home | login | register | DMCA | contacts | help |      
mobile | donate |

A B C D E F G H I J K L M N O P Q R S T U V W X Y Z


my bookshelf | genres | recommend | rating of books | rating of authors | reviews | new | | collections | | | add
fantasy
space fantasy
fantasy is horrors
heroic
prose
  military
  child
  russian
detective
  action
  child
  ironical
  historical
  political
western
adventure
adventure (child)
child's stories
love
religion
antique
Scientific literature
biography
business
home pets
animals
art
history
computers
linguistics
mathematics
religion
home_garden
sport
technique
publicism
philosophy
chemistry
close

- advertisement



@10

Sze's'c tygodni p'o'zniej..


ONA: Ubierala sie za niskim parawanem z materialu w orientalne kwiaty. W pokoju bylo okropnie duszno. Jej ginekolog, starszy, siwy mezczyzna w okularach, siedzial za biurkiem ustawionym na 'srodku pokoju, w polowie drogi miedzy parawanem a fotelem, na kt'orym przeprowadzal badania. Notowal co's w grubym skoroszycie.

Zastanawiala sie, dlaczego nie czula wstydu, gdy lezala na tym okropnym fotelu z rozwartymi nogami, ale gdy tylko badanie sie sko'nczylo i musiala przej's'c od polowy w d'ol naga z fotela za parawan obok jego biurka, poczula autentyczne zawstydzenie i skrepowanie.

Jest pani w sz'ostym tygodniu ciazy powiedzial, wstajac od biurka i przychodzac do niej za parawan. Musi pani radykalnie zmieni'c tryb zycia, jezeli chce pani urodzi'c to dziecko. Po ostatnim poronieniu wie to pani tak samo dobrze jak ja, prawda?

Jej maz zdecydowanie nie chcial dzieci.

Ja chce troche pozy'c. Popatrz na A'ske, jak jest udupiona przez tego dzieciaka. Nie. Absolutnie nie! Nie teraz. Poczekamy jeszcze kilka lat m'owil i wracal do swoich projekt'ow, kt'ore trzymaly go w pokoju, gdzie stal komputer, jak kraty w celi.

Kiedy's odstawila tabletki, nie m'owiac mu o tym. Sko'nczyla trzydzie'sci lat i czula, ze czas jej ucieka. Taka reakcja wyleknionej, starzejacej sie kobiety, kt'ora poczula sie nagle biologicznie bezuzyteczna.

Kiedy juz bedzie, on je zaakceptuje my'slala.

Poronila. Maz nawet sie nie dowiedzial. Wysylala go do apteki po torby podpasek. Zakrwawila potwornie kilka prze'scieradel. Wm'owila mu, ze ma wyjatkowo ciezki okres. Dziwil sie, ze musi cale pie'c dni przeleze'c w l'ozku. Gdy plakala, my'slal, ze z b'olu. Mial racje. Ale mylil b'ol podbrzusza z zupelnie innym b'olem.

Z zamy'slenia wyrwal ja glos ginekologa.

Niech sie pani nie martwi. Tym razem zadbamy o pania i wszystko bedzie dobrze.

Tak. Oczywi'scie odpowiedziala zmieszana, zapinajac guziczki sp'odnicy. Czy m'oglby mi pan dokladnie powiedzie'c, kiedy... kiedy zaszlam w ciaze?

M'owilem juz pani. To, wedlug moich szacunk'ow, sz'osty tydzie'n. Plus minus cztery doby.

Spojrzal w kalendarz na biurku.

Niech pani przyjdzie za tydzie'n. O tej samej porze. Trzeba ustali'c szczeg'olowy plan utrzymania tej ciazy. Musi sie pani liczy'c z tym, ze ostatnie miesiace spedzi pani na podtrzymaniu w klinice.

Wstal zza biurka, podal jej reke i powiedzial:

Niech pani teraz unika stresu i dobrze sie odzywia.

Wyszla z jego gabinetu prosto na ciemna klatke schodowa, pelna papierosowego dymu.

Oparla sie plecami o 'sciane obok drzwi prowadzacych do gabinetu i oddychala ciezko, z trudem lapiac powietrze. Po chwili, po omacku, dotykajac 'scian, zaczela przesuwa'c sie w strone windy.

Plus minus cztery doby slowa ginekologa odchodzily i powracaly jak echo.


ON: To juz sze's'c tygodni pomy'slal, patrzac w kalendarz. Sam dyrektor instytutu zadzwonil i polecil ustali'c termin urlopu. W zasadzie wydal mu polecenie sluzbowe.

Pan nie bierze urlop'ow od czterech lat. Wla'snie przyslali mi oficjalne upomnienie z administracji. Tak dalej by'c nie moze. Bede mial problemy ze zwiazkami zawodowymi. Jeszcze tylko pojedzie pan do Princeton i potem przez sze's'c tygodni nie chce pana tutaj oglada'c. Prosze jutro do poludnia poda'c mi termin swego urlopu.

Dokladnie sze's'c tygodni temu przytulil ja do siebie na lotnisku w Paryzu. A potem calowal jej nadgarstki, siedzac na tej lawce na lotnisku i patrzac w jej zalzawione oczy. A potem wieczorem byla naga. Zupelnie naga. I mimo ze calowal ja cala, wszedzie, wielokrotnie, to i tak jej nadgarstki pamieta najbardziej.

Jest piekna. Oszalamiajaco piekna. Jest tez wrazliwa, delikatna, romantyczna i madra. Zachwycajaca. Pamieta, jak tej nocy, tuz nad ranem, gdy wtulila sie, wyczerpana, w niego plecami i po'sladkami, powiedziala szeptem:

Wiesz, ze przy tobie przypominaja mi sie wszystkie wiersze, kt'ore mnie wzruszaly?

Przytulil ja. Usta zanurzyl w jej wlosach. Tak cudownie pachniala.

Po tym, co sie zdarzylo z tym samolotem, wydaje mi sie, ze podarowano mi dzisiaj nowe zycie szepnal.

Przyciagnal jej prawa dlo'n do swoich ust. Zaczal ssa'c delikatnie jej palce. Jeden po drugim. Delikatnie ssal i dotykal jezykiem.

I ty jeste's w nim od pierwszego dnia.

Jego 'slina mieszala sie ze lzami. Odkad odeszla Natalia, plakal ogromnymi lzami.

I bedziesz zawsze, prawda?

Nie odpowiedziala. Oddychala spokojnie. Spala.


ONA: Wyszla przed blok, w kt'orym znajdowal sie gabinet ginekologa. Usiadla na metalowej lawce naprzeciwko piaskownicy dla dzieci. Wyciagnela telefon kom'orkowy. Wybrala numer Asi.

Spotkaj sie ze mna powiedziala, nie przedstawiajac sie nawet. Teraz!

Asia nie pytala o nic. Slyszala tylko, jak z kim's rozmawia w tle. Po chwili powiedziala:

Za dwadzie'scia minut bede przy Freta@Porter na Starym Mie'scie. Tam gdzie byly'smy ostatnio z Alicja. Pamietasz?

Pamietala. To tam pily wino i ogladaly przez caly wiecz'or zdjecia z Paryza. 'Smialy sie i wspominaly. Byla taka szcze'sliwa. W pewnym momencie wszystko stalo sie mniej wazne. Musiala wyj's'c na zewnatrz. Wybrala numer jego telefonu w biurze w Monachium i nagrala sie na automatyczna sekretarke:

Jakubku, jestem pijana. Od wina tylko troche. Najbardziej od wspomnie'n. Dziekuje ci, ze jeste's. I ze ja moge by'c.

Asia juz byla. Zajela miejsce w ogr'odku na zewnatrz.

Usiadla. Skulona, tulac torebke do piersi.

Ten Jakub cie skrzywdzil rozpoczela Asia. Spojrzala na nia przerazona.

Skad wiesz o Jakubie?

Gdy ja wymawialam przez sen imie jakiego's mezczyzny, to ten skurwiel nastepnego dnia zenil sie z inna. Ale to bylo bardzo dawno odpowiedziala Asia bez 'sladu emocji w glosie.

Asia zdumiewala ja nieustannie. Wbrew pozorom znala ja bardzo malo.

Nie. Jakub nie potrafi nikogo skrzywdzi'c. Ten model tak ma. Dlatego on jest tak czesto smutny. Asia przerwala jej:

Opowiedz. Wszystko. Powiedzialam mezowi, ze moge wr'oci'c dopiero po p'olnocy. Ostatnio na wszystko sie zgadza bez mrugniecia okiem.

Opowiadala. O wszystkim. Jak go poznala. Jaki jest. Dlaczego taki jest. O tym, co czuje, gdy jest i czego nie czuje, gdy go nie ma. O piatkach po poludniu i poniedzialkach rano. Gdy sko'nczyla o Natalii, Asia trzymala ja za reke i prosila, aby przez chwile nic nie m'owila.

Zatrzymala kelnera:

Podw'ojny jack daniels i puszka red bulla. Dobrze schlodzona. Asia spojrzala na kelnera i powiedziala:

Dla mnie to samo. I niech sie pan po'spieszy.

Dopiero gdy kelner wr'ocil ze szklankami, opowiedziala o locie TWA i o tym, co przezyla na lotnisku w Paryzu. W tym momencie Asia przysunela sie do niej i dotknela jej twarzy.

Pamietasz, gdy spotkaly'smy sie na dworcu w Warszawie, przed wyjazdem do Paryza? Przywi'ozl mnie samochodem m'oj maz. Bylam na niego w'sciekla. Pytala's, co sie stalo. Powiedzialam ci, ze nie chce o tym m'owi'c.

Przerwala na chwile. Wziela szklanke do reki.

Wr'ocil tej nocy z jakiej's firmowej imprezy. Juz spalam. Obudzil mnie. Chcial sie ze mna kocha'c. Nie mialam absolutnie ochoty. Od tygodni nie mialam ochoty. On tez nie. To tylko alkohol. Poza tym mialam ko'nc'owke okresu. Przysunal sie niespodziewanie. Pociagnal za tasiemke i jednym ruchem wyrwal mi tampon. Zlapal mnie za rece jak policjant, kt'ory zamierza zalozy'c kajdanki. Nie mialam szans. Wszedl we mnie. Po kilkunastu ruchach bylo po wszystkim. Odwr'ocil sie i zasnal. Zostawil we mnie swoja sperme jak wegorz mlecz na ikrze i zasnal.

Wziela potezny lyk ze szklanki.

Cztery noce p'o'zniej zawiozlam Jakuba do jego hotelu i rozebrana polozylam sie na jego l'ozku, czekajac, az we mnie wejdzie. Zalozyl prezerwatywe. Zdjelam ja ustami. Nie chcialam go czu'c przez kauczuk. Chcialam go czu'c takim, jakim jest. Tej nocy byl we mnie jeszcze kilka razy.

Zaczela lka'c.

Asiu, wracam od ginekologa. Jestem od sze'sciu tygodni w ciazy. Nie wiem, czyje to dziecko.

Asia wpatrywala sie w nia, milczac. Ona opowiadala dalej.

Wtedy w Paryzu dwa razy nie wzielam pigulki. Pierwszy raz, gdy wr'ocily'smy z tego przyjecia z wietnamska 'swinia, drugi raz w dniu, kiedy on przylecial do Paryza.

Asia podniosla reke. Przerwala jej. Wyjela telefon kom'orkowy. Wybrala numer.

Przyjmiesz ja teraz? Nie, to nie moze czeka'c do jutra. Nie. Nie wytlumacze ci tego. Bedziemy za p'ol godziny m'owila. Jedziemy do Mariusza. To m'oj kuzyn. Robil doktorat z ginekologii. Przyjmie cie zaraz. Musisz sie upewni'c.

Przywolala kelnera, zaplacila i poprosila o zam'owienie taks'owki.

Asia czekala na nia w kawiarni naprzeciwko gabinetu Mariusza.

Mial czeste przypadki pocze'c w trakcie miesiaczki. Mial tez r'ownie czeste przypadki pocze'c u kobiet, kt'ore na dwa dni zapomnialy o pigulkach. Szczeg'olnie u takich, kt'ore przezyly taki szok jak ja tam na lotnisku w Paryzu. Mimo to uwaza, sadzac po wielko'sci plodu, ze to dziecko mojego meza. Powiedzial mi, ze jest prawie absolutnie pewien, ze pl'od jest starszy o te cztery dni.

Asia wysluchala jej bez slowa. Po chwili powiedziala:

To wiemy chociaz na pewno, ze jeste's w ciazy. Nie wierz mu tak do ko'nca. On jest bardzo katolickim ginekologiem. Je'sli opowiedziala's mu cala historie ze szczeg'olami, to nie za'snie dzisiejszej nocy. Zadzwoni do mnie i bedzie mnie ostrzegal przed kobietami takimi jak ty. Jego zona wazy ponad sto kilo, on jest ginekologiem, ma trzydzie'sci dwa lata i jak dotad piecioro dzieci. Ale jest bardzo dobrym specjalista.

Zrobila przerwe i zapytala szeptem:

Usuniesz?

Czasami podziwiala u Asi ten jej chlodny pragmatyzm. Ale to byla maska. Wiedziala to od czasu wsp'olnego pobytu w Nimes.

Nigdy! Gdybym to zrobila, musialabym zapomnie'c o dzieciach w og'ole i na zawsze. Tw'oj Mariusz tez to potwierdzil. Nie pytany. W tym momencie zadzwonil telefon kom'orkowy Asi.

Nie powiedziala szybko. Siedzimy w tej kawiarni naprzeciwko twojego gabinetu i rozmawiamy. Prosze, nie dzwo'n p'o'zniej. Doskonale wiem, co chcesz mi powiedzie'c. Nie interesuje mnie to. Zupelnie nie. Jutro tez nie bedzie mnie to interesowa'c. Do widzenia.

Schowala telefon do torebki, wylaczajac go przedtem. Zamy'slila sie.

Nawet nie wiesz, jak ci zazdroszcze powiedziala po chwili cichym glosem. Gdybym byla na twoim miejscu, pojechalabym teraz do domu, spakowala najwieksza walizke, wyjela paszport z szuflady i zam'owila taks'owke na lotnisko. Usiadlabym tam na lawce i czekala na samolot do Monachium. Nawet gdyby nastepny byl dopiero za tydzie'n.

Przywolala kelnera.

Jeszcze raz to samo. I niech pan dolozy wiecej lodu. Dla tej pani niech pan przyniesie samego red bulla. Bez whisky.

Wyjela telefon. Wlaczyla go i podajac jej, powiedziala:

Zadzwo'n do niego.

Do kogo?

Do Jakuba!


ON: Napisala, ze nie bedzie jej kilka dni. Zupelnie nieoczekiwanie. Z reguly wiedzial o jej urlopach lub wyjazdach sluzbowych znacznie wcze'sniej. Na dodatek nie przyslala mu normalnego e-maila, tylko wyslala te informacje jako SMS z telefonu kom'orkowego. Oznaczalo to, ze nie miala dostepu do Internetu.

Czul sie opuszczony. Przychodzil p'o'zniej do biura. Wychodzil po p'olnocy. Wydawalo mu sie, ze tydzie'n sklada sie tylko z sob'ot i niedziel. Codziennie pisal do niej l ta kartka byla jak wieczorna modlitwa. Pamietal z dzieci'nstwa, jak matka, dwukrotnie rozwiedziona, wielokrotnie ekskomunikowana katoliczka, uczyla ich, ze modlitwa wieczorem jest podziekowaniem Bogu za przezyty dzie'n. Klekali z bratem na swoich tapczanikach twarza do krzyzyk'ow przybitych zbyt duzymi gwo'zdziami do 'sciany. Krzyzyki przybil ich ojciec, kt'ory Boga z listy swoich przyjaci'ol wykre'slil bardzo dawno temu, w Stutthofie. Skladali rece, wpatrywali sie w male krzyzyki i powtarzali za matka:

Aniele Bozy, Str'ozu m'oj, Ty zawsze przy mnie st'oj....

Matka modlila sie z nimi. Kazdego wieczoru. Patrzyl czasami na jej zlozone dlonie, naznaczone wezlami zyl. Wydawalo mu sie, ze nie potrzebuja zadnego aniola. Ona im w zupelno'sci wystarczala...


ONA: Powiedziala mezowi nastepnego dnia po spotkaniu z Asia. Przygotowala kolacje. Upiekla ciasto. Kupila 'swiece. Otworzyla wino, by pooddychalo. Czekala na niego od popoludnia. Nie poszla tego dnia do pracy.

Wszedl. Wlaczyl komputer i poszedl do lazienki. Tak bylo od kilkunastu miesiecy. Przechodzac obok nakrytego uroczy'scie stolu, zapytal:

Przeoczylem co's? Nasza rocznica 'slubu?

Tak, przeoczyle's. Mn'ostwo zdarze'n. Ale to teraz niewazne. Usiad'z.

Usiadl naprzeciwko niej. Juz dawno nie siadal, tak jak kiedy's, obok niej. Zawsze siadal naprzeciwko. Podniosla sie i podala mu kieliszek z czerwonym winem.

Bedziemy mieli dziecko powiedziala cicho, patrzac mu w oczy. Na chwile zapadlo milczenie.

Zartujesz, prawda? Um'owili'smy sie przeciez! Nie mozesz mi tego zrobi'c! Nie jestem przygotowany. Przeciez obiecala's. Sluchaj! Ja mam projekty zaplanowane na caly rok. Nie zrobisz mi tego!!!

Wstala. Spokojnie, bez slowa przeszla do sypialni. Uklekla na dywanie i spod l'ozka wyciagnela walizke. Postawila ja na podlodze przed lustrem i zaczela powoli pakowa'c. Najpierw ze stolika zgarnela do foliowego worka wszystkie kosmetyki. Worek wrzucila do walizki. Podeszla do biblioteczki. Wybierala ksiazki i wrzucala do walizki. W pewnym momencie podeszla do stolu i nalala wina do kieliszka. Kieliszek postawila na stoliku nocnym przy l'ozku i wr'ocila do pakowania ksiazek. Slyszala, jak j ej maz wykrzykuje do telefonu:

Niech mama tutaj natychmiast przyjedzie! Ona naprawde sie pakuje. Nie mam pojecia, o co jej chodzi!

Zaczal krazy'c wok'ol stolu. Im pelniejsza robila sie walizka, tym szybciej chodzil. W pewnym momencie zaczal krzycze'c:

Nie zrobisz tego, prawda? Przeciez masz wszystko. Ja haruje od rana do nocy, zeby's miala wszystko. Czy ty to w og'ole widzisz?! Nigdy tego nie doceniala's! Nigdy nie byla's ze mnie dumna. Ja przeciez robie to dla nas. Zeby ci bylo dobrze. Jeste's jedyna kobieta, kt'ora kocham. Ja nie potrafie zy'c bez ciebie. Prosze, zosta'n. Nie odchod'z. Przeciez bedziemy mieli dziecko. To przez to zmeczenie tak zareagowalem. Zosta'n. Prosze!

Podszedl do niej. Objal ja.

Prosze, zosta'n. Kocham cie. Jeste's moja zona. Bede o ciebie dbal. Zobaczysz!

W tym momencie zadzwonil dzwonek u drzwi.

Umilkl, a potem pogasil wszystkie 'swiatla. Przylozyl palec do ust, nakazujac milczenie.

Nie potrzebujemy ich wyszeptal jej do ucha. Kiedy sie poznali, czesto szeptal jej co's do ucha. Uwielbiala to wibrujace cieplo jego oddechu na swoim uchu. Teraz bylo tak samo. Przewr'ocil ja na l'ozko i zaczal rozbiera'c. Po kilku minutach dzwonek ucichl.

Tak. Jest jego zona. Skladala przysiegi! To jej dom. On tak sie stara. Maja takie plany. Rodzice go uwielbiaja. Jest pracowity. Dba o dom. Nigdy jej nie zdradzil. Wiedzie sie im najlepiej ze wszystkich. Teraz beda mieli dziecko. On zrobilby dla niej doslownie wszystko. Wie to na pewno. To dobry czlowiek.

Jutro zaczne szuka'c dla nas czego's wiekszego powiedzial, zapalajac papierosa, gdy sko'nczyli sie kocha'c.

Sklada obietnice. Beda mieli dziecko. Rodzice go tak lubia. To tylko Internet. On zrobilby dla mnie wszystko.

Zasnela.


ON: Otworzyl wino. Juz druga butelka dzisiaj, pomy'slal. Ale bylo tak przytulnie i dobrze. Piatek wiecz'or. Puste, ciche korytarze. Puste cale pietra. Wlaczyl Grechute.

Czy Niemcy mogliby zrozumie'c, co sie czuje, gdy Grechuta 'spiewa bo wazne sa tylko te dni, kt'orych jeszcze nie znamy? On ostatnio dostaje gesiej sk'orki, gdy tego slucha.

My'slal o tym, jak daleko mozna posuna'c sie w udawaniu, ze co's nie istnieje. On posunal sie chyba jednak zbyt daleko. Ale ona na to przystala. Pewnie z leku przed tym, ze to mogloby co's zniszczy'c. Teraz, po Paryzu, nie moze przesta'c o tym my'sle'c. Ona nie nalezy do niego. Nalezy do innego. Nigdy dotad zadna kobieta, na kt'orej mu zalezalo, nie nalezala do innego. Nigdy!

To, co jest miedzy nimi, musi by'c nazwane. Koniecznie! To nie jest przeciez jaki's tam romans! To jest sto pieter ponad. Romans? Jak to brzmi! Nazwa'c romansem to, co jest miedzy nimi, to tak jakby cement na budowe wozi'c rolls-royce'em. Niby mozna, ale to nieporozumienie.

Tesknil za nia. Za dwa dni zn'ow przyjdzie poniedzialek...


ONA: W niedziele powiedzieli jej rodzicom. Maz byl przy tym taki dumny. Bedzie mial syna! W jego rodzinie pierwsze dziecko zawsze bylo synem. Patrzyla, jak podnosza z jej ojcem kieliszki z w'odka do ust. Zastanawiala sie, ile czasu uplynie, zanim zapomni, ze jeszcze w piatek po poludniu powiedzial: Nie mozesz mi tego zrobi'c.

Ustalili, ze ona we'zmie urlop bezplatny. Maja do's'c pieniedzy. Nie musi pracowa'c. Jutro pojedzie do biura i zalatwi wszystkie formalno'sci. On znajdzie wieksze mieszkanie i przestanie pali'c.

Matka siedziala na krze'sle obok niej i dotykala dlonia jej brzucha. Wida'c bylo, jak bardzo jest szcze'sliwa. W pewnym momencie powiedziala:

Gdy ja rodzilam ciebie, mieszkali'smy z ojcem katem u jego rodzic'ow, toaleta byla na korytarzu i kapalam sie w miednicy raz w tygodniu. Nawet nie wiesz, dziecko, jak masz dobrze.

Nigdy, ani tego dnia, ani nigdy potem, nie zapytala, dlaczego nie otworzyli im w piatek. Jej matka byla madra i do'swiadczona kobieta.

W poniedzialek okolo poludnia pojechala do biura. Sekretarka zaniem'owila. Wszyscy wiedzieli, ze od kilku lat m'owila o dziecku, kt'orego nie mogla mie'c. Sekretarka poszla z jej podaniem o urlop do administracji. Zostala sama. Usiadla w swoim fotelu naprzeciwko monitora. Dotknela delikatnie klawiatury.

Dzisiaj jest poniedzialek pomy'slala i zaczela plaka'c.


ON: Przed 'osma wyslal e-mail z planem swojego urlopu. We'zmie tydzie'n na przelomie pa'zdziernika i listopada. Bedzie na grobach rodzic'ow i Natalii. Boze Narodzenie spedzi z bratem i jego rodzina we Wroclawiu, a przed Nowym Rokiem poleci z Warszawy do Austrii na narty.

Minela niedziela i wciaz nie mial e-mailu od niej. Nie pojawila sie takze na ICQ. Po poludniu, zaniepokojony, zadzwonil do niej do biura w Warszawie. Nikt nie odpowiadal. Nie zostawil zadnej wiadomo'sci.

Z pewno'scia co's jej waznego wypadlo pomy'slal, wracajac do pracy.


ONA: Zawieziesz mnie na chwile do biura? zapytala meza, slyszac, jak umawia sie przez telefon z klientem. Slyszala, ze wybiera sie do miasta, aby odda'c gotowy projekt. Zapomnialam zabra'c ksiazki i osobiste rzeczy z biurka. I chcialabym usuna'c prywatne e-maile z komputera. Nie chcialabym, aby kto's je czytal. Spojrzal na nia zdziwiony.

Dostajesz prywatne e-maile? zapytal rozbawiony. Pewnie Asia opisuje ci swoje orgazmy po przeczytaniu jakiego's wiersza albo inne takie bzdury.

Spojrzala na niego z niesmakiem.

Asia niestety od dawna juz nie ma orgazm'ow. I nie tylko po przeczytaniu wiersza. Bardziej juz inne takie bzdury. Wiedziala, ze nie lubil Asi. Z wzajemno'scia. Zawieziesz mnie? Mozesz mnie odebra'c, wracajac ze spotkania z klientem. Nie bede potrzebowala wiele czasu.

Tak jak tamtej nocy, kiedy dowiedziala sie o Natalii, czula niepok'oj, gdy wystukiwala cyfry kodu i czekala na zgrzyt elektromagnesu w zamku okratowanych drzwi prowadzacych do biura. Jej biurko bylo puste. Kubek do kawy od niego, czarny, przyslany z Monachium ze srebrzystym @ odstawiony do suszarki, segregatory przeniesione na biurko sekretarki, plastikowe tace na listy przychodzace i wychodzace przestawione na szafy. Higieniczna, blyszczaca gladko'scia blatu biurka pustka.

Ale najbardziej pusto wygladal monitor jej komputera. Stal jak obcy, nieznany jej sprzet, odarty ze wszystkich tych z'oltych przylepnych karteczek, na kt'orych pisala kolorowymi dlugopisami nie tylko to, co miala pilnie do zalatwienia, ale takze to, co chciala mu koniecznie powiedzie'c, albo to, co on jej powiedzial, a ona chciala koniecznie zapamieta'c. Nawet 'slady jej palc'ow na ekranie kto's dokladnie wyczy'scil. Kto's pomaga wymazywa'c go z jej pamieci...

Biurko bylo zamkniete na klucz, nie mogla go znale'z'c w um'owionym miejscu.

Bede musiala przyjecha'c jutro pomy'slala i zrobilo jej sie nagle smutno. Po mnie tez zacieraja 'slady.

Ale teraz zadnych sentyment'ow powiedziala glo'sno, wlaczajac komputer.

Byla przygotowana. Nie sluchala caly dzie'n muzyki. Czytala ksiazke o macierzy'nstwie. Potem zadzwonila do swojej matki. Rozmawialy prawie dwie godziny. To znaczy, gl'ownie matka m'owila. Potrzebowala tego. Aby sie utwierdzi'c. Nie dzwonila ani nie odbierala telefon'ow od Asi. Asia zawsze dzwonila na jej telefon kom'orkowy. Gl'ownie po to, aby unikna'c kontaktu z jej mezem.

Alicja przyszla osobi'scie.

Boze, jak ci zazdroszcze zaczela juz od progu. Kiedy idziecie kupowa'c l'ozeczko? Ale, ale... pamietaj, zeby's pisala pamietnik. Wla'snie teraz. To wazne. Opisuj kazdy dzie'n ciazy. Potem, gdy sko'nczy osiemna'scie lat, dasz to jej przeczyta'c. Wygladasz absolutnie na c'orke.

Patrzyla na Alicje i my'slala, ze nie chcialaby, aby jej c'orka przeczytala, co my'slala w si'odmym tygodniu ciazy jej matka. Bylaby przerazona.

P'o'znym popoludniem zadzwonil maz. Um'owil sie na 'srode na ogladanie tego wiekszego mieszkania. Prawie dokladnie na granicy miasta. Pod lasem. Podpisal umowe przedwstepna. Jest sloneczne i 'sliczne.

Byla gotowa do tego e-mailu.

Jakubku,

Odkad Cie znam, pisale's lub opowiadale's mi o prawdzie. O prawdzie w nauce, w zyciu, wszedzie. Wszystko w Tobie jest prawdziwe. Dlatego wierze, ze mnie zrozumiesz. Zrozumiesz, ze ja nie moge dalej tak zy'c. Jestem w ciazy. Teraz oszukiwalabym juz dwie osoby. Nie moge tego robi'c.

Podarowale's mi co's, co nawet trudno nazwa'c. Poruszyle's we mnie co's, o istnieniu czego nawet nie wiedzialam. Jeste's i zawsze bedziesz cze'scia mojego zycia. Zawsze.

Jakubku, m'owile's mi, ze bardzo chcesz, abym byla szcze'sliwa, prawda? Zr'ob co's teraz dla mnie, prosze. Co's bardzo waznego. Co's najwazniejszego. Zr'ob to dla mnie. Prosze Cie. Bede szcze'sliwa, gdy mi wybaczysz.

Wybaczysz?

Nie bedzie mnie przez nastepne miesiace. Nie pracuje juz tutaj. Aby utrzyma'c ciaze, musze by'c w domu, a p'o'zniej spedze kilka miesiecy w klinice.

Dziekuje Ci za wszystko.

Uwazaj na siebie.

Gryzla palce do b'olu i plakala. Gryzla wargi do krwi. Podeszla do butelki z woda do podlewania kwiat'ow stojacej na parapecie. Podniosla do ust i napila sie.

Byla znowu spokojna. Wywolala program poczty elektronicznej. Czekaly na nia kartki z calego poprzedniego tygodnia i ta z dzisiejszego poranka. Przeniosla je do poczty usunietej bez czytania.

Nie moge teraz tego czyta'c. Juz postanowilam powiedziala na glos, jak gdyby sobie wydajac polecenie.

Wpisala jego adres: Jakub@epost.de.

Po raz ostatni pomy'slala, wysylajac e-mail. Poczula ulge.

To przeciez tylko Internet...

Otworzyla folder, w kt'orym przechowywala wszystkie e-maile od niego. Zaznaczyla wszystkie do usuniecia. Program pytal:

Jeste's pewny, ze chcesz usuna'c te wiadomo'sci? (Tak/Nie)

Siedziala chwile nieruchomo, wpatrujac sie w ekran.

Idiotyczne pytanie! pomy'slala z w'scieklo'scia. Nagle poczula sie tak, jakby od jej odpowiedzi na to idiotyczne pytanie zalezalo czyje's zycie.

Czerwony czy niebieski przew'od?! Je'sli przetnie niewla'sciwy, wszystko wyleci w powietrze. Jak w tych idiotycznych filmach, w kt'orych przystojny i opalony p'olidiota przecina zawsze wla'sciwe przewody. Przypomniala sobie, ze w zadnym filmie nie przecinal czerwonego przewodu...

Zadzwonil telefon. Maz czekal juz w samochodzie na dole. Kliknela na Tak. Nic sie nie wydarzylo. 'Swiat istnial dalej. Widownia odetchnela z ulga.

Wylaczyla komputer. Wstala. Dotknela prawa dlonia ekranu monitora. Byl jeszcze cieply. Do widzenia, Jakub...

Zgasila 'swiatlo i wyszla.


ON: Na kilka godzin przed poludniem odlaczyli ich od Internetu. Straszne. Wszyscy krecili sie po instytucie, nie wiedzac, co ze soba zrobi'c. Nagle w kuchni przy automacie do kawy zaklebil sie tlum. Ale cel usprawiedliwial te tolerowana spokojnie szykane: mieli dosta'c dwudziestokrotnie szybsze lacze.

Po poludniu odebral kilka e-maili. Nie bylo nic od niej. Niepokoil sie.

Na dwudziesta byl um'owiony na wideokonferencje z uniwersytetem w Princeton. U nich na wschodnim wybrzezu dochodzila czternasta. Zastanawial sie, dlaczego Amerykanie zakladaja, ze mozna zrobi'c wideokonferencje o dwudziestej w Europie i wszyscy beda jeszcze o tej porze w biurach. To pewnie ta ich mocarstwowo's'c, jeszcze im nie przeszla pomy'slal.

Po wideokonferencji wr'ocil na chwile do swojego biura. Bylo juz dobrze po dwudziestej drugiej. Chcial tylko wylaczy'c komputer i p'oj's'c do domu. Ta konferencja z Amerykanami zmeczyla go.

Byl e-mail od niej! Nareszcie! Zaczal czyta'c.


ONA: Um'owila sie z sekretarka kwadrans po dwunastej. Otworzyla jej kluczem obie strony biurka.

Niech pani zabierze wszystkie swoje osobiste rzeczy, a reszte zostawi. Ja to przejrze i uporzadkuje powiedziala. Prosze nie siada'c na podlodze! wykrzyknela. Pani musi teraz uwaza'c, ja zaraz przyniose to male krzeselko z sekretariatu.

Sekretarka wpatrywala sie w jej brzuch, po kt'orym nic jeszcze nie bylo wida'c, jak oczarowana. Ona tymczasem przyniosla kosz na 'smieci spod okna. Otworzyla torbe. Siedziala okrakiem na malym krzeselku z sekretariatu, po prawej stronie miala kosz, a po lewej duza sportowa torbe Nike. Zaczela opr'oznia'c szuflady. Jedna po drugiej. Gdy sekretarka wyszla na lunch, otworzyla druga szuflade od dolu po prawej stronie. Te najwazniejsza. Jego szuflade.

Najpierw wyjela wypalona zielona 'swiece, kt'ora przyslal jej kiedy's, aby mogli zje's'c kolacje przy 'swiecach. Otworzyli Chat na ICQ, otworzyli wina, zam'owili pizze, on w Monachium, ona w Warszawie, zapalili 'swiece i zaczeli je's'c. To podczas tej kolacji zapytala go, jak wyglada jego matka. Powiedzial, ze jest piekna. M'owil o niej niezwykle rzeczy. W czasie tera'zniejszym. Dopiero miesiac p'o'zniej dowiedziala sie, ze umarla, gdy on byl jeszcze studentem. Do kosza.

Potem natrafila na kserokopie jego 'swiadectwa maturalnego. Chcial zartujac jej udowodni'c, ze naprawde ma mature. Do kosza.

Poplamiona winem poczt'owka z Nowego Orleanu. Odwr'ocila ja i przeczytala:

Dziekuje za to, ze jeste's. Zbyt dawno tego nie robilem. Tutaj, w tym mie'scie, jest to od'swietne. Jakub.

Do kosza.

Ksiazka o genetyce. Pelna jego uwag, pisanych ol'owkiem na marginesach. Na 304 stronie, w rozdziale o genetycznym dziedziczeniu, ten tekst, kt'ory ja sparalizowal, gdy odkryla go po kilku miesiacach. Wymazany gumka, ale widoczny pod 'swiatlo: Chcialbym mie'c z Toba dziecko. Tak bardzo chcialbym.

Do kosza.

Nie! Ona nie moze tak robi'c. Nie wytrzyma tego. Jednym ruchem wyszarpnela szuflade i wytrzasnela cala jej zawarto's'c do kosza. Wsunela pusta szuflade na miejsce i wlozyla reszte swoich osobistych rzeczy do torby. Czekala, az wr'oci sekretarka, siedzac z pochylona glowa na krzeselku.

W pewnym momencie spojrzala na kosz. Na samej g'orze lezal model podw'ojnej spirali z pleksiglasu. Jego maskotka dla niej.

Jestem zla, okrutna, wstretna kobieta pomy'slala. Jak moge mu co's takiego robi'c?! Wla'snie jemu?

Siegnela do kosza. Zamknela oczy. AT, CG, potem znowu CG i potem trzy razy AT... Do pokoju weszla sekretarka.

Niech pani nie placze. Wr'oci pani do nas. Urodzi pani dzidziusia, troche podchowa i wr'oci do nas.

Nie. Nie wr'oce tutaj. Juz nigdy tutaj nie wr'oce pomy'slala. Wstala. Podniosla torbe.

Pozegnala sie z sekretarka i wyszla z biura.

Maz czekal na dole w samochodzie. Palil papierosa i czytal gazete. Gdy ja zauwazyl, natychmiast wysiadl z samochodu, aby pom'oc wstawi'c torbe z rzeczami do bagaznika. Ruszyli.

M'owilam ci tyle razy, aby's nie zawracal tutaj w ten spos'ob! Blokujesz caly ruch. Maja racje, ze trabia na ciebie.

Co oni mnie obchodza? odpowiedzial, nie wyjmujac papierosa z ust.

Stali w poprzek ulicy, blokujac oba pasy ruchu. Nacisnal pedal gazu i z piskiem opon ruszyli.

Prosze, zatrzymaj sie na chwile. Zatrzymaj natychmiast!

Nie moge tutaj. Jednak zwolnil.

Nie. To nie m'ogl by'c on. To tylko kto's podobny. To niemozliwe pomy'slala i powiedziala:

Jed'z dalej. Przepraszam. Wydawalo mi sie, ze zobaczylam znajomego.

Przy'spieszyl, mruczac co's pod nosem. Skrecili w mala uliczke za kioskiem z gazetami.


ON: Zaden samolot nie odlatuje z zadnego niemieckiego lotniska do Warszawy po dwudziestej drugiej. Z Zurychu, Wiednia i Amsterdamu takze nie. Zadzwonil do Avis i kazal im podstawi'c auto o p'olnocy przed budynek instytutu. O wp'ol do si'odmej leci samolot LOT-u z Frankfurtu nad Menem.

Okolo piatej zaparkowal wypozyczonego golfa na parkingu terminalu II lotniska we Frankfurcie.

Zeby odchodzila ode mnie powoli, krok po kroku, zeby mi lamala serce po kawalku, stopniowo, byloby latwiej my'slal, jadac autostrada z Monachium do Frankfurtu. Wybacze jej. Ale niech mi powie wprost, ze mam odej's'c. Nie w Internecie ani w e-mailu. Niech mi powie, stojac przede mna. Juz raz dostalem list i potem byl piatek i wszystko sie sko'nczylo.

Samolot wystartowal zgodnie z planem mimo mgly na lotnisku.

Co panu poda'c do 'sniadania? Kawe czy herbate? pytala u'smiechnieta stewardesa.

Niech pani mi nie przynosi zadnego 'sniadania. Ale czy moglaby mi pani poda'c bloody mary? Podw'ojna w'odka, malo soku. Tabasco i pieprz.

Spojrzala na niego, tracac ten przyklejony sluzbowy u'smiech, po czym za'smiala sie i powiedziala:

Nareszcie jaka's odmiana po tym nudnym kawa czy herbata! Podw'ojna w'odka, malo soku. Zamiast 'sniadania.

Na lawce przed budynkiem jej biura usiadl okolo dziesiatej. Czesto wyobrazal sobie, jak moze wyglada'c to miejsce. Byl troche pijany. Zanim wyladowali, stewardesa przyniosla mu jeszcze jedna bloody mary. Podw'ojna w'odka, malo soku. Tabasco i pieprz. Na tacy staly dwie szklanki. Gdy zdjal swoja, ona wziela do reki te druga i powiedziala:

Wypije z panem. Zamiast 'sniadania. Zeby poczu'c, jak to jest. Zaraz i tak ko'ncze prace.

Stukneli sie szklankami.

Czul sie troche jak znieczulony. To dobrze my'slal nie poczuje tak mocno tych skalecze'n.

Do budynku jej firmy prowadzila szeroka brama upstrzona r'oznokolorowymi szyldami. Szyld jej firmy byl w'sr'od nich. Upewnil sie zaraz rano. Okolo poludnia brame zaslonil duzy terenowy samoch'od z przyciemnionym szybami. Kto's wysiadl z niego po tamtej stronie i wszedl do budynku. Kierowca zaparkowal dokladnie na wprost bramy, ignorujac zakaz parkowania w tym miejscu. Otworzyl okno, zapalil papierosa i czytal spokojnie gazete. Czasami spogladal na zegarek. Wida'c bylo, ze czeka na kogo's.

W pewnym momencie wysiadl i zaczal obchodzi'c samoch'od, ogladajac z uwaga opony. Jedna po drugiej. Gdy sko'nczyl, przeszedl przez ulice, kierujac sie w strone kiosku z gazetami. Przechodzac obok lawki, na kt'orej on siedzial, u'smiechnal sie. W kiosku kupil papierosy i wr'ocil do samochodu.

Po chwili po'spiesznie wysiadl i obiegl samoch'od, zeby odebra'c torbe od osoby wychodzacej z bramy. Ruszyli. Ignorujac calkowicie inne auta na ruchliwej ulicy, zaczal zawraca'c, blokujac calkowicie ruch. Zrobil sie nagle straszny tumult.

W pewnej chwili samoch'od znalazl sie dokladnie na wprost lawki. Spojrzal na kierowce. Obok siedziala ona! W tym momencie samoch'od przy'spieszyl. Po chwili zniknal w uliczce za kioskiem.

Tego samego wieczoru wr'ocil do Frankfurtu. Wysiadl z samolotu zbyt pijany, aby jecha'c samochodem. Oddal go w Avis na lotnisku we Frankfurcie i wr'ocil do Monachium pociagiem. Trwal w p'ol'snie wymuszonym przez zmeczenie i alkohol. Kierowca tamtego samochodu caly czas u'smiechal sie do niego.


| S@motnosc w sieci | c