momencie fazę indywidualizacji, a w rezultacie otrzymują postać ludzką, dysponującą bardzo prymitywnymi jeszcze właściwościami. Poszczególne prądy karmy, zgodnie ze wspomnianą już zasadą, są ze sobą ściśle powiązane, co w postaci zwięzłej formuły wyraża Rudolf Steiner: Związek musi być (...) tego rodzaju, że skutek działa z powrotem na przyczynę, a istota, do której się to działanie odnosi, istnieje nadal jako ta sama istota (30, s. 26 oraz s. 23 – 26; 27, s. 46). Poprzez nasze czyny wywołujemy zmiany w świecie gwiezdnym, nie tylko zaś w przestrzeni, w której żyjemy. Ponieważ zagadnienia karmy Wszechświata i karmy Ziemi wkraczają głęboko w teozoficzną kosmogenezę i antropogenezę, a poza tym o przejawach karmy na tych płaszczyznach wiemy bardzo niewiele, Annie Besant ograniczyła się wyłącznie do karmy indywidualnej i karmy zbiorowej, te bowiem jesteśmy w stanie, przynajmniej w jakimś stopniu, objąć umysłem i wyciągnąć z tego istotne praktyczne wnioski.

3. Karma indywidualna i karma zbiorowa

Zwykliśmy łączyć prawo karmy z naukami Wschodu, jak też uważać, że myśl ta obca jest tradycji judeochrześcijańskiej. Tak głosi wszelka ortodoksja i każe nam w to wierzyć. Praw kosmicznych nie da się jednak znieść na mocy decyzji jakiegokolwiek gremium, a prawda, choćby bardzo zniekształcona, przebija z Pism Świętych. Ezoteryczny judaizm i ezoteryczne chrześcijaństwo nigdy nie miały żadnych wątpliwości co do istnienia prawa przyczyny i skutku, prawa odpłaty, wyrównania.

Czy sięgniemy do kabalistyki, czy do gnostycznych Ewangelii, choćby tych z Nag Hammadi, uzyskujemy głęboką wiedzę o samym prawie oraz o jego funkcjonowaniu. Ale również w Biblii zachowały się cenne, dotyczące tego sentencje, nie tylko w postaci znanej zasady talionu. Kilka z nich warto przypomnieć i poddać pod rozwagę:

(...) dasz duszę za duszę, oko za oko, ząb za ząb, rękę za rękę, nogę za nogę (Exodus, 21.23-24; Leviticus, 24.20; Deuteronomium 19.21),

(...) sieją wiatr i będą zbierać burzę (Ozeasz 8. 7),

(...) Ja, Pan, Bóg twój jestem Bogiem (...), który karze winę ojców na synach do trzeciego i czwartego pokolenia... (Exodus 20.5),

Pomsta do mnie należy, Ja odpłacę (Deuteronomium 32.35),

Nie mścijcie się sami, ale pozostawcie to gniewowi Bożemu, albowiem napisano: Pomsta do mnie należy, Ja odpłacę (List do Rzymian 12.19; List do Hebrajczyków 10.30),

Kto się lituje nad ubogim, pożycza Panu, a ten mu odpłaci za jego dobrodziejstwo (Proverbia Salomonis 19.17; Deuteronomium 15.7-8),

Daj temu, kto cię prosi i nie odwracaj się od tego, kto chce pożyczyć od ciebie (Mateusz 5.42; Łukasz 6.30),

A jeśli pożyczacie tym, od których się spodziewacie odebrać, jakąż łaskę macie? Albowiem toż i grzesznicy czynią (Łukasz 6.34),

Kiedy (...) dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie (Mateusz 6.3-4),

A co człowiek sieje, to i żąć będzie; kto sieje w ciele swoim, jako plon ciała zbierze zagładę; kto sieje w duchu, jako plon ciała zbierze życie wieczne (List do Galatów, 6. 7-8),

Kto skąpo sieje, skąpo też żąć będzie, kto hojnie sieje, ten obfity zbierze plon (2 List do Koryntian, 9. 6.),

(...) wszyscy, którzy za miecz chwytają, od miecza giną (Mateusz 26.52),

Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą (Mateusz 7.1-2).

W ogólności Stary Testament, Stare Przymierze, to faza Prawa Karmy; Nowy Testament, Nowe Przymierze, to faza Prawa Łaski. Nie chodzi tu o żadne historyczne ujęcie, ale o stan bytu, w którym znajduje się człowiek, przekraczający już Prawo, ale nie omijający go:

Słyszeliście, iż rzeczono: < <Oko za oko, ząb za ząb> >. Ale Ja wam powiadam: Żebyście się nie sprzeciwiali złemu, ale kto by cię uderzył w prawy policzek, nadstaw mu i lewy. I temu, który się chce z tobą prawować, a suknię twoją wziąć, oddaj mu i płaszcz. A kto by cię przymuszał iść milę jedną, idź z nim i dwie (Mateusz, 5.38-41; Łukasz 6.29),

Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa (Jan 1.17),

Co bowiem było niemożliwe dla Prawa, ponieważ ciało czyniło je bezsilnym, tego dokonał Bóg. On to zestal Syna swego w ciele podobnym do ciała grzesznego i dla usunięcia grzechu wydał w tym ciele wyrok potępiający grzech, aby to, co nakazuje Prawo, wypełniło się w nas, o ile postępujemy nie według ciała, ale według Ducha (List do Rzymian 8.3),

Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić (Mateusz 5.17).

Prawo karmy ma do spełnienia określone zadanie. Ma nas doprowadzić z powrotem do Domu Ojca, do Królestwa Niebios. Nigdy nie zostało ono zamierzone przez Ojca Wszechrzeczy, ale jest skutkiem kosmicznego upadku Praczłowieka, kosmicznej katastrofy, upadku w grzech, to znaczy w stan bycia poza Światłem. Ma swój początek i swój koniec. Historycznie patrząc, tworzenie przez człowieka karmy rozpoczęło się w momencie spolaryzowania energii, rozdziału na pierwiastek pozytywny i negatywny, męski i żeński, czyli zwycięstwa materii nad duchem, co odpowiada w naszym cyklu rozwojowym środkowemu okresowi trzeciej rasy zasadniczej, a więc czasom lemuryjskim (18, s. 124 – 129). Dla całej ludzkości – jak wyjaśnia Rudolf Steiner – nadejdzie kiedyś okres, w którym człowiek, podobnie jak wyrzucił dawniej ze swej istoty świat zwierzęcy, tak wyrzuci z siebie w przyszłości karmę, dobro i zło, w świat zewnętrzny. Powstanie wtedy dobra i zła rasa, a zło będzie czynione w sposób świadomy, wyrafinowany, przy wykorzystaniu wysoko rozwiniętego rozumu. To właśnie do walki z tym złem Zakon Manichejczyków przygotowywał na przyszłe inkarnacje swych członków. Przetworzone zło przemieni się w szczególne dobro. Stan świętości będzie wtedy normalnym stanem na Ziemi. Kiedy człowiek przezwycięży już zło, będzie on mógł wyzwolić zepchnięte przez siebie niżej stworzenia, kosztem których wzniósł się niegdyś w górę (29, s. 62 – 63).

To, co nazywamy karmą jest w istocie energią trzech światów: fizycznego, astralnego i mentalnego, przy czym każda przyczyna wywołuje skutek w tym samym świecie. Na planie fizycznym są to nasze czyny, na planie astralnym – pożądania i uczucia, na planie mentalnym – myśli. Energie tych światów posiadają jednak niejednakową siłę, wartość, różnie też przedstawia się ich wpływ na los człowieka. Najłatwiej jest wyczerpać karmę na planie fizycznym, bowiem jednostka energii fizycznej ma niewielką siłę w porównaniu z jednostką energii astralnej, a tym bardziej energii mentalnej. Aby ów fakt lepiej uzmysłowić C. Jinarajadasa nadał każdej z tych energii umowną wartość liczbową:

a) energia fizyczna – 1,

b) energia emocjonalna – 5,

c) myśl konkretna – 25,

d) myśl abstrakcyjna, wyższa, tworząca ideały – 125 (35, s. 87).

Nic dziwnego, że Annie Besant poświęciła tyle miejsca myślokształtom i głównie przez ich pryzmat przedstawiła prawo karmy.

Karma to samo działanie i jego skutek. Każdy uczynek, na planie mentalnym, astralnym oraz fizycznym, wywołuje magnetyczne wibracje w otoczeniu i zgodną z tym odpowiedź. Skutek dotyczy tego świata, w którym powstała przyczyna. Przytaczany często przez teozofów przykład jałmużny obrazuje tę zależność bardzo dobrze. Ktoś daje jałmużnę z obojętnością, na odczepnego, ktoś inny zaś ze współczuciem, serdecznie. Obaj ci ludzie spełnili dobry czyn i skutki w świecie fizycznym dla obu z nich będą jednakowe, ale ten drugi uzyska jeszcze dodatkowy skutek w sferze astralnej, psychicznej, gdyż spotka go jakieś radosne, miłe wzruszenie (35, s. 85).

Dobra karma jest nagromadzeniem pozytywnych uczynków, zła – negatywnych. Jedna i druga nieuchronnie uruchamia jednak koło narodzin i śmierci, ponowną inkarnację. To, co zostało posiane w systemie ludzkim, w mikrokosmosie, w poprzednich wcieleniach, zbieramy dzisiaj, kolejny zaś mieszkaniec mikrokosmosu albo osiągnie korzyści, albo będzie cierpiał na skutek naszych myśli, uczuć, słów i uczynków, czy też ich braku. Kiedy przekraczamy prawo bogini Nemezis (greckie némein – przydzielać), musi ona zadziałać korygująco i występuje wówczas w charakterze mścicielki – losu. Tak właśnie znamy ją w naszym świecie przeciwieństw, w świecie dobra i zła, jako boginię z opaską na oczach, jako ślepy los (12).

Prawo przyczyny i skutku działające w naszym życiu może mieć przebieg prostoliniowy, a także przebieg cykliczny. To, co miało miejsce najwcześniej jako przyczyna, jako skutek występuje najpóźniej. Przykład takiego cyklu podaje Rudolf Steiner: dopiero w przedostatnim okresie życia wystąpią skutki tego, jak traktowaliśmy dziecko, kiedy miało ono od siedmiu do czternastu lat (30, s. 16). Wiedzę o cyklicznym przebiegu karmy wykorzystuje prawdziwa boska astrologia, będąca w swej istocie astrosofią. Tytułem ilustracji jedynie, ograniczam się w tym miejscu do aspektu wyznaczania cyklu lat. Są to cykle dwunastoletnie, podobnie jak rok ma dwanaście miesięcy. Tak więc w wieku lat szesnastu otrzymujemy szansę, która pojawi się ponownie dopiero w wieku lat dwudziestu ośmiu, w wieku lat dwudziestu czterech dana nam jest szansa, która powróci w wieku lat trzydziestu sześciu i tak dalej. W tym samym wieku wszyscy przechodzą przez te same próby i otrzymują możliwość przetransmutowania karmy. Kiedy nie wykorzystujemy tej okazji i po dwunastu latach pojawia się kolejna szansa, karma może się okazać znacznie trudniejsza do przepracowania, a nawet niemożliwa już do odrobienia w tej inkarnacji (36, s. 28 – 33).

Nikt nie jest w stanie uciec od skutków swoich działań, od przyczyn, które stworzył. Niektóre przyczyny działają natychmiast, bezpośrednio, inne po pewnym czasie, krótszym bądź dłuższym. Stosownie do tego pewna część karmy wygasa już w życiu bieżącym, pozostała natomiast część zostaje zachowana, do chwili, aż zaistnieją warunki umożliwiające jej rozwiązanie. Zapisana w naszym ciele kauzalnym karma wykazuje często sprzeczne tendencje, których nie można rozładować w tym samym ciele fizycznym. Niekiedy więc odebranie skutków stworzonych przyczyn opóźnia się w czasie, zawsze jednak jest nieuchronne (18, s. 137). Mądrość Wschodu opiera się tu na nauce o rodzajach karmy, którą przejęła teozofia. Jeden z największych duchowych Mistrzów Śankaraczarja, na pytanie, ile jest rodzajów karmy odpowiedział w traktacie Tattva Bodha (cz. II, 12–17), że istnieje karma przyszła (agami, krijamana), karma nagromadzona (samczita) oraz karma początkowa (prarabdha). Karma przyszła jest karmą powstającą na skutek naszych myśli, uczuć i czynów w obecnym życiu. Może ona dosięgnąć jeszcze tę osobowość, która ją stworzyła, ale na ogół jej następstwa objawiają się dopiero w przyszłym wcieleniu. Karma nagromadzona, czyli zapis naszych dokonań we wszystkich sferach bytu przez niezliczone inkarnacje, dojrzała już do przejawienia się, lecz jak dotąd nie mogła być wyczerpana, bowiem do tego potrzebuje ona odpowiednich warunków. Pamiętać też należy, iż w każdym wcieleniu spłacamy co prawda dawne długi, ale równocześnie zaciągamy nowe, niekiedy większe od poprzednich. Ponieważ jednak w znacznej swej części karma ta składa się z myśli, pobudek, skłonności, można na nią wpływać, poprzez osłabianie lub wzmacnianie określonych właściwości. Zarówno karma nagromadzona, jak i karma przyszła wygasają wtedy, gdy w człowieku obudzi się samowiedza, gdy przez samowolnomularstwo urzeczywistni on wiedzę o tożsamości swej najgłębszej istoty z Ojcem Wszechrzeczy. Karma początkowa, to ta część karmy nagromadzonej, z którą przychodzimy na świat w danej inkarnacji, gdyż prawo karmiczne wyznaczyło nam ją do zrealizowania w tym życiu. Odpowiada ona greckiej Ananke, przeznaczeniu, losowi, a także kiszmetowi, w wierzeniach islamu, tj. losowi uwiązanemu przez Boga u szyi każdego człowieka przy jego narodzinach. Karmę tę należy traktować w znacznej mierze jako nieuniknioną i nie jest dobrze jeśli człowiek – patrząc jednostronnie – widzi tylko aspekt niesprawiedliwości losu. Karma ta wyczerpuje się bowiem wtedy, kiedy cierpliwie ją znosimy, kiedy spłacamy w ten sposób swe długi, a tym samym wygasają w nas przyczyny powodujące jej powstanie. Natomiast jeśli znosząc przykre sytuacje przeklinamy swój los, a z kolei dobra karma stanowi dla nas powód do pychy, czy nawet nadużyć, zostaje wtedy co prawda wyżyta karma początkowa, jednak równocześnie stwarzamy w ten sposób nową karmę przyszłą, częstokroć znacznie cięższą, niż spłacana karma początkowa. To, co od nas odpadło, już nie powróci, ale jeżeli nie zrozumiemy lekcji, będziemy musieli ją powtórzyć w bardziej drażliwej postaci (37, s. 128–133; 35, s. 89–92; 38, s. 51–54; 39, s. 45–47; 18, s. 138; 40, s. 190–191, 200–201).

Rozważając prawo karmy i jego działanie, zapewne wielokrotnie odnosiliśmy już w życiu wrażenie, że i tak wszystko wymyka nam się z rąk. Między przyczyną a skutkiem istnieje bowiem coś, z czego człowiek uruchamiający łańcuch nie zdaje sobie bezpośrednio sprawy. Skutki czynów wykraczają poza jego bezpośrednie zamierzenia. Jest on dosłownie popychany do takich a nie innych zachowań, w takie a nie inne warunki oraz okoliczności. W tym kontekście intrygująco brzmią słowa Rudolfa Steinera: Musimy sobie zdać sprawę, że w życiu kierują nami moce, których my sami nie znamy. Na nasze ciało eteryczne działają formy, które niegdyś sami wytworzyliśmy na planie astralnym; to zaś, co działa jako nasz los w zewnętrznych wydarzeniach, są to istoty i siły z wyższych sfer dewachanu, przez nas samych wpisane do kroniki akasza. Te siły lub istoty nie są bynajmniej nieznane wtajemniczonemu. Musimy sobie zdać sprawę, że ciało astralne, eteryczne i fizyczne człowieka znajduje się pod wpływem innych istot. Wszystkie czyny nie płynące bezpośrednio z naszej woli, czyny, do których nas coś wewnętrznie popycha, są wynikiem wpływu tych istot; nie biorą się one znikąd. Poszczególne ogniwa natury ludzkiej są rzeczywiście ciągle przeniknięte rozmaitymi istotami, a znaczna część ćwiczeń, jakie zaleca wtajemniczony nauczyciel, ma na celu uwolnienie człowieka od nich, aby był coraz bardziej wolny wewnętrznie (28, s. 56–57). Człowiek sam powołuje do życia te istoty, a przy ponownej inkarnacji decydują one o jego wewnętrznym i zewnętrznym losie. Można mówić o czterech rodzajach takich istot, od których musimy się uwolnić. Są to:

1) demony, czyli istoty przenikające ciało astralne i ograniczające jego wolność,

2) widma, istoty przenikające ciało eteryczne,

3) fantomy, istoty przenikające ciało fizyczne i

4) duchy, istoty usiłujące zawładnąć naszym ciałem mentalnym, Jaźnią (28 , s. 57).

Przypomina się stara wiedza o golemach, tworzonych przez psychiczną i mentalną siłę określonej rasy ludzkiej lub pojedynczych rodzin kapłańskich. Takie elementale zaludniają też pole oddechu każdego człowieka. Powołujemy je do życia bezustannie, o czymś intensywnie myśląc, czegoś oczekując, czegoś pragnąc, za ich pośrednictwem dokonujemy rzeczy przy użyciu normalnie właściwych nam sił niemożliwych do wykonania. Istoty te, które można w pewnym sensie porównać do mikroorganizmów, posiadają własną technikę oddychania i zmuszają nas do tego, abyśmy je stale odżywiali. To, że człowiek tworzy wiele tych elementali, stanowi tu jednocześnie pewien wentyl bezpieczeństwa. Są one przeciwstawne sobie co do rodzaju i istoty, powstały na skutek różnych myśli, nie mają więc wspólnych interesów, stąd walczą one ze sobą i osłabiają się nawzajem. Odbierają sobie wzajemnie fluid życiowy stanowiący ich pożywienie, a pochodzący ze spinalnych, astralnych i eterycznych sił aury, spotykających się w naszym ciele w plexus solaris, w splocie słonecznym. Pewne elementale posiadają jednak większą siłę, gdyż ożywiamy je intensywniej od innych. Brak dostatecznej ilości pożywienia, głód, zmusza je do całkowitego opanowania naszej istoty. Zazwyczaj dzieje się to w trzech stadiach: natręctw myślowych, rozszczepienia świadomości, wreszcie zaś opętania. Ostatnie stadium jest straszne. Elemental napiera do wnętrza człowieka, przeważnie po prawej stronie wątroby i zmusza do całkowitej produkcji fluidu życiowego dla siebie. W rezultacie w okropnych cierpieniach ginie stwórca i jego twór. Niekiedy cały ten proces ulega przyspieszeniu, jak choćby przy atakach zazdrości czy silnej namiętności. Elemental rozwija się błyskawicznie, w związku z czym niemal nie występuje faza natręctw myślowych i rozszczepienia świadomości. Opętanie ma miejsce bezpośrednio i natychmiast, po czym ofiara zostaje porzucona w stanie całkowitego wyczerpania. Tak to człowiek sam tworzy swój los, swoją karmę (17; 19, s. 107 ).

Zaludniające nasze pole auryczne twory po pewnym czasie ulatniają się i rozpadają na atomy, pozostaje jednak rezultat, jądro tych eterycznych kształtów, w postaci nieustannego strumienia sił. Przez ten strumień odżywiane są dwa elementale w naszej sferze aurycznej, z których jeden uosabia całe nagromadzone w nas przez kolejne inkarnacje zło tej natury, drugi natomiast dobro. Pierwszy z nich to strażnik progu, drugi zaś to anioł stróż. Uczeń misteriów musi przestać dostarczać pożywienie eteryczne obu tym tworom. Musi je przezwyciężyć poprzez nie-działanie (16; 31, s. 76–95).

Nie ma chyba sensu procentowo określać w jakim stopniu życie ludzkie jest zdeterminowane. Jak wiadomo, udzielano na takie pytanie różnych odpowiedzi. Niewątpliwie jest to kwestia w pewnym stopniu indywidualna. Jeden będzie miał więcej swobody, inny mniej, zależnie od tego, na ile przepracował on swoją karmę, na ile uległa ona spaleniu. W każdym razie, ponieważ prawo karmy stanowi też prawo wyrównania, w kolejnych wcieleniach spotykamy się z tymi samymi mikrokosmosami, aż nasza wzajemna karma nie wygaśnie. Nie mniej niż połowa wszystkich ziemskich spotkań pochodzi z poprzednich inkarnacji (18, s. 131). Związki karmiczne z poszczególnymi ludźmi mają różny charakter i możemy być związani jednym lub kilkoma z nich. Najczęstszy jest związek poprzez miłość i nienawiść. Wszystko winniśmy czynić z miłością, gdyż wtedy zachodzi pozytywna wymiana karmiczna z otoczeniem. Nienawiść, gniew i inne podobne uczucia powodują negatywną wymianę karmiczną Weźmy przykładowo pod uwagę gwałtowny wybuch gniewu. Siła życiowa człowieka wstępuje wtedy do kanału centralnego – suszumna, jak go określa tradycja wedyjska. Anatomicznie odpowiada on systemowi kręgosłupa, natomiast mieści się w ciałach subtelnych. Kiedy to nastąpi, dochodzi do wymiany karmicznej z osoba, do której skierowany został gniew. Podobna sytuacja zachodzi w wypadku silnego strachu. Szczególnie gwałtowna wymiana karmiczna następuje podczas współżycia seksualnego mężczyzny i kobiety, bowiem wiry prany partnerów łączą się, a wymiana ta może wpłynąć na ich jednostkowe lub wspólne losy. Toteż związkowi takiemu powinna towarzyszyć miłość, brak egoistycznej motywacji. Bardzo niepożądany jest przygodny seks, a im więcej partnerów, tym większe karmiczne zawikłania. Potężne nagromadzenie karmy powoduje wtedy nawet zmiany w charakterze człowieka, całkowicie obce jego zasadniczej naturze (41, s. 92–95). Starożytne teksty wedyjskie, tantryczne i taoistyczne, ze względu na to, że mężczyzna traci nasienie, a więc swą siłę życiową na rzecz kobiety, udzielały tym pierwszym licznych wskazań, jak doprowadzić do wyrównania, a nie do utraty energii. Mężczyzna, który miał wiedzę w tym zakresie przejmował na siebie dobrą karmę kobiety, jeśli natomiast jej nie posiadał, zachodziła obawa, że to ona przejmie jego dobrą karmę, nie dając nic w zamian. Jedna z najstarszych Upaniszad - Brihandaranjaka, poświęcająca niemało miejsca tym zagadnieniem (VI.4.3 – VI.4.11), potwierdza powyższe w następujących słowach:

Zaprawdę, jak wielki jest świat odprawiającego ofiarę Wadżapaja,

Tak wielki świat tego, kto znając to, miłość uprawia,

I dobre uczynki kobiet ku sobie obraca.

Kto tego nie zna uprawiając miłość,

Jego dobre uczynki kobiety obracają ku sobie (VI. 4.3).

Inny jeszcze rodzaj karmy to więzi rasowe, narodowe, państwowe, rodzinne, religijne, więź przynależności do określonej warstwy społecznej, zawodowej, więzi organizacyjne, czy pewna misja historyczna, a więc więź poprzez jakąś wspólną ideę. W tym ostatnim wypadku osobisty związek uczuciowy może istnieć lub nie, elementem wiążącym jest wspólna idea, wspólne zamiary i cele. Ludzkie mikrokosmosy inkarnują wyznaczoną przez prawo karmy ilość razy w danej rasie i podrasie. Niekiedy też karma musi się wypełnić w pewnym narodzie, lub w określonej sytuacji społecznej, zawodowej, gdyż w poprzednich wcieleniach zaszły okoliczności wywołujące taki rodzaj karmy. Jak widać karma indywidualna splata się z karmą zbiorową. Ta pierwsza jest wiodąca, toteż ma wpływ na powstanie i wygaśnięcie innych rodzajów karmy, ale nie da się ich rozdzielić, gdyż wszystko w kosmosie tworzy jedną całość. Cała ludzkość stanowi magnetyczny związek wspólnego losu. Poprzez negatywne, destrukcyjne, nieczyste, egoistyczne uczucia i myśli powołujemy do życia kolektywne byty astralne, będące niszczącą siłą, która musi się wyładować w świecie fizycznym. Te astralne wiry powodują atmosferyczne zjawiska i katastrofy: trzęsienia ziemi, powodzie, huragany, tajfuny, burze i tym podobne. W ten sposób powstają również zjawiska społeczne oraz inne zdarzenia – psychozy tłumów, gwałty, rewolucje, wojny, epidemie chorób, plagi, serie przestępstw bądź katastrof. Niektóre te zjawiska mogą być jednak skutkiem ingerencji wyższych sił i stanowić coś w rodzaju niezbędnej korekty. Ponieważ stwarzamy takie a nie inne warunki w środowisku społecznym, bierzemy udział w karmie indywidualnej innych ludzi, w tym zakresie, w jakim swoje skłonności i czyny zawdzięczają oni wpływom warunków oraz otoczenia ( 35, s. 94, 100; 38, s. 39, 54, 55, 64; 18, s.137–138; 30, s. 118–119; 40, s. 194, 198–199; 19, s. 110–111). Niezwykle ważne znaczenie dla karmy zbiorowej ma odpowiednie wychowanie. I tak, karma narodu, owe Biblijne winy, za które Bóg karze do trzeciego i czwartego pokolenia, ulegnie zmianie, jeżeli i osoby, i grupy o tym decydujące, zatroszczą się o dobre przyzwyczajenia ludzi. U przyszłych pokoleń poprawie ulegnie w ten sposób nie tylko aspekt moralny, ale także zdrowotność narodu. I na odwrót (29, s. 56–57). Wreszcie w tym kontekście wspomnieć należy o karmie rodzinnej. Wiadomo, że związki karmiczne w rodzinie są szczególnie silne i nadzwyczaj zawikłane. Ten aspekt wydaje się być oczywisty i nie wymaga komentarza. Natomiast interesujące jest zagadnienie wpływu poprzednich pokoleń na następne, a co za tym idzie, na ile zachodzi dziedziczenie pewnych cech i zdolności. Wiadomo, że to dziecko, a ściślej ujmując określony mikrokosmos wybiera rodziców, a nie odwrotnie. Dziecko rodzi się więc tam, gdzie rodzice są najbardziej podobni do niego, w szczególności zaś, decydujące są tutaj wibracje matki. Karma przodków ma niewątpliwy wpływ na ich następców. Ciekawy przykład podał Rudolf Steiner: dzieci i wnuki osób o przekonaniach materialistycznych cierpią z tego powodu, gdyż zostają wyposażone w nieodporny system nerwowy, w związku z czym wykazują skłonność do chorób nerwowych. W ogólności fizyczna predyspozycja organizmu człowieka pojawia się w następnej inkarnacji karmicznie i częściowo przechodzi na następne pokolenia. W jakimś zakresie dziedziczone są też pewne cechy i własności, jak choćby specyficzny kształt ucha u muzyków. W istocie jednak dziedziczność ma charakter wtórny. Przyszła ona bowiem niejako z zewnątrz – sam mikrokosmos w okresie przed kolejnym wcieleniem poszukiwał tych właśnie cech. Inny jeszcze przejaw karmy rodzinnej stanowi martwe urodzenie się dziecka. Decyduje o tym niezgodność krwi rodziców, pomimo że odpowiadają oni sobie pod względem ducha i duszy (28, s. 58, 62–63; 29, s. 57–58, 65; 30, s. 90–91; 6, s. 125–126).

Może się zdarzyć, że teraźniejsze życie człowieka nie ma nic wspólnego z jego nagromadzoną karmą. Tak bywa w wypadku wielkich indywidualności historycznych, które sprowadzane są w dół, w celach wyznaczonych przez rozwój ludzkości, bez względu na to, czy same miały już inkarnować i w jakich warunkach. Niekiedy zostaje komuś przeznaczone, aby w dwóch lub trzech następujących po sobie wcieleniach zmarł młodo, bowiem to, co miał dać ludzkości, mógł uczynić tylko wtedy, gdy dysponował odpowiednimi siłami. Także śmierć na skutek kataklizmu nie musi być wynikiem dawniejszego przewinienia. Wszystkie te sytuacje mogą wystąpić jako przyczyny, a wtedy wyrównanie będzie miało miejsce w późniejszym życiu (30, s. 130–132). Na skutek rzucenia klątwy kościelnej na kogoś, kto nie wyzwolił się jeszcze z ucisku świata zmarłych, zostaje on pchnięty do inkarnacji przeznaczonej dla niego całkowicie z zewnątrz (6, s. 112–113).

Kolejne wcielenia mają oczywiście na celu postęp duchowy człowieka, a nie polepszenie warunków jego bytu. Każde z nich przynosi określony rezultat w postaci magnetycznego zapisu w ciele kauzalnym, w naszej indywidualnej lipice. Istnieje z inkarnacji na inkarnację ścisły związek pomiędzy ciałami subtelnymi a ciałem fizycznym. Rudolf Steiner, który niezwykle wnikliwie przebadał te zagadnienia, ujął go tak: Żyjemy od wewnątrz na zewnątrz. Widzimy więc, że to, co żyje w naszym ciele astralnym jako radość i smutek, rozkosz i ból, przejawia się później w ciele eterycznym, że skłonności i popędy, których siedzibą jest ciało eteryczne, odnajdujemy w ciele fizycznym jako predyspozycje organizmu, a czyny przy których spełnieniu ciało fizyczne było narzędziem, przejawiają się w następnym wcieleniu jako zewnętrzne koleje losu. W ten sposób życie i działanie ciała astralnego staje się losem ciała eterycznego; ciało eteryczne tworzy los ciała fizycznego, zaś skutki czynów ciała fizycznego wracają do nas w swoim działaniu z zewnątrz jako fizyczna rzeczywistość w następnym wcieleniu (28, s. 55). Wynikają z tego trzy ważne zasady. Po pierwsze – wszystko, co w jednym życiu przejawia się w ciele astralnym, w następnym wcieleniu przejdzie karmicznie w swej podstawowej postaci na ciało najbliższe pod względem wibracji, czyli na ciało eteryczne. Po drugie – wszystko, co w jednym życiu zachodzi w ciele eterycznym to znaczy charakter, usposobienie, skłonności, przyzwyczajenia człowieka, w następnej inkarnacji odradza się w ciele fizycznym, jako skłonność do zdrowia i choroby. Po trzecie – skutki naszych czynów wracają do nas w kolejnym życiu jako nasz fizyczny los (28, s. 53; 29, s. 54, 55).

Wielką zasługą teozofii jest zwrócenie uwagi świata Zachodu na związek pomiędzy myślami, uczuciami, skłonnościami i działaniami człowieka w jednym życiu, a jego losem i właściwościami w następnym wcieleniu. Steiner wniósł tu chyba zresztą najwięcej (30, s. 58–159; 28, s.52–58; 29, s. 53–65; oraz 38, s. 45, 56, 100–101; 39, s. 39, 49, 88–89). Na podstawie tychże badań, przeprowadzonych metodami nadzmysłowej percepcji, można podjąć próbę zestawienia niektórych przyczyn i ich skutków. Nie należy jednak przywiązywać się zbytnio do tego obrazu, bo jest on tylko ilustracją działania pewnych duchowych praw. Indywidualne przyczyny i skutki są różnorodne, z reguły bardzo skomplikowane i wymykają się one całkowicie ludzkiej świadomości mózgowej.

Jedna inkarnacja

Następna inkarnacja

1. Charakter, skłonności, właściwości, warunki, los człowieka:

Wiele prawdy w myślach człowieka

Dobre ciało astralne

Wiele doświadczeń

Ciało astralne wyposażone w odpowiednie zdolności, mądrość

Wiele radości

Ciało eteryczne skłonne do radosnego temperamentu

Przebywanie w samotności, mizantropia

Temperament melancholijny

Ciężkie warunki życiowe

Choleryk

Przyjemne życie, pozbawione większych walk i trudności lub przechodzenie obok wielu rzeczy, jedynie przyglądanie się im

Flegmatyk lub sangwinik

Stale powtarzane myśli i uczucia

Ukształtowany charakter

Altruizm, miłość do wszelkiego stworzenia

Zachowana długo młodość i świeżość

Wiele dobrych uczynków

Wrażliwe sumienie, wybitna moralność

Egoizm, krytyka, zgryźliwość nienawiść

i antypatia do wszystkich stworzeń

Słaba organizacja cielesna jako skutek przyjęcia w siebie tendencji skierowanych przeciwko własnej istocie, szybkie starzenie się,

kurczenie się ciała fizycznego

Dopuszczanie do siebie tylko tego,

co dostępne dla zmysłów

Brak silnego ośrodka woli

Pomocne czyny

Dobre środowisko

Wola pomagania innym

Uduchowienie

Szkodzące czyny

Złe środowisko

Cierpienie i ból

Mądrość

Ucieczka od bólu

Brak podłoża dla mądrości

Głęboka miłość

„Wielkie serce"

Tęsknoty i marzenia

Zdolności

Powodzenie w zamiarach i pracy

Entuzjazm, zapał

Życie powierzchowne

Skłonność do kłamstwa

2. Choroby, ułomności fizyczne, przedwczesna śmierć

Dobre założenia, ale niemożność ich

zrealizowania na skutek ułomności fizycznej,

pozostawanie w tyle za innymi, specyficzny

charakter doświadczeń życiowych

Uzyskanie zdrowego organu jako korekta

poprzedniego życia i przedwczesna śmierć, nawet już w dzieciństwie

Dużo cierpień na skutek chorób

Uroda, piękne ciało fizyczne (może być jednak wypracowana także w inny sposób)

Choroba przebyta na skutek infekcji

Piękne otoczenie

Dobre skłonności

Siła fizyczna, odporność, zdrowie

Złe popędy

Skłonność do ciągłych chorób

Dopuszczanie istnienia tylko tego,

co dostępne dla zmysłów

Skłonność do chorób nerwowych

Wiara w istnienie wyższych światów

Spokojnie funkcjonujący system nerwowy

Dysharmonia pomiędzy ciałem

eterycznym i astralnym

Cherlactwo

Poczucie, że wszystkiego ma się dosyć,

że jest się z siebie niezadowolonym

Chroniczna choroba

Strach w wielkich skupiskach ludzkich

(karma narodów)

Trąd

Szczególnie egoistyczne dążenie do zysku, popęd gromadzenia rzeczy dla siebie

Skłonność do chorób infekcyjnych

Praca dla dobra ludzkości

Wyjątkowa odporność na choroby infekcyjne

Zbyt słabe poczucie własnej Jaźni

(ciało kauzalne)

Cholera

Zbyt silne poczucie własnej Jaźni

Malaria

Uleganie silnym emocjom

Błonica

Brak troski o świat zewnętrzny, zamknięcie się w wewnętrznym życiu duszy

Odra w późnym wieku

Skłonność do rozwijania egoizmu, brak miłości do bliźnich, w znacznym stopniu

Ospa

Skłonność do nadużyć zmysłowych,

wpływy lucyferyczne

Zapalenie płuc

Napór zewnętrznej materialności,

wpływy arymaniczne

Gruźlica płuc

Przywiązanie do ziemi, wpływ arymaniczny

Chora wątroba

Kłamstwa ludzi,

kłamstwa wielkich osobistości

(karma zbiorowa)

Rozwój pewnych odmian drobnoustrojów

chorobotwórczych, jako fizycznego wcielenia demonów kłamstwa

Indywidualna skłonność do kłamstwa

Słaba organizacja cielesna, nieprawidłowo zbudowane organy wewnętrzne

Uparte łamanie praw przyrody

albo okrucieństwo,

poważne krzywdy wyrządzane bliźnim

Kalectwo, wielkie zniekształcenia

i anormalności fizycznego ciała, zwłaszcza

od urodzenia lub wczesnego dzieciństwa

Okrucieństwo, przewrotność,

wielkie krzywdy zadane innym,

bardzo poważne błędy psychiczne

Choroby umysłowe


Wiele myśli, słów oraz czynów powraca do nas jeszcze w tym wcieleniu i albo nas wzmacnia, albo działa niczym burza, zależnie od tego, co i do kogo wysłaliśmy, co uczyniliśmy innym. Podobnie różne choroby i dolegliwości sami na siebie ściągamy, sami tworzymy czy utrzymujemy ich przyczynę w sobie (42, s. 155–229). Jest to zawsze objaw dysharmonii i napięć pomiędzy trzema ja tej natury, pomiędzy 1) systemem głowy, 2) systemem serca i 3) systemem miednicy (wątroba – splot słoneczny – śledziona) – pierwotnym, nie poddającym się żadnej kulturze ja tej natury (6, s. 35–37).

Karma człowieka nie jest całkowicie zdeterminowana. Może ona ulec zmianie i to zarówno w sensie pozytywnym, jak i negatywnym. Przez egocentryzm i samowolę zawsze pogarszamy swój los. Niekiedy przybiera to skrajną postać, jak w wypadku samobójstwa, gdyż praobraz, matryca naszego ciała tworzona przez Hierarchię, w ramach wyznaczonych przez prawo karmy, przewiduje określoną żywotność na dane wcielenie, pewien potencjał, który w tych ramach można mniej lub bardziej racjonalnie wykorzystać. Samobójstwo burzy ten plan. Jan van Rijckenborgh przekazuje wiedzę na ten temat:

Jeżeli śmierć następuje w wyniku samobójstwa, to skutki tego są straszliwe. Praobraz w takim przypadku dysponuje jeszcze pełnią sił, jednakże istniejący potencjał nie jest przyjmowany w wyniku rozpadu ciała materialnego. Powstaje wtedy okropne cierpienie, bez możliwości wyzwolenia się poprzez reinkarnację, bez szansy wejścia do sfery przejściowej, oczyszczenia się i wejścia do sfery niebiańskiej. Istnieje tylko świadomość, trwale mentalne i moralne doświadczanie tego ponurego czynu, zgroza i wyrzuty sumienia bez możliwości ukojenia.

W takim przypadku ratunek jest możliwy tylko wtedy, gdy krewni bądź przyjaciele, powodowani uczuciem miłości, będą w stanie nawiązać kontakt z praobrazem nieszczęśnika i zechcą wziąć na siebie odrzucony przez niego karman (14, s. 146–147). W przeciwnym razie samobójca będzie musiał cierpieć do momentu, w którym nastąpiłaby normalna śmierć (6, s. 175; 43, s. 82).

Karma pewnej osoby może też zostać wytrącona ze swego biegu przez czyny innych ludzi nie przewidziane w jej losie. Z wyrównaniem karmicznym mamy do czynienia w dalszej inkarnacji. Poprzez niezwykłe ustosunkowanie się do okoliczności życiowych sami mamy szansę zmienić swój los. Szczególnie wtedy, gdy jesteśmy czujni i nie przegapiamy okazji, jaką daje nam przygodne spotkanie ze Szkołą Duchową czy z Nauczycielem. Pomimo tego, że pójście ścieżką w tej inkarnacji nie jest jeszcze nieodzowne, na skutek zetknięcie się z duchowym promieniowaniem, podejmujemy pozytywną decyzję, nawiązujemy kontakt (35, s. 99). Niezależnie od wyniku, zawsze jest to zasiew na przyszłość. Spotkanie takie zostaje zapisane w subtelnych nośnikach człowieka i nie da się go już wymazać.

4. Prawo Łaski

Wstąpienie na ścieżkę, które nieuchronnie następuje w jakiejś kolejnej inkarnacji zmienia los człowieka. Braterstwo bowiem w odpowiednim momencie przegrupowuje i na nowo układa karmę ucznia, na tyle, na ile jest to niezbędne. W ogólności karma ulega przyspieszeniu, w związku z tym, że łańcuch wcieleń ma się zamknąć wcześniej, niżby to wynikało z normalnego przebiegu karmy ucznia. Przyspieszenie jest gwałtowne, jeśli wyrwanie z uchwytu koła narodzin i śmierci zostaje dane jako możliwość już w tej inkarnacji, tym większe, im więcej wcieleń pozostałoby jeszcze danej osobie przy zachowaniu zwykłej kolei rzeczy.

Także uczeń na ścieżce poprzez plexus sacralis, poprzez biegun południowy swej istoty, system ognia wężowego, połączony jest z całym światowym karmanem i z własnym karmanem mikrokosmicznym. Nie ma ona żadnej kontroli nad będącą nośnikiem karmy podświadomością (8, s. 71, 91, 92; 9, s. 33–34). Elisabeth Clare Prophet, posługując się w stosunku do podświadomości określeniem „pas elektroniczny”, stwierdza:

Określenia tego używamy w stosunku do podświadomości, która może być przedstawiona na wzór zegara. Pas elektroniczny znajduje się w waszym polu od pępka do miejsca poniżej stóp. Wygląda jak wielki kocioł o cementowym dnie. Wszyscy mamy to cementowe dno, gdzie zgromadzony jest zapas naszej ludzkiej świadomości i to on właśnie trzyma nas na ziemi. Kiedy go przetransmitujemy, nie będzie nic, co mogłoby nas trzymać na ziemi i będziemy mogli wznieść się w górę, tak jak to uczynił Jezus (Dz. 1, 9).

Ten pas po prostu ma wagę, karmiczną wagę, a Władcy Karmy wyznaczają ilu ludzi może ewoluować na planecie, określając ogólną „wagę karmiczną” wszystkich strumieni życia na planecie. Im więcej ludzi będzie transmutowało swój pas elektroniczny, tym więcej będzie miejsca dla innych do przyjścia na świat, by mogli pracować nad własną karmą. Ludzie transmutują karmę i dlatego nie chcą nikogo więcej na ziemi, ponieważ czują, że ziemia staje się zbyt ciężka. Zbyt ciężka w tym sensie, że wibracje są ciężkie, nie do zniesienia – stąd mamy teorię zerowego wzrostu ludzkości (36, s. 27–28 oraz 44, s. 23–31).

Uczeń nie jest jednak w stanie sam tego dokonać. Pomocą służy mu Hierarchia Chrystusowa, która wypromieniowuje w ten świat prawo łaski, prawo odpuszczenia, wymazania win. To siła Światła w nas, tworząc tak zwany drugi obieg magnetyczny, system nerwu sympatycznego, pokonuje ostatecznie starego węża kundalini. Karma nie jest już wtedy prawem losu, lecz zostaje pochłonięta mocą Chrystusa. Wtajemniczony uczeń przechodzi przez proces przyspieszonej osobistej ewolucji, staje się pionierem nowej ery ludzkości (14, s. 73–76; 8, s. 190–192 oraz s. 72; 6, s. 165–167, 194, 197, 208, 211, 223, 226; 11, s. 235; 45, s. 17–19).

Odpuszczanie win nie może dotyczyć wszystkich ludzi w ich aktualnym stanie bytu. Jest to przecież prawo łaski, a nie „łaska pańska”. Działa ono zgodnie z magiczną formułą wyrażoną w modlitwie Ojcze nasz. Wymaga więc całkowitego zwrotu życiowego, życia według Kazania na górze, przy czym chodzi tu o ezoteryczny aspekt tych świętych nauk (10). Dobre uczynki, chociaż konieczne, nie są wybawiające. Uczeń postępuje zgodnie z praktyką nie-działania, nie-czynienia, ani niczego nie przyciąga, ani też nie odrzuca (wu – wei). Nie pragnie niczego dla siebie, także i zbawienia, żyje dla świata, dla innych. Kroczy spontanicznie ścieżką, nie dbając o wynik.

Światło jednak również parzy. Nie tylko, że odsłania ono nasze wady i niedoskonałości, ale ponadto odrzucona przez świadomość siła Światła mści się na zdrowiu, fizycznym lub psychicznym. Nie może być inaczej, bo zatrzymuje się ona wówczas u bram plexus sacralis i musi przez nie przejść. Nie znajduje innej drogi. Skutkiem tego jest silne poruszenie całej nagromadzonej karmy. Przywołana, ale nie zasymilowana siła światła krąży w systemie czakramów, od czakramu gardła począwszy, aż po plexus sacralis i przez wszystkie odpowiednie organy z powrotem. W tym procesie cyrkulacji uszkodzeniu oraz zakłóceniu ulega wiele narządów, z czym wiążą się również spustoszenia psychiczne. Tak więc negatywna odpowiedź na Światło może być przyczyną różnych dolegliwości i groźnych chorób, nawet śmiertelnych. Ponadto w nadchodzącej epoce Wodnika rewolucja kosmiczna i atmosferyczna będzie działała niszcząco na ciała wszystkich ludzi, którzy silnie trzymają się ziemskiej natury. Wywoła ona poważne, trudne do opanowania choroby i dolegliwości (9, s. 33–34, 38; 7, s. 63; 15, s. 123; 13).

Istnieje jarzmo Prawa, istnieje też wolność Ewangelii. Poprzez wypełnienie Prawa dochodzimy do wolności. I to jest ta wielka obietnica dla wszystkich. To jest droga każdej ludzkiej istoty, która bez forsowania się, we własnym tempie, powraca do Domu Ojca.

Wrocław, 24.07.1999 r. Leonard Górnicki


Karma

Literatura


Biblia to jest Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu. Nowy Przekład z języków hebrajskiego i greckiego opracowany przez Komisję Przekładu Pisma Świętego, Warszawa 1982.

Pismo Święte Nowego Testamentu i Księga Psalmów w przekładzie z języków oryginalnych. Opracował Zespół Biblistów Polskich z inicjatywy Benedyktynów Tynieckich, Poznań – Warszawa 1976.

Upaniszady. Przełożyła i wstępem opatrzyła Marta Kudelska, Kraków 1998.

J.Krishnamurti, Rozwiązanie Zakonu Gwiazdy. Tłum. Helena Bołoz - Antoniewiczowa, Warszawa 1929.

Czas Zmian. Wypisy z „Share International Magazine”, Warszawa b. r. (numer w całości poświęcony Maitreji).

J. van Rijckenborgh, Nadchodzący nowy człowiek, Katowice 1992.

J. van Rijckenborgh, Dei Gloria Intacta. Chrześcijańskie Misteria Wtajemniczenia Świętego Różokrzyża dla czasów nowożytnych, Wrocław 1995.

J. van Rijckenborgh, Gnoza w aktualnym objawieniu, Katowice 1990.

J. van Rijckenborgh, Uniwersalny lek, (Bielsko - Biała 1993).

J. van Rijckenborgh, Światło Świata, Wrocław 1999.

J. van Rijckenborgh, Egipska Pragnoza i jej wołanie w wiecznym teraz. Ponownie obwieszczona i objaśniona na podstawie Tabula Smaragdina i Corpus Hermeticum Hermesa Trismegistosa. T. I, Wrocław 1997.

J. van Rijckenborgh, Egipska Pragnoza i jej wołanie w wiecznym teraz. T. II (w przygotowaniu przez Wydawnictwo Rozekruis Pers).

J. van Rijckenborgh, Wielki przewrót. Wolny przekład z niemieckiego T. W., Gliwice 1969 (mszp.). Rozdział I Rewolucja atmosferyczna i obecne katastrofy samolotowe oraz rozdział XV. Przyczyny chorób.

J. van Rijckenborgh, Elementarna filozofia nowoczesnego Różokrzyża, Warszawa 1989.

J. van Rijckenborgh, C. de Petri, Powszechna Gnoza, Bielsko - Biała 1993.

J. van Rijckenborgh, C. de Petri, Die Elementalen in der aurischen Sphaere des Menschen, Pentagramm, Nr 10 i 11, 1979.

C. de Petri, Der Golem, Pentagramm Nr 6 - 7 i 8, 1980.

A. Klizowski, Uprogu epoki Ducha. Wprowadzenie do Agni Jogi, Warszawa 1994.

L. Górnicki, Myśli to rzeczy Komentarz do Potęgi myśli Annie Besant, w: A.Besant, Potęga myśli, Wrocław 1997.

Bahrâm Elâhi, Droga do doskonałości, Tłum. Aleksandra Kurczab, Warszawa 1990.

P.Loti, Indie. Przeł. Józef Jankowski, T. II, Warszawa 1905.

Uroczystość kremacji Annie Besant, Wiedza Duchowa 1934, T. I.

A.Nethercot, The frrst five lives of Annie Besant, London 1960.

A.Nethercot, The last four lives of Annie Besant, London 1963.

H. P. Bławatska, Klucz do teozofii. Przeł. Wanda Dynowska, T. 2, Warszawa 1996.

Kuthumi. Studia nad aurą ludzką. Podyktowane Wysłannikowi Markowi L. Prophet. Wydane przez Andrzeja Sychowicza, Olsztyn 1993.

R. Steiner, Duchowe hierarchie i ich odzwierciedlenie w świecie fizycznym. Zwierzyniec, planety kosmos. Tłum. Michał Waśniewski, Gdynia 1995..

R. Steiner, Teozofia Różokrzyżowców. Tłum. Michał Waśniewski, Gdynia 1996.

R. Steiner, U bram teozofii. Tłum. Michal Waśniewski, Gdynia 1997.

R. Steiner, Przejawy karmy. Tłum. Michał Waśniewski, Gdynia 1997.

R. Steiner, Księga wiedzy tajemnej. T. 2. Tłum. W. Wolański i M.K, Sosnowiec 1991.

H. P. Bławatska, Doktryna Tajemna. Ewolucja kosmiczna, T. 1, Warszawa 1995.

J. C. Chatterji (Brahma-charin-Bodhab-Kiskhu), Filozofia ezoteryczna Indii. Przekład z angielskiego B.C., Warszawa 1926.

M. Heindel, Światopogląd Różokrzyżowców. Ezoteryczne chrześcijaństwo przyszłości. Tłum. Irena Brudnikowa, Warszawa 1993.

C. Jinarajadasa, Człowiek we wszechświecie. Przeł. Wanda Dynowska, T. 1, Madras 1957.

E. C. Prophet, Do Boskiego mistrzostwa poprzez Zegar Kosmiczny, wykreślanie cykli karmy i inicjacji. Opracowane i wydane przez Andrzeja Sychowicza, Olsztyn 1993.

Śankaraczarja, Klejnot Mądrości Wschodu. Spolszczył i objaśnił Józef Switkowski. Komentarzem opatrzył Leonard Górnicki (w druku - Wydawnictwo Pracownia „Borgis”).

Jak kierować swoim przeznaczeniem czyli prawo przyczyny i skutku. Opracowała Wanda Dynowska według A. Besant i C. Jinarajadasy, Katowice 1995.

Prawo karmy. Prawo przyczyny i skutku. Wybór i redakcja tekstów Leszek Podżorski, Wrocław - Cieszyn 1993.

Jogi Rama - Czaraka (W. W. Atkinson), Dżniani - Joga. Joga mądrości. Książka o najwyższych naukach jogów. Przeł. Wacław Dunin - Goździkowski, Warszawa (1929 ?).

N. Douglas, P. Slinger, Tajemnice seksu. Alchemia ekstazy. Przeł. Jacek Sieradzan, T. 1, Kraków, W Roku Żelaznej Owcy.

B. J. Baginski i S. Sharamon, Reiki. Uniwersalna energia życiowa. Tłum. Jolanta Herian - Ślusarska, Kraków 1995.

F. Hartman, Niektóre tajemne wiadomości z koła Tybetańskich Mistrzów. Przeł. I.T.A., przejrzany i poprawiony przez E. Polończyka, Warszawa 1992.

Saint Germain, Złota Księga, Rzeszów b. r.

Co ma wspólnego karma z boską sprawiedliwością, Pentagram Nr 28, Wrocław 1997.





Dodatek:


Annie Besant


Śmierć, a co potem?


(fragment)


Karma

Karma

Wstęp

Któż nie zna opowiadania o tym misjonarzu paulińskim w starej Anglii, który pewnego wieczoru wystąpi przed królem saksońskim Edwinem, otoczonym przez swych starostów, aby mu wyłożyć i wyjaśnić nauki wielkiego Mistrza!

Podczas gdy właśnie mówił o śmierci i nieśmiertelności, zdarzyło się, że jakiś ptak wleciał przez otwarte okno do sali, pewien czas krążył po niej i potem znowu zniknął w ciemnościach nocy.

Stary apostoł wiary skorzystał z tego zdarzenia, aby przedstawić królowi wfrunięcie ptaka do sali, jako symbol znikomości życia ludzkiego, twierdząc że zniknięcie tegoż uzmysławia naukę jego wiary, iż dusza po krótkim pobycie na sali życia uchodzi z niej, prawda, nie, aby zniknąć w mroku nocy, lecz aby wzbić się do glorii słonecznej wspaniałego świata. Człowiek rodzący się wstępuje z mroku przez otwarte okno do życia ziemskiego; tylko krótki czas tego życia pozostaje on widzialny dla naszych oczu, aby przez śmierć zniknąć nam znowu w otwartym oknem. Po wszystkie czasy szukał człowiek w religii odpowiedzi na to ważne pytanie: „Skąd pochodzi to życie i dokąd uchodzi?”. Ale odpowiedzi religii na nie bywały nader różne...

W naszych czasach, wiele stuleci po wspomnianej rozmowie misjonarza paulińskiego z królem Edwinem, jest w chrześcijaństwie wielu ludzi. którzy pytają się, czy człowiek w ogóle ma jakąś duszę, która skądkolwiek pochodzi lub dokądkolwiek pójść może, i jest wątpliwe, czy był kiedyś w historii powszechnej okres, w którym by równocześnie żyło tylu niedowiarków (co do duszy). Z drugiej strony wyznawcy tejże nauki Chrystusowej, która ich wszakże poucza, że okropności śmierci nie istnieją więcej, otoczyli łoże śmierci i trumnę daleko posępniejszymi i smutniejszymi ceremoniami pogrzebowymi, niż wyznawcy jakiejkolwiek innej religii. Czyż może być coś bardziej przygniatającego nad głuchą boleść, jaka zwiesza się nad domem, w którym mają chować zmarłego! Czyż jest coś bardziej odpychającego, jak te stroje żałobne z matowej krepy i wyszukana obrzydliwość welonu wdowiego, w którym pozostała żona opłakuje „uwolnienie się od więzów ciała” jej małżonka! Czy jest coś wstrętniejszego jak te sztucznie ponure miny żałobników, zawodzenia płaczek pogrzebowych i tym podobne zwyczaje!

Ostatnie lata przyniosły pod tym względem wielki i godny uwagi postęp: nastąpiła niejedna pożądana zmiana i unika się coraz bardziej powiększania bólu ludzkiego przez drażnienie go.

Ten ponury pogląd na śmierć jest cechą charakterystyczną „chrześcijaństwa” i znalazł sobie wyraz zarówno w jego sztuce, jak i literaturze. Śmierć przedstawiono jako szkielet z kosą w ręku, jako szyderczo uśmiechniętego upiora, albo jako grożącą, straszną postać, z groźnym obliczem i podniesioną maczugą, albo też, jako klekoczące straszydło, trzymające klepsydrę – słowem – wszystko wywołujące strach i odpychające, co tylko fantazja mogła wymyślić – było używane dla wytworzenia sobie obrazu tego słusznie przezwanego „Króla strachu”.

Milton, który tak bardzo usiłował w swoich wspaniałych poezjach nadać obrazową postać kursującym pomiędzy ludem wyobrażeniom „chrześcijańskim” jego czasu, zużył całą siłę i rozmach swojej niezrównanej sztuki opisowej, aby postać śmierci otoczyć strachem.

Jego Raj utracony jest przepełniony straszliwymi opisami śmierci:

(...) Inna postać –

Jeżeli można zwać postacią to, czemu braknie postaci.

Co jest niepoznawalne przez członków zlane formy:

Jeżeli można zwać istotą to, co zdaje się li cieniem –

Jako noc czarna, widniała przed nami,

Patrząca gniewnie, jak dziesięć Furii, i jako piekło

straszna,

Groźnie wstrząsając straszliwą maczugą; a miejsce,

Gdzie łeb jej być się zdawał, zdobiło coś w rodzaju

Korony. Tuż obok niej stał Szatan. A monstrum,

miejsca swego.

Podniósłszy się, podeszło wraz bliżej, coraz bliżej,

Takim okropnym krokiem, że piekło pod nim drżało(..)

(...) Straszliwa była mowa ohydnego,

A gdy, tak mówiąc, wciąż groził, dziesięciokroć jeszcze byt straszniejszy

I potworniejszy (... )

(...) Ale on, mój wróg odwieczny

Zbliżał się coraz bardziej, maczugą potrząsając,

Stworzon li dla zagłady. Uciekłem, krzycząc: „Śmierć!"

Na słowo to drży piekło, rozlega się jęk skargi

Z wszystkich otchłani jego, a echo „Śmierć!" powtarza(...).

(Raj utracony, Ks. II, w. 666-789)

Jest więcej niż dziwne, że ludzie mający się za wyznawców i uczniów Nauczyciela, który – jak wiadomo – głosił otwarcie i jasno naukę o nieśmiertelności życia, mogą mieć tak straszne wyobrażenie o śmierci. I zaprawdę, należy wprost głupim nazwać to twierdzenie, które pomimo napraszającego się zewsząd, zupełnie przekonywającego materiału dowodowego, daje się czasem słyszeć, jakoby nauka o nieśmiertelności duszy była zwiastowana i wystawiona na światło dzienne po raz pierwszy od początku świata dopiero przed osiemnastoma wiekami. Gdyby nawet pozostał, jako jeden jedyny w swoim rodzaju tylko obszerny rytuał egipski, do którego także zalicza się omawiająca wędrówki duszy Księga Umarłych to wystarczyłoby, aby takie na niczym nie oparte twierdzenie raz na zawsze obalić i usunąć. Posłuchajmy kilku wyjątków ze wspomnianej księgi:

O wy! którzy należycie do orszaku Boga, wyciągnijcie ku mnie ramiona swoje, albowiem i ja chciałbym powiększyć wasze grono (XVIII, 22).

Chwała ci, Ozyrysie, Panie Światła, który mieszkasz w źródle potęgi, w sercu ciemności zupełnej. Staję oto przed tobą, jako dusza oczyszczona; obydwie ręce moje wyciągają się do ciebie. (XXI, I).

Otwieram sobie niebo, bowiem wypełniam przykazania dane w Memphis. Poznaję moją istotę najwewnętrzniejszą, zdobyłem ją sobie; ramiona moje uczyniłem posłusznymi sobie i nogi moje poddałem woli mojej. Moja dusza już nie jest uwięziona w ciele, bowiem stoi przed wrotami Amenti (XXVI, 5–6).

Aby nie nużyć czytelnika zbyt wieloma przytoczeniami z księgi, której treścią wyłączną są czyny i przemowy człowieka wyzwolonego z ciała, poprzestanę na przytoczeniu tu jeszcze ustępu dotyczącego wyroku ostatecznego na zwycięską duszę:

Zmarły ma być przyjęty do grona bogów niższych sfer boskich, skąd nigdy więcej nie ma być wykluczony. Ma on pić z nurtów rzeki niebieskiej (...) Jego dusza nie ma schnąć w więzieniu; jest to bowiem dusza, która niesie błogosławieństwo wszystkiemu w pobliżu niej. Robactwo nie ma jej toczyć! (GLXIV, 1-I - I 6).

Wiara w reinkarnację dowodzi wystarczająco, że wszystkie religie, w których tworzyła ona punkt środkowy nauki, wierzyły w trwanie duszy po śmierci; ale pomimo to chciałabym przytoczyć tutaj, jako przykład, wyjątek z „Kodeksu Manu”, który następuje po rozprawie o metampsychodzie i odpowiada na pytanie co do uwolnienia się od dalszych wcieleń:

Twierdzą, że ze wszystkich tych przymiotów świętych najprzedniejsze jest samopoznanie (lub, lepiej wyraziwszy się, poznanie Jaźni, albo Atmy); ono bowiem jest, zaprawdę, najdoskonalsze ze wszystkich umiejętności, gdyż przez nie osiągamy nieśmiertelność. (XII, 85).

Bardzo dobitnie wypowiada się także na temat owego pytania wzniosła religia Zaratustry, jak tego dowodzi następujący ustęp, wyjęty z Awesty, w którym ta stara księga, opisawszy różne wędrówki pośmiertne jednej duszy, tak ciągnie dalej:

Dusza człowieka sprawiedliwego przekracza pierwszy stopień i dostaje się do Humaty (nieba), potem przekracza drugi stopień i dostaje się do Hukhty, następnie przekracza trzeci stopień i dostaje się do Harastu; wreszcie dusza sprawiedliwego wzbija się na czwarty stopień i dociera do światła wiecznego.

Tako rzecze do niego jeden z dawniej umarłych: Jak ty – umarły w sprawiedliwości i czystości z twego więzienia cielesnego, z twojej posiadłości ziemskiej, ze świata fizycznego – znalazłeś się tu, w świecie niewidzialnym, ze znikomości wzbiłeś się do wieczności? W jaki sposób dokonałeś tego – o ty, którego pozdrawiam?

Na to odpowiada Ahura–Mazda: Nie pytaj tego, do którego skierowałeś zapytanie swoje, bowiem przebył on straszną, okropną drogę rozłączenia duszy z ciałem.

Również jasno i dobitnie wyraża się perski Desatir. To składające się z 15 ksiąg dzieło, stworzone przez proroków perskich, było początkowo ułożone w języku Avesta. Bóg zwie się tam Ahura–Mazda, albo Yazdan. Czytamy tam:

Bóg dal człowiekowi wyższość nad zwierzętami przez nadanie mu duszy, która jest wolną, prostą, niematerialną, niezłożoną, nie znającą pragnienia substancją, i która przez wydoskonalenie się zostaje aniołem.

Jego niezgłębiona mądrość i niezbadana wiedza złączyła duszę z ciałem materialnym.

Jeżeli on (człowiek) czyni dobrze w ciele materialnym, oraz posiada właściwą wiedzę i religię, to jest on Hartasp...

Z chwilą, gdy opuszcza on swoje ciało materialne, przyjmuję go Ja (Bóg) do świata aniołów, aby mógł z nimi obcować i Mnie oglądać.

Lecz jeżeli on nie jest Hartasp, pomimo to jednak jest mądry i wolny od występków, podniosę go do stopnia aniołów.

Każdy człowiek znajdzie właściwe sobie miejsce, według miary jego mądrości i pobożności, w rzędzie mędrców w niebie, albo na gwiazdach. A w tych regionach szczęśliwości pozostanie on na wieki. (Przekład Mirzy Mohamed Hadi: The Platonist s. 306).

Panujący w Chinach odwieczny zwyczaj czczenia duchów przodków dowodzi, że i tu była ogólnie rozpowszechniona wiara w ciągłość życia ludzkiego za grobem. Księga Szu-king, którą Mr. James Legge uważa za najstarsze dzieło klasyczne Chin i które zawiera zapiski historyczne z lat 2357–627 p.n.e., roi się od wskazówek co do tych dusz, które łącznie z innymi istotami duchowymi czuwają nad interesami ich potomków oraz nad dobrem państwa. Tak na przykład upomina Pan–Kang, który panował od 1401–1374 p.n. e., swoich poddanych:

Dążeniem moim jest wszystkich was wspierać i żywić. Wspominam przy tym moich przodków, którzy są obecnie duchami władczymi... Gdybym popełniał błędy w panowaniu moim i długo szedł tą błędną drogą, to mój wzniosły władca (założyciel naszej dynastii) zesłałby na mnie dotkliwą karę za moje przewiny i wykrzyknąłby: „Czemu ciemiężysz lud mój?” Zaś jeżeli ty, ludu, liczący się na miliony, nie będziesz mocno wierzył w nieśmiertelność życia twego i mnie – jednego – popierał w przeprowadzaniu planów moich, wówczas dawni królowie ześlą na ciebie ciężkie kary i zawołają: „Dlaczego sprzeciwiacie się naszemu młodemu wnukowi, tracąc przez to cnotę waszą? A od kar tych, które oni z góry ześlą na was, nie będziecie mogli uciec(...) Wasi dziadowie i pradziadowie wyrzekną się was wtedy i zostawią was na pastwę śmierci!”.

(Sacred books of the East – III, 109–110).

Ale praktyczny skutek tego starego wierzenia, przy którym Chińczycy trwają również niezłomnie do dziś dnia, jak i w tych dawno zamierzchłych stuleciach, jest nader nikły i zmiana, którą ludzie nazywają śmiercią, wyciska na życiu i myśleniu mieszkańców tego kwiecistego kraju bardzo nieznaczne piętno.

Cytat w rodzaju poprzednich można by dodać jeszcze setki, ale i te wystarczą dla wykazania jak niedorzeczny jest pogląd, jakoby wiara w nieśmiertelność miała do zawdzięczenia swoją genezę chrześcijaństwu. Całą starożytność opromieniała wiara w nieśmiertelność człowieka, która przejawiała się nie tylko w życiu codziennym, ale i w literaturze, i dzięki której ludzie ze spokojną powagą przekraczali wrota śmierci.

Pozostaje nierozwiązana zagadka, w jaki sposób chrześcijaństwo, którego nauka przecież jak najenergiczniej i jak najradośniej wiarę tę na nowo wzmocniła, wyhodowało nigdzie indziej nie spotykany strach przed śmiercią – strach, który nie tylko w życiu społecznym, ale także w chrześcijańskiej sztuce i literaturze, gra rolę tak wybitną. Nie sama wiara w piekło otoczyła mogiłę ludzką tym strachem; inne religie bowiem posiadają także swoje wierzenia w piekło, a pomimo to wyznawcy ich nie znają tej strasznej bojaźni wobec śmierci.

Tak na przykład Chińczycy, którzy uważają śmierć za przebieg tak nieznaczny i błahy, wierzą w cały szereg piekieł, jedynych w swoim rodzaju z ich różnymi mękami i udręczeniami. Możliwe, że różnica w pojmowaniu śmierci leży raczej w charakterze rasowym, niż w wyznaniu wiary, albo także w tym, że czynne życie zachodnioeuropejczyka wzdraga się przed przeciwieństwem tegoż i jego pozbawiony fantazji, zmaterializowany rozsądek uznaje, że stan bezcielesny jest co najmniej niedogodny; podczas gdy mieszkaniec Wschodu, bardziej skłonny do marzeń i mistyki, czuje do medytacji pociąg i stara się wytrwale już podczas życia ziemskiego otrząsnąć się z naporu zmysłów, uważając stan bezcielesny za nader pożądany i w zupełności odpowiedni do oddania się bez przeszkody rozmyślaniu.

Zanim wszakże przystąpimy do bliższego rozpatrzenia wypadków pośmiertnych, musimy podać, przynajmniej w krótkim zarysie, z jakich różnorodnych części składa się człowiek, według nauk filozofii ezoterycznej, bowiem, nie znając jego pojedynczych składników, nie moglibyśmy także zrozumieć ich rozłączenia.

A więc, człowiek składa się:

Atma

Nieśmiertelnej troistości Buddhi

Manas


Kama

Prana

i ze śmiertelnej czworakości Linga Śarira

Sthula Śarira


Sthula Śarira (rupa) jest to ciało fizyczne, złożona z różnorodnych narządów, widoczna i dotykalna postać zewnętrzna. Linga Śarira jest to ciało astralne, albo sobowtór astralny ciała fizycznego (cień, „widmo"). Prana jest to siła życiowa, ta niezbędnie potrzebna siła do wprowadzenia molekuł astralnych i fizycznych w stosunek skoordynowany i wytworzenia z nich pewnego organizmu. Prana jest to ów znajdujący się w każdym organizmie odem życiowy[25], ta część uniwersalnego odemu życiowego, jaką organizm przyswoił sobie na okres czasu , który nazywamy „życiem". Kamarupa jest to zbiorowisko skłonności, pragnień żądz i namiętności, które człowiek posiada na równi ze zwierzęciem, a więc ciało astralne. Manas jest to to, co w nas myśli, inteligencja, rozum. Buddhi jest to nośnik, albo wehikuł, w którym mieszka Duch. Atma = Duch, w którym jedynie Buddhi może się objawić.

Ogniwem łączącym pomiędzy nieśmiertelną triadą, a śmiertelną czworakością jest Manas, który podczas życia ziemskiego, czyli inkarnacji, posiada naturę podwójną i działa, jako manas wyższy i niższy. Manas wyższy wydziela promień – manas niższy, który pracuje w mózgu i za pomocą mózgu w człowieku, tworzy jego intelekt. Ten manas niższy łączy się z kamą, naturą namiętnościową, i tym tłumaczy się pogląd filozofów zachodnich, według którego namiętności i żądze są uważane za części składowe rozumu. Przez to połączenie wytworzył się most pomiędzy wyższą a niższą naturą człowieka, jako że ów kama-manas przez swoje wyższe elementy, pochodzące z manasu, należy do wyższej, a przez swoje niższe elementy kamy – do niższej natury tegoż. Manas ów tworzy nie tylko pole walki na czas życia ziemskiego, ale i w życiu pośmiertnym odkrywa jeszcze poważną rolę. Ze względu na zmieszanie w kama-manasie elementów śmiertelnych z nieśmiertelnymi zaproponuję następującą nieznaczną zmianę w naszym podziale siedmiu pryncypiów człowieka:

Atma (Duch pozostający w łączności z Absolutem)

Nieśmiertelne:Buddhi (duchowa dusza)

Manas wyższy (zawiera zapis karmiczny)

względnie

śmiertelny: Kama-Manas (lub Manas niższy):


Prana (siła życiowa, ciało eteryczne)

Śmiertelne: Linga Śarira (ciało astralne)

Sthula Śarira (ciało fizyczne)


Podobny podział znajdujemy także u niektórych pisarzy chrześcijańskich, którzy nauczają: Duch jest, dzięki swemu początkowi boskiemu, w swojej istocie najbardziej wewnętrznej nieśmiertelny; dusza natomiast posiada tę własność tylko względnie, tj. może osiągnąć nieśmiertelność przez połączenie się z Duchem; zaś ciało jest dzięki całej naturze swojej śmiertelne. Większość niedostatecznie poinformowanych „chrześcijan" dzieli człowieka tylko na dwie części: ciało, które przez śmierć rozkłada się, i coś, co śmierć przeżywa, a co nazywa się tu duszą, ówdzie duchem. Ta ostatnia klasyfikacja, o ile to w ogóle można nazwać podziałem, jest zupełnie niewystarczająca, jeżeli szukamy jakiegokolwiek rozumnego wyjaśnienia lub oświetlającej hipotezy co do zjawisk pośmiertnych. Natomiast przyjęcie podziału istoty ludzkiej na trzy elementy daje nam już daleko trafniejszy obraz jej całej natury, ale i ono nie wystarcza jeszcze do wyjaśnienia niektórych zjawisk. Jedynie podział na siedem elementów daje nam obraz zarówno odpowiadający rozumowi, jako też faktom, które mamy tu bliżej rozpatrzyć. Dlatego też każdy początkujący uczyni dobrze, zapoznając się z tym podziałem, chociażby wydał mu się nieco zbyt rozciągły. Wszakże, gdyby poświęcił studium swoje wyłącznie zbadaniu ciała i jego ruchów, musiałby pocić się nad przyswojeniem sobie jeszcze bardziej rozciągłej i daleko więcej wchodzącej w szczegóły klasyfikacji, niż ta, której tu od niego żądamy. Wtedy musiałby się zapoznać z różnicą pomiędzy muskułami a komórkami nerwowym i tak dalej, jak również z różnymi zdarzającymi się tu wariacjami, i gdyby chciał w nieświadomości swojej zbuntować się przeciw temu tak starannie i do najdrobniejszych szczegółów wypracowanemu systemowi, wytłumaczono by mu, że tylko na mocy tak dokładnego zbadania różnych części składowych ciała mogą być zrozumiane różnorodne i tak skomplikowane zjawiska działalności życiowej.

Jeden rodzaj komórek jest przeznaczony do karmienia ciała, inny zabezpiecza ruch, jeszcze inny umożliwia wydzielanie, et cetera, i jeżeliby nie każdy oddzielny rodzaj posiadał swoją własną nazwę, to powstałoby stąd okropne zamieszanie i niekończące się nieporozumienia, i funkcje fizyczne pozostałyby niezrozumiałe. Wobec długości drogi, jaka nam pozostaje jeszcze do odbycia, oszczędzi nam czasu i przyda jasności, jeżeli przede wszystkim przyswoimy sobie kilka wyrażeń technicznych; a że jasność konieczna jest zwłaszcza tam, gdzie chodzi o wyjaśnienie i zrozumienie skomplikowanych procesów pośmiertnych, czuję się przeto nawet zmuszona – wbrew mojemu dotychczasowemu zwyczajowi – od początku posługiwać się tymi wyrażeniami technicznymi; nie posiadamy bowiem dotychczas w naszym języku żadnych słów oddających wyczerpująco ich znaczenie, zaś używanie długich zwrotów objaśniających jest nie tylko nader uciążliwe, ale często ponadto niedostateczne.

Co do mnie, to uważam, że w sporach pomiędzy zwolennikami filozofii ezoterycznej a spirytystami, zawiniło przeważnie wynikające z nieścisłości sposobu wyrażania się niezrozumienie wzajemnych poglądów. Pewien wybitny spirytysta wyraził się niedawno z niecierpliwością, że nie pojmuje zupełnie, do czego mają być potrzebne dokładne definicje; co do niego, to rozumie on pod słowem „duch” wszystkie te części natury ludzkiej, które trwają po śmierci i nie należą do ciała. Idąc za tym przykładem, można by równie dobrze powiedzieć: ciało ludzkie składa się z kości i mięsa, zaś na pytanie: co to jest krew? – odpowiedzieć: „Pod krwią rozumiemy wszystko, co nie jest kością”.

Jasna definicja i ścisłe trzymanie się raz przyjętego określenia umożliwi nam przynajmniej wzajemne rozumienie się, a to jest przecież pierwszy krok do skutecznego porównania różnego rodzaju doświadczeń.

Ciało fizyczne

Ciało fizyczne podlega nieustannemu procesowi rozkładu i odnawiania. Najpierw tworzy się ono jako forma astralna w łonie matki, a następnie przez nieustanne przyciąganie nowej materii dopełnia bez przerwy swoją budowę. Podczas, gdy z jednej strony wypycha ono co chwila maleńkie molekuły, z drugiej – wchłania w siebie również co chwila takie molekuły. Wypływający strumień rozlewa się następnie po całym otoczeniu i służy do budowy nowych ciał różnego rodzaju, zarówno w świecie mineralnym, jak zwierzęcym i roślinnym, ba, nawet i ludzkim, bowiem podstawy fizyczne wszystkich tych istot są wszędzie jednakowe.

W Secret Doctrine Heleny Bławatskiej (tom I, s. 260 i 261)[26] czytamy:

W wyobrażeniu, iż powłoka ludzka składa się, podobnie do skalistej skorupy naszej ziemi, z niezliczonych „istot żyjących” nie ma dla prawdziwego mistyka nic odpychającego (...). Wiedza uczy nas, że żywy, jak i martwy, organizm ludzi i zwierząt roi się od setek rodzajów bakterii; że przez każdy oddech nasz jesteśmy zagrożeni wtargnięciem mikrobów z zewnątrz, podczas gdy we wnętrzu naszym zagraża nam cały szereg innych maleńkich żyjątek. Nauka poszła w nowszych czasach nawet tak daleko, że zgodnie z wiedzą okultystyczną twierdzi, iż zarówno ciała nasze, jak ciała zwierząt, roślin i kamieni składają się z takich żyjątek, które, z wyjątkiem gatunków większych, są tak drobne, że żaden mikroskop nie może ich odkryć. O ile chodzi tylko o zbadanie człowieka materialnego i zwierzęcego, nauka znajduje się na drodze do odkryć, które teorię tę potwierdzą w najszerszym zakresie. Chemia i fizjologia – oto dwaj wielcy czarodzieje przyszłości, których zadaniem jest otworzyć oczy ludzkie na poznanie wielkich prawd natury. Z każdym dniem identyczność pomiędzy zwierzęciem a człowiekiem, pomiędzy rośliną a człowiekiem, ba, nawet pomiędzy płazami i służącymi im za kryjówkę kamieniami a człowiekiem, stanie się jaśniejsza i wyraźniejsza. Z chwilą jednak odkrycia, że fizyczne i chemiczne składniki wszystkich tworów są identyczne, chemia może postawić dalsze twierdzenia, mianowicie, że nie ma różnicy pomiędzy materią, z której została wytworzona małpa, a materią człowieka. Nauka okultystyczna idzie wszakże jeszcze o wiele dalej, ucząc, że nie tylko składniki chemiczne są identyczne, ale te same nieskończenie małe, niewidzialne istnienia tworzą atomy, z których składa się zarówno materia gór jak i bratków, człowieka jak i mrówki, słonia jak i chroniącego go od słońca drzewa. Każda oddzielna cząsteczka – bez względu na to, czy przywykliśmy nazywać ją organiczną, czy nieorganiczną – jest ożywiona.

Te pojedyncze, niezależne od siebie istoty żyjące należą wszystkie do planu prany, albo ciała eterycznego i tworzą jako całość molekuły i komórki ciała fizycznego. Podczas całego życia fizycznego nieustannie wpływają one i wypływają, tworząc w ten sposób ciągły związek pomiędzy człowiekiem a jego otoczeniem.

Kierują nimi pewne istoty, zwane „ognistymi"[27], które zmuszają swoich podwładnych do wykonywania ich zadania, polegającego na budowaniu komórek ciała, i stoją na straży, aby wykonywano to dzieło harmonijnie i porządnie, w należnym poddaniu się wyższym przejawom życiowym w skomplikowanym organizmie, który nazywamy „człowiekiem”. Te „istoty ogniste” odpowiadają przez swoją działalność kontrolującą i organizującą w naszym planie Jedynemu Życiu w uniwersum; i z chwilą, gdy przestaną spełniać w ciele ludzkim to zadanie swoje, wtedy niższe istoty rozzuchwalają się, nadużywają swojej mocy i poczynają niszczyć organizm fizyczny, dotychczas spoisty.

Podczas życia cielesnego są one podzielone jak armia i kroczą w regularnym porządku pod zwierzchnią komendą generała, wykonują najróżniejsze ewolucje, idą krok w krok i poruszają się jak jedno ciało. Po śmierci wszakże stają się zdezorganizowanym, buntowniczym tłumem , który rzuca się to tu, to tam, albo wzajemnie na siebie; ani nie posiada wspólnego celu, ani też nie podlega wspólnej komendzie.

Ciało nigdy nie jest tak bardzo ożywione jak wtedy, kiedy jest martwe; ale jest ono wtedy ożywione tylko w swoich oddzielnych częściach, a martwe, jako całość; żywe – jako podrzędna gromada istotek, martwe – jako organizm.

W Isis unveilde pisze H. Bławatska:

Nauka rozpatruje człowieka jako agregat atomów, które są złączone na pewien czas przez tajemny węzeł, tzw. zasadę życiową. Dla materialisty nie ma pomiędzy ciałem martwym a żywym żadnej innej różnicy, jak tylko ta, że w ostatnim wypadku ta siła jest aktywna, w pierwszym zaś utajona. Jednakże, kiedy wygasła ona zupełnie, lub zupełnie wycofała się, wtedy molekuły ulegają wyższemu prawu przyciągania, które rozrywa je i rozprasza w przestrzeni. Otóż to rozproszenie jest właśnie tym, co nazywamy śmiercią, o ile w ogóle można nazywać śmiercią proces, przez który molekuły ciała martwego przejawiają dopiero naprawdę intensywną siłę życiową ... Elifas Levi powiada: Zmiana jest dowodem ruchu, a tylko ruch dowodzi życia. Trup nie rozłożyłby się, gdyby był martwy: natomiast wszystkie te molekuły, z których on jest złożony, są żywe i walczą, aby nawzajem oderwać się od siebie!

Kto czytał wydaną poprzednio przeze mnie książkę The seven principles of man, wie, że linga-śarira, albo ciało astralne, jest nośnikiem prany, albo zasady życiowej. Za pośrednictwem linga-śarira prana wykonuje, jak to było co dopiero wspomniane, tę czynność kierowniczą i porządkującą; zaś śmierć zawładnie tryumfalnie ciałem z chwilą, gdy linga-śarira oddzieli się od niego zupełnie i delikatny węzeł, który łączył je z ciałem fizycznym przerwie się. Jasnowidzący obserwowali ten przebieg rozłączenia i dokładnie go opisali. Tak na przykład Andrew Jakson Davis, wielki jasnowidz opisuje, jak sam obserwował oddzielanie się ciała eterycznego i twierdzi, że węzeł magnetyczny przerwał się dopiero mniej więcej w 36 godzin po śmierci pozornej. Inne osoby przebywające w transie opisywały w podobny sposób, jak widziały wydzielającą się ze zmarłego słabą fioletową mgłę, która stopniowo zagęszczała się w figurę, będącą sobowtórem osoby zmarłej i złączoną z nią przez jaśniejący węzeł. Przerwanie się tego węzła oznacza ustanie wszelkiego połączenia magnetycznego pomiędzy ciałem fizycznym a przeżywającymi je składnikami istoty ludzkiej; ciało wtedy jest uwolnione od człowieka, człowiek zaś jest pozbawiony ciała. Bezpośrednio po śmierci sześć jeszcze składników jego istoty pozostaje w połączeniu, podczas, gdy siódmy, sthula śarira, został porzucony, jak znoszone ubranie.

I, zaprawdę, śmierć jest rzeczywiście tylko powtarzającym się procesem rozbierania, albo odsłaniania. Część nieśmiertelna człowieka odrzuca kolejno wszystkie swoje osłony zewnętrzne – jak wąż swoją skórę, jak motyl kokon przechodząc stopniowo do coraz wyższego stanu i świadomości. Zostało wszakże stwierdzone przez fakty, że porzucenie ciała fizycznego i przebywanie pewnej istoty świadomej bądź w sobowtórze astralnym, bądź też nawet w jeszcze subtelniejszym ciele myślowym, może być dokonane już podczas życia ziemskiego, tak że człowiek może zapoznać się w ten sposób ze stanem bezcielesnym, przez co ten ostatni traci dlań wszelką grozę, która otacza zazwyczaj wszystko nieznane.

W ciele astralnym nie może się on wprawdzie oddalać zbyt daleko od ciała fizycznego, bowiem muszą one pozostawać ciągle połączone przez ten delikatny węzeł magnetyczny, którego zerwanie jest równoznaczne ze śmiercią. W każdym razie może on rozpoznać się, jako świadomą istotę, zamieszkującą tę powłokę astralną i znaleźć dla własnego zadowolenia dowód na to, że życie nie zależy od funkcji ciała fizycznego. Ale z chwilą, gdy nauczy się używać swego ciała myślowego, nie jest już zależny od oddalenia ciała materialnego i poznaje z całą świadomością niezależność inteligencji duchowej.

Jak mógłby człowiek, który w ten sposób odrzucił niejednokrotnie swoje ciało fizyczne i jego sobowtóra z subtelnej materii, oraz przekonał się przy tym, że przebieg ten nie sprowadza bynajmniej „nieświadomości”, ale przeciwnie wynika z niego daleko szerszy zakres swobody i wzmożona intensywność życia – jak mógłby człowiek taki żywić jeszcze obawę przed ostatecznym zupełnym odrzuceniem więzów i przed uwolnieniem swojej nieśmiertelnej duszy od tego, co poznał, jako „swoje więzienie w ciele i krwi”?

Takie pojęcie życia ludzkiego tworzy znaczną część filozofii ezoterycznej. Człowiek posiada przede wszystkim naturę boską, jest iskrą życia boskiego. Po oddzieleniu się od centralnego ognia, ten żywy płomień otacza się powłokami, które zamieszkuje, stając się triadą Atma-Buddhi-Manas, albo nieśmiertelną Jaźnią. Ta ostatnia wysyła ze swojej strony znowu promień, który otacza się grubszymi materiami: ciałem namiętności (albo elementami kamy, naturą namiętnościową), następne ciałem eterycznym i wreszcie – fizycznym. Przedtem wolna, nieśmiertelna, teraz wszakże zamknięta, osłonięta i uwięziona inteligencja może działać obecnie tylko z trudem i z przykrością poprzez otaczające ją powłoki; jednakże w swojej naturze właściwej pozostaje pomimo to wolnym ptakiem nieba; jej skrzydła są tylko związane i wstrzymane przez materię, w której chwilowo mieszka. Gdy tylko człowiek uświadomi sobie należycie swoją prawdziwą istotę, uczy się stopniowo otwierania drzwi swego więzienia i porzucania swojej celi. Najpierw musi się on nauczyć czucia się identycznym ze swoją trójcą nieśmiertelną, pokonywania swego ciała i jego namiętności i podnoszenia się do życia czystego, duchowego i moralnego. Wtedy dochodzi do przekonania, że pokonane ciało nie może go więzić; otwiera drzwi i wychodzi na słońce swego prawdziwego życia. A gdy później śmierć otworzy mu te wrota, to kraina, do której ma przejść teraz, nie jest mu już nieznana, gdyż już przedtem dobrowolnie po niej wędrował. Ale wreszcie wzbija się on do poznania tak ważnego faktu, że życie jest zupełnie niezależne od ciała i tego planu materialnego – że życie jest niczym innym, jak jego świadomym bytem nieśmiertelnym, i że krótkie okresy życia ziemskiego są tylko zupełnie znikomymi cząstkami jego świadomego istnienia, podczas których nawet, wskutek gniotących i gnących powłok, życie jego jest o wiele mniej intensywne. Tylko podczas takich pobytów w ciele fizycznym może on – z nielicznymi wyjątkami – utracić świadomość swego nieprzerwanego, ciągłego życia, ponieważ jest właśnie otoczony przez powłoki, które go do tego stopnia zaślepiają i łudzą przedstawiając mu jako rzeczywistość to, co jest tylko złudzeniem, co jest znikome na tyle, że zatraca on zupełnie wiedzę o prawdziwym stanie rzeczy.

Ponad uniwersum jest światło słoneczne; w czasie inkarnacji przechodzimy z niego w mrok życia cielesnego, podczas którego wzrok nasz jest przyćmiony. Ale wraz ze śmiercią występujemy znowu z ciemności naszego więzienia na słońce i zbliżamy się do jedynej Realności. Krótkie więc są okresy ziemskie, długie natomiast czasy blasku słonecznego; ale w naszym stanie zaślepienia nazywamy mrok „życiem” i uważamy go za byt prawdziwy, podczas gdy światło słoneczne nazywamy „śmiercią” i drżymy na myśl o nim. Giordano Bruno, jeden z najznakomitszych nauczycieli naszej filozofii z czasów średniowiecza, doskonale określił stosunek rzeczywisty pomiędzy człowiekiem a ciałem jego. 0 człowieku prawdziwym mówi on:

Będzie on do tego stopnia tkwił w swoim ciele, że najlepsza część jego jaźni nie przemówi w nim, a odnajdzie samego siebie, jeżeli przez niewzruszoną przysięgę tak całkowicie zwróci się do rzeczy boskich, że dla rzeczy ziemskich nie będzie już czuł ani miłości, ani nienawiści. Poznaje on Pana w sobie i wie, że nie jest ani sługą, ani niewolnikiem swego ciała, uważając je tylko za więzienie, w którym tęskni do wolności, za więzy, które hamują lot jego skrzydeł, za łańcuch, który krępuje jego ręce, za kij, który mu się plącze pod nogami, za welon, który mu wzrok przesłania. Nie może być on ani sługą, ani więźniem, ani zamkniętym, związanym, zmuszonym do bezczynności, ani też bałamuconym i ślepym; bowiem ciało, które on sam (dobrowolnie) opuszcza, nie może go do tego stopnia ujarzmić, aby ducha uważał poniekąd za świat cielesny; materia zaś pozostaje podwładna Bogu i prawom natury.

Z chwilą, gdy tylko osiągniemy taki pogląd na ciało i wywalczymy sobie wolność przez zwalczenie go, wtedy i śmierć traci dla nas całą grozę. Przez dotknięcie jej opada z nas ciało ziemskie jak ubranie, a my wznosimy się nienaruszeni i wolni.

Tę samą myśl tak wyraża Dr Franz Hartmann w artykule o paleniu zwłok:

Według poglądu nowszych uczonych człowiek jest udoskonaloną małpą. Ale według poglądu mędrców indyjskich, którzy zgadzają się tutaj z mistykami chrześcijańskimi, człowiek jest Bogiem, który na czas tego życia ziemskiego przez swoje skłonności ziemskie łączy się ze zwierzęciem (tj. ze swoją naturą zwierzęcą). Przebywający w człowieku Bóg daje mu mądrość; zwierzę wyposaża go w siłę. Podczas śmierci uwalnia się Bóg sam od człowieka, opuszczając ciało zwierzęce. Ponieważ zaś człowiek nosi w sobie tę świadomość boską, przeto jest jego zadaniem zwalczać w sobie zwierzęce żądze i przy pomocy zasady boskiej wznosić się ponad nie; zadanie, którego zwierzę nie może spełnić i którego przeto od niego także się nie żąda.

(Theosophical Sifting, tom III).

Człowiek – o ile używa się tego słowa w znaczeniu osobistości, w którym także jest ono użyte w drugiej części tego cytatu – jest tylko względnie nieśmiertelny; ale człowiek prawdziwy, boski, jest bezwzględnie nieśmiertelny i zbawia sam siebie, a z osobowości zabiera ze sobą tylko tyle, ile było potrzebne do połączenia się z Bóstwem.

Ciało, przedtem miejsce igrzysk dla niezliczonych istnień, które prana utrzymywała w porządku i posłuszeństwie, działając przez swój nośnik tj. linga śarira, poczyna wreszcie rozkładać się, to znaczy rozwiązywać, a z rozkładem komórek i molekuł jego oddzielne cząstki przechodzą w inne połączenia.

Jeżeli powrócimy znowu na ziemię, może się zdarzyć, iż zejdziemy się z jednym z tych niezliczonych istnień, które w dawniejszej inkarnacji gościły w naszym ówczesnym ciele; ale tu mamy do czynienia tylko z rozkładem ciała, którego okres życia zakończył się i które czeka los zupełnego rozkładu. Dla sthula śarira więc śmierć oznacza rozkład organizmu, albo zerwanie węzła, który wiele elementów połączył w jedność.

Ciało astralne

Linga śarira, albo sobowtór astralny, jest to cień ,,widmo” grubo-materialnego ciała ludzkiego. Cień ten jest niekiedy widoczny już za życia, w pobliżu ciała fizycznego, a jego wyjściu z ciała towarzyszy w zasadzie uczucie ciężkości w ciele fizycznym, albo także popadnięcie tegoż w stan półletargu. Ponieważ w ciągu życia ziemskiego jest on nośnikiem zasady życiowej, przeto wydalenie się jego z ciała daje się oczywiście zauważyć przez ustanie wszystkich funkcji życiowych, jeżeli nawet węzeł łączący te dwa ciała nie jest zupełnie przerwany. Zupełne zerwanie tegoż węzła oznacza, jak już wiemy, śmierć ciała.

Gdy linga śarira opuszcza ciało ostatecznie, to nie ulatuje natychmiast daleko od niego, ale w zasadzie unosi się nad zwłokami w sennym, spokojnym stanie świadomości, o ile nie mają miejsca zbyt porywcze wybuchy rozpaczy i zbyt wielkie zamieszanie w najbliższym otoczeniu co dopiero opuszczonego ciała. Na miejscu będzie tu uwaga, że w czasie stopniowego przebiegu śmierci, podczas którego linga śarira wydziela się z ciała, w pokoju zmarłego powinien panować największy spokój i panowanie nad sobą. Bowiem wtedy przed umierającym przesuwa się szybko, jakby w kalejdoskopie, raz jeszcze całe życie; jak to wiemy zresztą z opowiadań ludzi, którzy byli bliscy śmierci od utonięcia i popadli już w stan, w którym świadomość zanikła i puls zdawał się ustać. Pewien Mistrz (Adept) pisze o tym:

W ostatniej chwili pamięć nasza odzwierciedla raz jeszcze cale życie ze wszystkimi szczegółami, wydobywając z najtajniejszych kącików i skrytek obraz po obrazie, zdarzenie po zdarzeniu... Może się często zdarzać, że uważamy już człowieka za zmarłego, ale w chwili pomiędzy ostatnim uderzeniem pulsu, lub ostatnim drgnięciem jego serca, a wyjściem ostatniej iskry ciepła zwierzęcego, mózg nieustannie jeszcze myśli i ego przeżywa w tym krótkim okresie czasu raz jeszcze całe swoje życie. Mówcie przeto tylko szeptem – wy, którzy otaczacie łoże śmiertelne i znajdujecie się wobec majestatu śmierci. Zwłaszcza jednak cicho powinniście się zachowywać bezpośrednio po tym, gdy śmierć położyła swoją łagodną rękę na ciele; mówić tylko szeptem, powtarzam, aby nie przerywać spokojnego biegu myśli i nie przeszkadzać przeszłości w skrzętnym tkaniu welonu dla przyszłości.

(Man, fragments of forgotten history, 119-120).

W chwilach tych gromadzą się obrazy myślowe ubiegłego życia ziemskiego wokół ich twórcy i grupują się w całkowity obraz tego życia. Zostaje on następnie utrwalony w świetle astralnym. Najważniejsze skłonności, najsilniejsze kierunki myślowe wyciskają swój stempel na charakterze następnej inkarnacji i występują w tejże, jako cechy wrodzone. To rozważanie sumy doświadczeń życiowych, to przejście wspomnień karmicznych jest zbyt ważnym i poważnym przebiegiem, aby miał być zakłócany przez niewczesne lamenty krewnych i przyjaciół zmarłego.

H. P. Bławatska stwierdza: W poważnej chwili śmierci, także i przy nagłym nastąpieniu tejże – widzi każdy człowiek całkowity obraz swojego życia do najdrobniejszych szczegółów, przeciągający przed nim. Na krótki moment osoba jednoczy się z indywiduum, wszystko wiedzącym Ego. Ta krótka chwila wystarcza jednak, aby pokazać mu całą kolejność przyczyn, które działały podczas jego życia. Widzi teraz i poznaje siebie takim, jakim jest rzeczywiście, a nie już w łagodzącym blasku samo pochlebstwa i samo złudzenia. Widzi on cale życie swoje, jak ciągnie przed nim i patrzy na nie, niby widz na scenę, którą właśnie ma opuścić.

(Key to theosophy, 624)

Po tym szybko przeciągającym obrazie następuje u zwykłego człowieka wspomniany już senny, spokojny stan półświadomości, podczas którego sobowtór astralny okrąża jeszcze ciało, do którego kiedyś należał, a od którego obecnie zupełnie się oddzielił.

Sobowtór ten może być widziany przez domowników lub w sąsiedztwie, jeżeli myśl zmarłego zwróciła się z wielką intensywnością na jedną z osób pozostałych, albo – jeżeli duch jego został w ostatnich chwilach przez coś nader zaniepokojony, albo – jeżeli coś, co powinno było jeszcze stać się koniecznie, nie stało się, albo wreszcie – jeżeli spokój umierającego został zakłócony przez jakieś lokalne warunki. W takich, lub podobnych wypadkach, sobowtór może być widziany lub słyszany. Jeżeli jest widzialny, to przejawia wspomniany już senny stan półświadomy, zachowuje się milcząco; postać jego jest zatarta i na zadane pytania nie daje żadnej odpowiedzi.

Po pewnym okresie czasu wyższe składniki człowieka pozbywają się stopniowo także i powłoki linga śarira i zrzucają tę ostatnią z siebie również, jak niedawno zrzuciły grube ciało materialne. Po opuszczeniu tych dwu ciał, przy czym sobowtór astralny staje się podobnie do ciała fizycznego trupem, przechodzą wyższe zasady, jako istota składająca się z pięciu części w stan inny, wyższy. Natomiast skorupa astralna pozostaje w pobliżu trupa fizycznego i zaczynają się one rozkładać. Jasnowidzący mogą obserwować na cmentarzach takie upiory astralne, które raz są podobne do ciała zmarłego, to znów mają tylko postać fioletowych mgiełek, albo światełek. Jeden z moich przyjaciół widział raz takiego trupa astralnego w okropnym, odstraszającym stanie rozkładu – widok, który z pewnością nie należy do przyjemności jasnowidzenia! Proces rozkładu postępuje w obydwu ciałach równocześnie, aż całe ciało fizyczne z wyjątkiem szkieletu nie zgnije i cząsteczki jego nie przejdą do innych formacji.

Jedną z wielkich zalet kremacji – nie dotykając zupełnie strony sanitarnej – jest szybkie oddanie materialnych elementów ciała fizycznego, eterycznego i astralnego matce naturze, czego może dokonać właśnie tylko samo spalenie zwłok. Zamiast powolnego, stopniowego rozkładu, następuje szybkie zniszczenie i nie pozostają żadne resztki fizyczne, eteryczne lub astralne, które mogą w planie fizycznym, bądź też astralnym szkodzić.

Także i ciało astralne może po swojej śmierci być na krótki czas do pewnego stopnia ożywione. W dziele swoim Die weisse und schwarze Magie III, 109–10, pisze Dr Fr. Hartmann:

Świeży jeszcze trup zmarłego nagle człowieka może być przez zastosowanie galwanizmu przywrócony do czegoś w rodzaju pozornego życia. W podobny sposób może być także trup astralny człowieka sztucznie ożywiony, jeżeli przeniesie się nań część zasady życiowej medium. Jeżeli ma się do czynienia z trupem osobistości, która była obdarzona wybitnymi siłami duchowymi, to może on także mówić bardzo rozumnie; jeżeli natomiast ma się do czynienia z głupcem, to będzie on także mówić tylko głupstwa; bowiem dzieje się tu jak z katarynką, która – jeżeli ją się nakręci – gra to, na co jest nastawiona.

Ta szkodliwa procedura może dokonywać się tylko w pobliżu zwłok i tylko w czasie krótkiego okresu pośmiertnego; posiadamy wiadomości o wypadkach podobnego galwanizowania trupów astralnych na grobie zmarłego. Nie potrzeba chyba dodawać, że czyn podobny należy bezwarunkowo do dziedziny czarnej magii i jako taki zasługuje na stanowcze potępienie.

Zwłoki astralne należy, również jak i fizyczne – o ile nie uległy przez spalenie szybkiemu zniszczeniu – pozostawić nie zakłócając ich ponurego spokoju; wszelkie zaś zakłócanie tego spokoju jest awanturniczym nadużyciem!



1

Tj. niewidzialny (przyp. tłumacza).

2

Świat Tajemny, A. P. Sinnett'a s. 92.; cytat pochodzi z wydania angielskiego; por. też polskie tłumaczenie: A.P. Sinnet, Świat Tajemny. Wiedza transcendentalna na Wschodzie. Przekład i przedmowa Z. Skorobohata-Stankiewicz, Warszawa 1996, s. 80.

3

'Mistrz K.H., Mistrz Kuthumi (Kont Homi Lal Sing) - jeden z inicjatorów założenia Towarzystwa Teozoficznego. W drugim dziale Hierarchii, prowadzącym nauczanie Świata(religia, lecznictwo, oświata), kierowanym przez Jezusa, Adept Kuthumi był Czochanem Drugiego Promienia Boskiej Iluminacji, najważniejszym wykonawcą, bezpośrednio odpowiedzialnym przed Jezusem. Obecnie wraz z Jezusem służy w urzędzie Nauczyciela Świata. Mahatma Kuthumi ma swe siedziby na planie eterycznym w Szigatse (Tybet) i w Kaszmirze (Indie). Jest głową zakonu Braci Złotej Szaty, tj. istot oddanych płomieniowi mądrości oraz Hierarchą Katedry Natury w Kaszmirze, gdzie nad jednym z ogrodów sąsiadujących z jeziorem Kaszmir, na planie eterycznym ma swą siedzibę. Najważniejsze zadanie Mistrza K.H. stanowi pobudzenie miłości utajonej w sercach wszystkich ludzi i budzenie w nich świadomości powszechnego braterstwa. Stara się on też uzyskać wpływ na społeczności i Kościoły chrześcijańskie, na ruchy filantropijne oraz wielkie kierunki filozoficzne (myślowe). W jednej ze swych siedzib w Szigatse, w Tybecie, za pomocą świętej muzyki granej na organach podciąga dusze ze sfer astralnych do eterycznych siedzib Braterstwa. Ma bardzo szeroki zakres wiedzy. W jego bibliotece w Himalajach znajduje się znaczna liczba współczesnych wydawnictw z różnych krajów. Podobnie jak Mistrz Morja, Mistrz Kuthumi jest znaną postacią dla mieszkańców Szigatse, odległej wioski w Himalajach. Poprzednie inkarnacje: faraon Totmes III, Pitagoras, Baltazar(jeden z trzech Mędrców), Franciszek z Asyżu, władca Indii Szach Dżahan.


4

A. Besant: The Seven Principles of Man and Karma, 1892.

5

A. P Sinnett, Świat Tajemny, str. 103 (wydanie angielskie); por. cytowane wydanie polskie, s. 89-90.

6

Lucifer, October 1892, art. Life and Death.

7

Słowa w dół i w górę są dość bałamutne; wszystkie plany oczywiście przenikają się wzajemnie - przypis Autorki.

8

Secret Doctrine, I. 157-159.; zob. też ostatnie polskie wydanie: H. P. Bławatska, Doktryna Tajemna, T. 1. Ewolucja kosmiczna, Warszawa 1995, s. 155 i n. (stanca czwarta Księgi Dzyan).

9

Tamże, stanca I. Księgi Dzyan, s. 77; cyt. wyd. polskie, s. 81.

10

Patrz: Birth and Evolution of the Soul (Narodzenie i ewolucja Duszy).

11

Patrz: C. W. Leadbeater: The astral Plane, s. 45, 46.

12

Tamże, s. 86.

13

Imię mistyczne, wiele mówiące studiującemu, który rozumie rolę Soma w niektórych misteriach starożytnych - przypis Autorki,

14

Dawniej zwany Linga Śarira; nazwa, która dawała powód do wielu nieporozumień - przypis Autorki.

15

Secret Doctrine, I. 153; cyt. wyd. polskie, s. 187 - 188.

16

Tamże, s. 156-157; cyt. wyd. polskie, s. 156 - 157.

17

Tamże, s. 151; cyt. wyd. polskie, s. l 79-180 i 185.

18

Secret Doctrine I, s. 147; cyt. wyd. polskie. s. 179 - l 80.

19

On the Mysteries, IV 4. Patrz s. 209 i 210 angielskiego tłumaczenia Thomasa Taylora.

20

Bhagawadgita, III. 19.

21

Bhagawadgita, IV. 19-23.

22

Bhagawadgita, III. 25-26.

23

Secret Doctrine, I. 148,149; cyt. wyd. polskie, s.181–182.

25

Chodzi o magnetyczny fluid życiowy, który K. von Reichenbach określił jako „od”.

26

Cytat pochodzi z wydania w języku angielskim.

27

Chodzi o ogniste zasady duszy, tzw. „salamandry".

28

Cytat pochodzi z wydania w języku angielskim; por. też ostatnie wydanie polskie: H.P. Bławatska, Klucz do teozofii. Przekł. W. Dynowska, T. 2, Warszawa 1996, s. 24.


home | my bookshelf | | Karma |     цвет текста   цвет фона   размер шрифта   сохранить книгу

Текст книги загружен, загружаются изображения



Оцените эту книгу