home | login | register | DMCA | contacts | help |      
mobile | donate |

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z


my bookshelf | genres | recommend | rating of books | rating of authors | reviews | new | | collections | | | add
fantasy
space fantasy
fantasy is horrors
heroic
prose
  military
  child
  russian
detective
  action
  child
  ironical
  historical
  political
western
adventure
adventure (child)
child's stories
love
religion
antique
Scientific literature
biography
business
home pets
animals
art
history
computers
linguistics
mathematics
religion
home_garden
sport
technique
publicism
philosophy
chemistry
close

- advertisement



XVIII

Przez caly tydzie'n Rena nie wychodzila poza pr'og swego mieszkania, popadlszy nagle w jaka's chorobliwa apatje. Kilkakrotnie odwiedzal ja Kaswin. Znosila jego obecno's'c do's'c laskawie nie pozwalajac mu wszakze na dawne poufalo'sci. W og'ole zmienila sie zupelnie. Zaniedbala sie nawet w stroju i w ge'scie. Robila wrazenie kogo's kto sie juz niczego nie spodziewa.

Kazala Kaswinowi opowiada'c sobie jego dawne afery milosne, sluchajac pilnie, jakby robila jakie's studja On, uszcze'sliwiony, dosiadal swego konika z zapalem, kt'ory ozywia zwykle mlokos'ow, opowiadajacych o swoich erotycznych pr'obach i poczatkach. Podawal je w formie powiekszonej, robiac z prostych, zwyczajnych, mlodzie'nczych przyg'od, jakie's dramaty lub farsy o pewnem uczuciu. Przerywala mu czesto niecierpliwie.

Nie blaguj! m'owila, umiejac juz orjentowa'c sie w sferze milosnych prawdopodobie'nstw.

Czasem zn'ow pytala z jaka's namietna ciekawo'scia:

Czy wszyscy mezczy'zni tak?

Odpowiadal jej, przybierajac mine subtelna:

O! Nie! Ja w tych wypadkach jestem zupelnie indywidualny. Tak mi m'owily te, kt'ore mnie kochaly.

Patrzyla na niego z nieokre'slonym wyrazem twarzy. Bylo to pomieszanie jakby wstretu i zarazem smutku.

Mimo to pozostawiala w jego dloniach swe rece, kt'ore rozpalaly sie mimowoli od dotkniecia jego niewprawnych, mlodzie'nczych palc'ow. Czynila to, jakby w potakiwaniu przyjaznego zespolu, przekonania siebie samej, ze jest kto's, na kim w danej chwili przyja'znie oprze'c sie bedzie mogla. I wszystkiemi 'srodkami starala sie wla'snie nada'c swemu stosunkowi do Kaswina ceche czystej przyja'zni. Lezac na otomance, z oczyma przymknietemi, wysluchiwala cierpliwie, po raz dziesiaty jego opowie'sci o milo'sci jego z szansonetka rosyjska, kt'ora w Bristolu caly miesiac wyla niemozliwym a podejrzanym glosem, rozdzierajace, melancholijne pie'sni.

Byla to bogata, niepospolita. Powiadam, Renusiu, bujna i zywiolowa. Troche pila ale to, aby nie pamieta'c o swoich nieszcze'sciach. Byla bardzo nieszcze'sliwa C'orka generala Co? Nie wierzysz? Jak Boga kocham! Sama mi to powiedziala, a przytem tak sie sklela, po swojemu, ze az mi wlosy stanely Zycie jej dwa razy uratowalem.

?

Tak! Odebralem jej dwa razy ogromny pistolet, z kt'orym wszedzie na wystepy je'zdzila. M'owila, ze to po ojcu, generale. Przemoca wydzieralem jej te bro'n z reki.

Zapewne dzialo sie to wtedy, gdy owa interesujaca dama sie upila!

Kaswin az podni'osl rece w g'ore.

Renusiu! Jeste's niesprawiedliwa! Jako kobieta powinna's odczu'c nieszcze'scie drugiej kobiety.

Rena az zarumienila sie z gniewu.

Takie co's, z Bristolu nie jest dla mnie kobieta! krzyknela po dawnemu.

Lecz Kaswin upieral sie przy swojem.

Jest kobieta i to jaka!

Az mu sie oczy za'swiecily na wspomnienie tej jako'sci.

Tylko takie kobiety umieja kocha'c.

Winszuje. Milo's'c za pieniadze.

Ona mnie kochala.

Za ile?

Dla mnie samego.

'Slicznie! A wiec amant de coeur szanse z Bristolu!

Kaswin sie naszczurzyl.

No zawsze wydalem podczas pieciu tygodni czterysta koron.

Rena az sie tarzala ze 'smiechu po szezlagu.

B'oj sie Boga! Co za suma!

Zmieszal sie.

No dla mnie bardzo duzo Papa m'oj daje mi bardzo malo, a pensja w namiestnictwie, c'oz to znaczy? Zreszta, ona tych pieniedzy nie brala dla siebie.

O! Dla Alfonsa.

Wcale nie. Dla 'slepej matki. Matka jej mieszka w Samarkandzie.

Nagle Rena 'smia'c sie przestala.

Jaki's ty glupi! wyrzekla z pewnem uwielbieniem. Byle dziewka

O! Ona byla wdowa i baronowa. Nazywala sie na afiszu Smirnoff, a wla'sciwie Van Depp. Maz jej strzelil sobie w leb na trzeci dzie'n po 'slubie. Miala przy sobie rewolwer, kt'orym sie zastrzelil.

Alez to byl arsenal wedrujacy ta dama!

Darowala mi ten rewolwer zawsze go mam przy sobie

Wyjal z kieszeni maly, brzydki rewolwerek.

Rena rzucila sie nerwowo.

Schowaj to szkaradztwo!

Alez nie b'oj sie, Renusiu!

Zadziwil sie. Byla nagle blada. Dyszala ciezko.

Czego sie boisz? Ja umiem z bronia sie obchodzi'c.

Nie ciebie sie boje

?

Siebie!

Upadla na sofe i lezala nieruchomo, patrzac w sufit martwemi oczyma.

Schowal rewolwer do kieszeni.

Ona do tinglu z rozpaczy za mezem wstapila zaczal znowu.

Lecz przerwala mu gniewnie:

Cicho!

Po chwilowem milczeniu padl jej glos, ale jakby innej, drugiej, nieznanej kobiety.

Ty powiedz! Ile ja jestem na pieniadze warta?

?

No tak! Gdybym chciala soba frymarczy'c, jak taka Van Depp ile moglabym zada'c za jedna noc?

Az osunal sie na kleczki przed nia.

Renusiu co ty!

Odpowiadaj! Otaksuj!

Podniosla sie na szezlagu, podala naprz'od piersi, wyprezyla cialo. Byla gibka, smukla, ciekawa. Glowa jej, anielsko piekna, wabila wyrazem cichej, skrytej rozpusty. Przez firanke rzes blyszczaly dawne blaski oczu.

Zlozyl rece jak do modlitwy.

Renusiu! Ty jeste's bez ceny!

Tak! To wiadomo! Ale przeciez oce'n! Po swojemu, po mesku

Ja nie wiem ja

Skrzywila usta.

Tak! Prawda! Kochasz sie we mnie, wiec jeste's za'slepiony! Ale kto's inny, obcy naprzyklad taki ot Halski

'Smiala sie bole'snie, nerwowo.

Kaswin szarpnal sie.

Taki Halski jest zgnily na punkcie kobiet. Onby cie nawet nie potrafil oceni'c, Renusiu On potrzebuje innego rodzaju kobiety.

Opadla zn'ow na poduszki.

Tak? wyrzekla przeciagle. Tak? Wiec gdyby Halski mnie nie chcial, to jedynie dlatego, ze nie jestem jego typem?

Jedynie!

Zaiskrzyla sie naglym gniewem.

Osiol jeste's! krzyknela z pasja. Jezeli Halski nie stara sie wszelkiemi silami mnie pozyska'c, to jedynie dlatego, ze chce mnie mie'c na oltarzu

Na czem?

Na oltarzu, jako kobiete niedo'scigla, a wiec doskonala, inna, niz wszystkie.

Lecz Kaswin uparcie potrzasal glowa.

On miesiac temu twierdzil, ze kobiety cnotliwsze sa najcze'sciej 'zle zbudowane.

Teraz tego nie m'owi.

Owszem. Wczoraj widzialem go z Weychertowa w cukierni. M'owil, ze takie kobiety sa po prostu kaleki.

Kobiety cnotliwe?

Tak!

Wczoraj to m'owil?

Wczoraj.

Wyprostowala sie jak struna na miekkiem podlozu sofy. Zarzucila rece na tyl glowy. Nagle pociemniala jej cera, usta zacisnely sie, nozdrza zamknely.

Lezala tak dluga chwile. Wreszcie odetchnela ciezko, jakby wychodzac ze snu przykrego. P'olglosem wyrzekla:

M'owmy o czem innem!


| Kobieta bez skazy | c