home | login | register | DMCA | contacts | help |      
mobile | donate |

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z


my bookshelf | genres | recommend | rating of books | rating of authors | reviews | new | | collections | | | add
fantasy
space fantasy
fantasy is horrors
heroic
prose
  military
  child
  russian
detective
  action
  child
  ironical
  historical
  political
western
adventure
adventure (child)
child's stories
love
religion
antique
Scientific literature
biography
business
home pets
animals
art
history
computers
linguistics
mathematics
religion
home_garden
sport
technique
publicism
philosophy
chemistry
close

- advertisement



List pierwszy

no! musze przyzna'c, ze troszke to nieprzyjemniejsze, niz sadzilam. Wyobra'z sobie, idac tu, zdawalo mi sie, ze jestem heroina romansu. Niewielkiego. Ot une passionette z podlozem rozwodowem. A tu moge powiedzie'c farsa, nawet nie tragifarsa, i nie `a la Dulscy. Inny genre zupelnie. Niby jakie's wiwisekcje duchowe i w gruncie rzeczy puszczanie baniek. Tylko bez teczowych afer. Ot na szaro. Ile pani ma lat? Krece sie. Co's marmoce. Czy zauwazyla's, Helu, ze kobieta zawsze sie swoich lat wstydzi. Albo ze ma az tyle, albo ze ma dopiero tyle Zawsze. Do's'c, ze i ja nie moglam wyksztusi'c tej mojej trzydziestki. A przeciez wla'sciwie o c'oz mi chodzilo? Trzech ksiezy i jeden podksiadz. No tak, Helo podksiadz taki mlodziutki, nawet do's'c naiwny co's ze studencika. Pochylony nad masa papier'ow, pisze i pisze czasem tylko (ale bardzo rzadko) podnosi na mnie swe szafirowe, troche smutne oczy. I szybko, je'sli spotka sie z moim wzrokiem (robie to bardzo od niechcenia i zrecznie), przenosi oczy na otwarte szeroko okno, przez kt'ore wida'c 'sliczny szmat ogrodu, z bajecznemi bukietami akacji. Niby to 'sledzi wtedy muchy, ta'nczace w strudze zachodzacego slo'nca, ale ja wiem, Helu! To biedactwo odpoczywa po glebi moich dw'och niezmierzonych staw'ow A jakze.

Ach! Helu!.. Helu!.. Dwa dni trwaja juz te moje przesluchiwania rozwodowe. Jeszcze mam przed soba drugie dwa. Codzie'n biore inna suknie i przedstaw sobie, jak dobrze wyznawa'c te nasza maksyme. Najuczciwsza kobieta powinna by'c zawsze pod bronia.

To jest les dessous irreprochables Bo nie wiesz dnia, ani godziny

Ach! Zart na strone. M'owi sie tu n. p. o tramwaju. Wysiadasz, tramwaj rusza. Padasz. O kola zaplatuje sie suknia. Jeste's wleczona kilkana'scie krok'ow w oczach p. t. publiczno'sci. Pierwsza my'sl jakie mam dessous? Dopiero druga: co mi tam polamia? Ale ta pierwsza dominanta. A wiec je'sli koronki, batysty, tafty i t. d. maja nieposzlakowane piekno mozemy odda'c sie z wdziekiem i beztroska wleczeniu po szynach w oczach rozentuzjazmowanych przechodni'ow. Lecz je'sli nosimy podwiazki pod kolanami, o Helo! Co za cios! Czy taka kobieta moze marzy'c o wzbudzeniu idealnych uczu'c je'sli jej wielbiciel odkryl u niej podwiazki pod kolanami, lub dessous, ozdobione szydelkowym tiulikiem (!). Powiesz przypadek! Hm! tak ale, Helu, my, kobiety uczciwe, mozemy tylko liczy'c na przypadki, pozwalajace nam ujawni'c, jak w blyskawicy, to, co stanowi nieskazitelno's'c naszych przekona'n

Dzi's bez tramwaju zaszla potrzeba takiego ujawnienia nieskazitelno'sci moich dessous i zasad. Oto przy przesluchiwaniu gdy doszli'smy do punktu owej slawnej sceny (och! znasz ja zanadto dokladnie bo swego czasu wylewalam me lzy rzesiste w tej sprawie na twe lono), do owej la grande sc`ene, w czasie kt'orej m'oj maz (a obecnie pan Bohusz), odplacajac mi za troche moze nieparlamentarne o nim przekonanie pochwycil n'oz do owoc'ow i z czarujaca, przyjacielska gracja ugodzil mnie nim w lewa lopatke. Byla to drastyczna wymiana nienawi'sci dwojga plci i co's nieco ze szkoly zapa'sniczej zycia. Pozostala mi po tej scenie, dowodzacej, jak dalece instytucja malze'nska jest niezbedna w spolecze'nstwie, gleboka blizna. Poniewaz przesluchania rozwodowe sa jakby poparte metoda pogladowa, areopag kapitulny zarzadzil wizje lokalna. Zawahalam sie chwileczke. Tyle tylko, ile bylo potrzeba do zamaskowania mej, w tym wzgledzie obowiazkowej, skromno'sci i szybkiego zbadania mych dessous. Wreszcie, rzuciwszy okiem w strone sekretarza, kt'ory pograzyl sie caly w stosie papier'ow, ujawnilam triumfalnie slodki, blady ton liljowych batyst'ow, piane walansjenek i cud moich ramion, kt'ore znasz, a kt'ore zaczynaja nabiera'c 'slicznej linji, wla'sciwej balzakowskim kobietom. Mialam na tyle dobrego smaku, ze nie konstatowalam wrazenia. Zadowolnilam sie tem, ze chwila ta byla i stala sie.

Widzisz wiec, ze i my, kobiety bez skazy, nie wiemy dnia, ani godziny

Stad przyjmij sobie te zasade, kt'ora odtraca'c sie zdawala's, i przy niej trwaj!

Twoja

Rena.


Gabiela Zapolska Kobieta bez skazy | Kobieta bez skazy | List drugi