home | login | register | DMCA | contacts | help |      
mobile | donate |

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z


my bookshelf | genres | recommend | rating of books | rating of authors | reviews | new | | collections | | | add
fantasy
space fantasy
fantasy is horrors
heroic
prose
  military
  child
  russian
detective
  action
  child
  ironical
  historical
  political
western
adventure
adventure (child)
child's stories
love
religion
antique
Scientific literature
biography
business
home pets
animals
art
history
computers
linguistics
mathematics
religion
home_garden
sport
technique
publicism
philosophy
chemistry
close

- advertisement



List jedynasty

Zn'ow mnie karcisz w swym li'scie. Piszesz, ze raczej czeka'c winnam na owego zbawce w postaci przyszlego malzonka z rezygnacya cicha i spokojna panienek bezposaznych i majacych malo nadziei. Tak zapewne. Ale owe panienki maja wiecej odemnie czasu, a przytem moze nie przesunely sie nigdy przed ich ja'znia pojecia troche gorace, wym'owione ustami takich Halskich, o namietnym rysunku ust.

Kazesz mi, aby i nadal moje sprawy odnosily sie do drobnych jeno afektacyj, jak mawial mily Kardynal Laute. Widocznie masz przekonanie, ze drobne strumyki wytworza rwacy potok. Widze, jak przerazona podchodzisz z tym listem do 'swiatla. Sadzisz, ze przeczytale's blednie jakie's slowa odnoszace sie do mnie. Uspok'oj sie, mila, to tylko taki wieczorny u'smiech w strone rzeczy niedozwolonych, maly, ledwo zaznaczony Kratzfuss ku temu, co mnie ani ciagnie, ani porywa ale moze, moze za-cie-ka-wia.

Voil`a tout.

Zreszta winien tej ciekawo'sci Halski. Wszak on kiedy's pial hymny na cze's'c namietno'sci, twierdzac, iz ona jedna jest zajmujaca, poniewaz w niej sa rzeczy nieprzewidziane. Nie my'slalam o tem, przelecialo to mimo mnie, jak tysiace jego sl'ow w tym rodzaju, lecz widocznie pozostalo w mej pod'swiadomo'sci. Bo nagle dzi's dzie'n caly mam przymusowo w umy'sle to slowo zakazane i mnie i tobie.

Namietno's'c

Zaczne wiec o czem innem.

Dzi's dostalam od krawcowej nowa bluze czarna z wielce ciekawa wkladka z cieniuchnego tiulu. Powiadam ci, gors, rece, ramiona nagie. Cudowna mamy wreszcie okazje nie chowania 'swiatla pod korcem i nalezy z niej korzysta'c. C'oz? Kiedy krawcowe maja manje rozr'oznia'c i oto moja podlozyla mi przyzwoitke z czarnej tafty, bardzo niesympatyczna. Ale od czegoz nozyczki? Szybko puszczono je w ruch i powstala ze mnie bardzo urocza madame Recamier na czarno, podczas gdy kochanka Chateaubriand'a byla na bialo. Ona takze byla sans reproche, jak ongi Bayard, tylko na innem terytorjum. A wiec je'sli ujawniano te cze's'c wdziek'ow za czas'ow Napoleona, dlaczeg'oz nie mozna za czas'ow prezydenta Neumana? Wyszlam tedy na ulice, niosac przed soba z niedbalym wdziekiem to, co Salomon nazywal:

Sarneczki dwie bli'znie.

W liliowym co pasa sie lesie

Akcentowalam jeszcze ich piekno's'c, rzucajac o'swietlenie purpurowej parasolki, przez kt'ora kr'olewsko przelewalo sie slo'nce. Lecz c'oz! Miasto wymarle, puste, slomianych wdowc'ow garstka po biurach.

Slowem rozpacz.

Nalezalo jednak komu's zaprezentowa'c pie's'n nad pie'sniami za tiulowa zaslona i za to chyba mnie gani'c nie bedziesz. Prawda? To jest pragnienie zupelnie w mojem polozeniu sluszne. Pomy'slalam: zaj's'c do Namiestnictwa, odszuka'c Alego, uda'c jaka's wazna sprawe, narobi'c rumoru miedzy nadetemi, a bardzo szczudlowatemi ekscellencjami, ale dalam spok'oj. Nienawidze biurokracji, nawet jako przedmiotu chwilowej rozrywki. Pozostal mi wiec adwokacina.

Z szumem (bo ja nie pozbede sie nigdy denerwujacego szumu jedwabnych dessous), wtargnelam do kancelarji. Pil wla'snie wode sodowa i przykladal sobie do skroni chustke, zmoczona w tejze wodzie. Na biurku przybyly dwie fotografie zony, jedna szkaradniejsza od drugiej. Szczeg'olna byla jedna z niech, profilem ujawniajaca nadzwyczajny, kaczy nos tej damy. Natychmiast narzucilam sie na nia z zarloczno'scia wampira. Zaczelam podkre'sla'c piekno's'c drobnego, klasycznego noska. Czynilam to z najniewinniejsza minka. On potakiwal, lecz widzialam, ze wrzal caly checia wydarcia mi nosatej fotografji z reki. Rzucilam slowa uwielbienia i jakby zalu z powodu tej wielkiej milo'sci, jaka widze w nim dla niej, a w niej prawdopodobnie dla niego. I przytoczylam z djabelskim u'smiechem (tak na lewo, wiesz) djabelski artykul z kodeksu milosnego z XII-go wieku:

Malze'nstwo nie jest wym'owka dostateczna przeciw milo'sci.

Sklonil sie w milczeniu i zerknal w strone domowego telefonu, jakby lekal sie, by stamtad kto's nie poslyszal tej, napoz'or niewinnej, ale troszke podejrzanej rozmowy.

Bo niezaprzeczenie c'est le ton i t. d., a wla'snie ja usilowalam zastosowa'c ten ton do pie'sni nad pie'sniami, kt'ore w goracu przybieraly pod czarnym tiulem 'sliczna barwe r'ozowa, jakby kto's przed mleczna kula za'swiecil nocna veilleuse'e.

I nagle stala sie rzecz niespodziewana.

Oto adwokacina zdobyl sie na jaki's krok, zbyt szybki, wedlug mnie. Z cala atencja oznajmil mi, iz ma zamiar by'c u mnie w tych dniach ze swoja malzonka

Schwycilam sposobno's'c w lot za wlosy. Upieklam przy jednym ogniu dwie kuropatwy. Pierwsza to nieche'c do nudnej i bezpozytecznej znajomo'sci. Blyskawica przebieglam korzy'sci z zawiazania stosunku z tym domem. Mlode malze'nstwo nie przyjmuje nikogo z mezczyzn solidnych i wog'ole zadnych. Po c'oz mi wiec traci'c czas i nerwy?

Dalej druga kuropatwa rzucenie wielkiego niepokoju pod doskonalym pretekstem w serce adwokaciny.

Gdy wiec poslyszalam pelen szacunku anons wizyty, drgnelam cala i przygryzlam usta.

Przez chwile nic nie odpowiadalam, tylko wbilam po swojemu oczy w syfon z woda sodowa i siedzialam tak, jakby martwa. Wreszcie odpowiedzialam cicho:

Nie nie

Adwokacina zadziwil sie ta cala afera.

Co nie?

To co pan m'owil przed chwila.

Lecz on tak zdebial, ze juz zapomnial.

Co ja m'owilem?

Ta wizyta

Nasza?

Tak.

Moja i Stasi to jest zony.

Tak wla'snie.

Dlaczego?

Bo

Wzrok jeszcze wiecej w syfon wbity.

Rece kurczowo zaciskaja ramiona fotelu.

Bo zony pana

M'owie bezbarwnie, matowo umy'slnie, aby wywolywa'c zapytania.

Bo mej zony? Nie rozumiem!

A!

Wiec?

Pan duzo rzeczy nie rozumie i nie rozumial

Adwokacina zaczyna rozumie'c, cho'c tepo.

Na Boga co pani co

Kreci medalion u la'ncuszka od zegarka, w kt'orym to medalionie tkwi pewnie trzydziesta pierwsza fotografia zony

Ja'sniej tlumaczy'c sie nie bede.

!

Nie nalegaj pan

(Nie nalega wcale. Zapada w jakie's oglupienie).

Nie nalegaj pan! Zbyt wiele powiedzialam Nie powinnam byla Ale czasem sa takie chwile, ze i duma opuszcza i sil brak

(Oglupienie przechodzi we wzruszenie. Widze to, bo wasiki migaja, a oczka maleja. Ja bawie sie cudownie).

Wreszcie on hazarduje.

Blagam pania, niech sie pani uspokoi.

(Jestem tak rozbawiona, ze zapomnialam zupelnie, ze powinnam by'c wzruszona w wysokim stopniu, biedactwo jednak widzi moje wzburzenie przez fale wlasnego zaniepokojenia).

Wzruszam sie tedy.

To nic to nic to przejdzie. Niech pan nie zwaza Tylko widzi pan ta my'sl, ze pan zaraz chce mnie wprowadzi'c w towarzystwo zony swojej kobiety, kt'ora bezwiednie zrobila mi tyle zlego

To juz cios moze zbyt silny lekam sie o to, wiec porywam sie, chwytam parasolke, zaluje w my'sli, ze w pokoju nie moge pu'sci'c na siebie czerwonego o'swietlenia, i bez podania reki kieruje sie ku wyj'sciu.

On drepcze za mna.

Pani! Pani Reno? prosze ja nie wiedzialem.

Namy'slam sie, czy nie mam gdzie w zapasie jakiego efektownego slowa na wyj'scie, ale jako's pusto mi pod czaszka z powodu upalu. Wiec tylko czynie doskonaly gest reka i nie odwracajac sie, gine za drzwiami wyj'sciowemi, jakby cie'n!

A tam w kancelarji, przepojonej zapachem mojej kombinacji i mnie samej, przed syfonem wody sodowej siedzi adwokacina zdenerwowany, podrazniony, niepewny, z maluchnym robaczkiem w sercu, kt'ory powoli da Pan B'og zamieni sie w psychiczna rane, a ta rozpocznie wysyla'c na wszystkie strony swe zatrute promienie

Bardzo to bedzie zabawne.

Ale to dopiero w przyszlo'sci! Tymczasem na dzi's, co's fatalnego. Wracajac przyznaje ci sie bylam tak jako's podniecona scena u adwokaciny, iz czulam sie bardzo en beaut'e. Wsiadlam do tramwaju, bo dorozki nie bylo w poblizu. Zrobilam maluchne wrazenie na jednej Dulskiej, kt'ora wla'snie zajeta byla kopertowaniem okien i wpychaniem do usz'ow kleb'ow waty, i na kilku mezczyznach i jednym podrostku. R'owniez i motorowy porozumiewawczo spojrzal na konduktora, co mi dalo pozna'c, iz moje arystokratyczne piekno potrafi by'c ocenione przez wszystkie warstwy spolecze'nstwa. Ulokowalam sie jak najdalej od Dulskiej, a najblizej przystojnego mezczyzny, w troche 'zle wyprasowanym garniturze z surowego jedwabiu. Usiadlszy, naszumialam sie dosy'c tafta, nadzwonilam brelokami, wreszcie zaczelam blyszcze'c oczami, co jest moja specjalno'scia. Natychmiast pan w garniturze z surowego jedwabiu odpowiedzial mi r'ownem zablyszczeniem 'zrenic. Byly wielkie, siwe, cudownie oprawne tak zwane 'swi'nskie. Nie ucieklam z mojemi, przeciwnie, bardzo zachecajaco skrzyzowalam szpady. Zapanowala fluidyczna wymiana i ta zaczynala szybko wzrasta'c ze wzgledu na kr'otko's'c przestrzeni i czasu

A teraz zaslo'n oczy, o matko dwojga nieletnich dzieci!

Bo jakby torpeda, nogi mej, obutej tak czarujaco w 'sliczny lakierek Louis XV., dotknela noga, obuta w do's'c ladny i zgrabny, acz troche d'emod'e but z jasnoz'oltej sk'ory.

I dziw

Jakby nie bylo ani lakieru, ani sk'ory nic, tylko dwie bose stopy, rozpalone i drzace.

Tak, Helu! Tak, nie usunelam swej nogi. Analizowalam te senzacje, kt'orej nie moglam nigdy przeciez odczu'c w zwyczajnym trybie mego zycia. Znasz moje zasady i wiesz, ze nigdy nie dozwolilabym na podobne zblizenie ani Halskiemu, ani Alemu, ani nikomu z tych, kt'orzy mi ont fait, albo font la cour. Ale tu ten czlowiek nieznany, obcy, kt'ory nie mial nawet prawa przypuszcza'c, iz ja czynie to z cala wiedza i umy'slnie

Zreszta nie lekaj sie. Nasyciwszy sie wrazeniem, a czujac, ze zblizamy sie do stacji, na kt'orej musze wysia's'c, usunelam nagle noge, jakby budzac sie z glebokiego zamy'slenia.

I powiedzialam:

A! Przepraszam!

Z tak 'slicznem zaklopotaniem, ze i on cofnal sie i powiedzial jak echo:

A przepraszam!

Potem siedzialam zimna i obojetna, z przygaslemi oczyma, gdyz naprawde lekalam sie, aby nie pomy'slal sobie B'og wie co.

Ale la sensation 'etait tr`es agr'eable. Bede cze'sciej je'zdzi'c tramwajem.

Twoja

Rena

P. S. I wiesz co? Oto przez caly czas owej senzacji my'slalam zgadnij o Halskim. No, tak! Jestem szczera. O Halskim!

To dziwne.


List dziesi aty | Kobieta bez skazy | List dwunasty